niedziela, 30 czerwca 2013

Całe życie na farcie :D


Sądzę, że ten tytuł idealnie pasuje do opisania mojego występu na tym turnieju. Ale po kolei, zacznijmy od początku.

A początek, jak to zwykle bywa, ma miejsce znacznie wcześniej. Kilka dni przed turniejem ciągle nie wiedziałem czym grać. Po nieudanym powrocie do Orków na Snotlingach najbardziej prawdopodobną opcją zdawał się Chaos.  Ale na niego też nie miałem pomysłu. Próbowałem myśleć coś nad pierwszoturową Wolą Tzeencha, czy standardową kontrolką z opcją ripowania grubasów. Ale i to jakoś mnie nie syciło. Chyba w czwartek wpadł do mnie Wujtrator i ładnie wcisnął w ziemię mój chaos. Czym? Imperium na Knightach swojego pomysłu. Myślałem czy by nie wziąć takiego decku, lekko zmodyfikowanego. Poprosiłem Filka, by wziął mi karty potrzebne do tej talii. Przy okazji wymyśliłem jakieś 7 kartowe kombo na m.in Lore Seekerze, Gołębich Bombach, Świątyni Vereny czy Sztandarowym Lwa. O te karty również poprosiłem. Niepewny przyszłości poszedłem spać.

Rano, już przed 7, byłem na dworcu w Oliwie. Telefon do Wojta w jakim przedziale mają bilety, zdenerwowanie na długą kolejkę przy kasie... Standard. Chwilę później w czwórkę (Ja, Wojt, Meloman i Mamut) czekaliśmy na peronie. Mieliśmy pociąg 6:52. Nagle przy drugim peronie (SKM) przyjechał pociąg Intercity czy jakoś tak. Była 6:49. Szybko tam pobiegliśmy, w biegu pytając konduktora czy to pociąg do Bydgoszczy. Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź weszliśmy do środka. Pociąg ruszył, a my zaczęliśmy szukać naszego wagonu (mieliśmy nr 4). Ale coś było nie tak. Numeracja wagonów inna, nie po kolei, jakoś to wnętrze nowe, zadbane... Wizyta u konduktora rozwiała nasze wątpliwości - to nie ten pociąg. To jakiś międzynarodowy do Berlina przed Bydgoszcz. Musieliśmy szybko wysiąść we Wrzeszczu i przejść na drugi peron. Na szczęście udało się, nasz pociąg był opóźniony (ten do Berlina też, dlatego wzięliśmy go za nasz). Choć i tak trochę problemów było, bo okazało się, że nie podstawili naszego wagonu. Zatem musieliśmy iść do innego i zająć sobie jakieś inne miejsca. Na szczęście znaleźliśmy przedział z 6 wolnymi miejscami.  Kto wie, może ta przygoda była zapowiedzią szczęśliwego dnia dla mnie i dla Wojta. Chociaż wtedy tak o tym nie myśleliśmy.

W Gdańsku Głównym dosiadł się Filku, i już naszą pełną trójmiejsko-iławską ekipą ruszyliśmy w podróż. W pociągu trochę rozmawialiśmy czym by tu zagrać. W końcu zdecydowałem, że biorę standardową kontrolę Imperium. A co tam, nic lepszego nie wymyślę. Filku zdecydował się na Dwarfy. Wojt, Meloman i Mamut mieli gotowe decki. Odpowiednio Imperium i 2 razy Krasnoludy. Wojt dokonał jednak małych zmian (jedną za moją radą - włożenie trzeciego Lincolna). Większośc osób zrobiła już decklisty (Imperialiści nie). No i przed 10 dojechaliśmy

Z dworca w Bydgoszczy jakieś pół godziny szliśmy do hotelu. Tam szybko się zameldowaliśmy, przepakowaliśmy i ruszyliśmy na turniej. Jakieś 15-20 minut zajęło nam znalezienie miejsca. No i jesteśmy...

To jeden z tych momentów, które uwielbiam na takich wyjazdach. Spotkanie się z tymi wszystkimi znajomymi osobami. Właśnie po to się jeździ na te turnieje, dla tych ludzi

Szybki zapis, spisanie decklistu i możemy zaczynać.

Grałem takim deckiem:
http://deckbox.org/sets/417570

Zamysłem była kontrola Osterknachtami i Rodrikami (z Wezwaniem Rezerw) oraz Infiltracją i Wolną Kompanią (uwielbiam tą kartę, sprawdzała się znakomicie). Ekonomię zapewniały Pantery, Monety (kolejny świetny wybór, jakoś nie lubiłem tej karty, ale potrafiła robić gry) no i skakanie po strefach taksówkami. Świetny dociąg zapewnia Werbunek (wsparty dodatkowo przez Posag). Na rushe (i wszelkie ataki) Wybraniec, z Taki lub Agentem. Wyprawa na przewijarki - przydała mi się, o tym za chwilę. I techowa Verena - świetnie działała. Przemyślenia o talii po opisie gier.


Co do miejsca, to powiem, że było świetne. Klimatycznie, ładnie urządzone, wszystko na miejscu lub w pobliżu. Wielki szacun ALAN za załatwienie tego. No to jedziemy opisy gier:

Runda I
vs Angian, DE 2:0
Mecz ze znaną i szanowaną przeze mnie osobą - Angian z Łodzi grał DE przewijarką, nie wiem, czy identyczną do tej Radanera, czy inną. Ta talia ma to do siebie, że potrafi wyjść z praktycznie niczego, przetrzymać przeciwnika Kultami i wygrać w sumie przegraną grę (miałem przyjemność grać tym na drużynówce, o tym potem).  W obu grach kluczowe były Wyprawy, które de facto gdy weszły i zostały wypełnione kończyły grę. Kulty dało się przeżyć, chociaż gdyby nie doszła misja, to byłoby krucho. Wielkie dzięki za grę.

Runda II
vs Wojt, IMP 0:2
Mój przeciwnik grał kolejną grę z kimś, z kim jechał pociągiem (w pierwszej rundzie pokonał Filka). Wiedziałem, że będę dostawał dużo Infiltracji. Gry były nawet wyrównane, ale ze wskazaniem na Wojta. Dochodziło mu po prostu lepiej, nie pozwalał mi na rozwój, a sam gromadził tyle kasy, że wystawiał Karola, co kończyło grę. Nie pamiętam wszystkiego, co się tam działo, ale raczej to dosyć oczywiste - Rodriki, Osterknachty i Infiltracje z obu stron. Z boku taki mecz wygląda chyba dosyć nudno, ale dużo kminienia jest.

Runda III
vs Selverin, DE 0:2
Chyba najbardziej jednostronna partia. Zostałem ograny jak leszcz. W pierwszej grze w drugiej turze dostałem kombem Lord of Change + Sacred Cauldron + Snaresy. Nie miałem nic do powiedzenia. W następnej grze próbowałem coś robić, musiałem rodrikować mu kotły, ale nie udało się. Deck świetnie zrobiony, masa opcji wystawienia Lorda. Oczywiście mało w tym decku kontroli, ale jednak działało.

Runda IV
vs Barry, DWA 2:0
Z bilansem 1-0-2 musiałbym wygrać wszystkie rundy, żeby przejść dalej. Z Barrym siadaliśmy już do trzeciej rundy, ale wtedy zmieniły się paringi. Teraz już musieliśmy zagrać. Gra standardową kontrolą Krasnoludów. On zaczyna: Wioska Rasowa w Kingdoma, Kanonka w Quest - Grobowce, Devka, Tunnel Fighter w Królestwo. No bez jaj... Ja zagrałem chyba Monety i Wioskę, coś w ten deseń. Barry wystawił chyba Duregana do pola bitwy i zaatakował. Moja tura, Verena. KABUM! Takie chwile się uwielbia. Później weszła moja standardowa kontrola i pierwsza gra dla mnie. W drugiej Barry grał bez questa, bazując na Tunelach w Kingdomie. Rodriki i Wolne Kompanie załatwiły sprawę. Choć byłem palony, to Wybraniec Imperatora w kluczowym momencie pozbył się Kazadora, a następny powtrzymali pozostałe jednostki. I udało się. Ale wielkie dzięki, mega przyjemnie się grało.

Runda V
vs Boreas, CHA 2:0
Widziałem już podczas pierwszej rundy, że Boreas gra jakimś kombem. Podczas którejś tam zrozumiałem o co chodzi. Nie bardzo widziałem jak z tym grać. Standardowo, zaczynam, coś w Kingdoma i w Questa. On wystawia Przymierze, Wioskę, Spawna. Grasz. Reakcja Boreasa na moje zagranie mówi wszystko: "O ku*wa, Verena. [...] Gramy następną." W drugiej grze popełniłem duży błąd: Boreas wyszedł z Drakenhoffa w Q i Spoilsów w K. Ja, zamiast wystawić Rodrika w Pole Bitwy, zagrałem go w Kingdoma. No i Boreas miał 5 kasy. W następnych turach już biliśmy się te spoilsy. kluczowe było to, że Boreas w trzeciej turze wystawił Zigwalda z Książką. Jedyną odpowiedzią na to był jak najszybszy Hemmler - na szczęście miałem go na ręcę, a moi dzielni słudzy wytworzyli 5 kasy - bez książki Boreasowi było ciężko, niby był Sorcerer, ale w sumie chyba nie bardzo wiedział jak mnie zabić. Poddał grę po jakimś czasie. Ale wielkie gratki za wymyślenie tego, działało fajnie, gdy już się rozkręciło.

Runda VI
vs Oreł 2:1
Ostatnia runda, no i niestety spina. Zwycięzca miał szanse na Topkę. Pierwsza gra to napór na wojownikach mojego przeciwnika. Muzycy stali na polu bitwy, a ja nie miałem ich jak zdjąć. Moje tury opierały się na wystawianiu jednostek do obrony.Nie mogło to jednak wiele dać. W kluczowym momencie mój opponent miał dyscyplinę na mojego Osterknachta - nie udało się cofnąć Dobosza i przegrałem. Na uwagę zasługuje fakt, że przez pierwsze tury obaj rzuciliśmy po dwie Infiltracje (były to dla nas pierwsze dwie karty na discardach). Wracając, 0:1. W drugiej zdecydowałem się na proste rozwiązanie. Druga tura, 5 kasy, Hemmler. To był strzał w dziesiątkę. Chroniony Dyscyplinami młócił mojego przeciwnika. Udało się. 1:1. W następnej bardzo się śpieszyliśmy, pytanie brzmiało jak szybko dojdzie Hemmler. Doszedł szybko, ja miałem questa spalonego i pełny battlefield, coś w Królestwie też miałem. Wybrańcy Imperatora niszczyli wszelki atak kontratakiem. A Fryderyk przebijał się. No i udało się. Potem okazało się, że nie musieliśmy grać tak szybko, mieliśmy na ostatnią grę 10 minut. Ale co tam.

Z bilansem 4-0-2 wszedłem do TOP 8 z szóstej pozycji. Z pierwszego miejsca wszedł Przemo, ze swoimi End Timesowymi "DE" (ale były tam Orki, Chaos, Neutrale...). Drugi był Wilk z Kontrolnym Chaosem na spaczaniu się. Trzeci Selverin, czwarty Czarny z kontrolą orkowo - wampirzą. Piąty po zasadniczej był Metatron z deckiem DE na End Timesie i Sztandarowych DE. Na siódmym miejscu wylądował Wojt, a ósenkę zamykał Angian. Na 9 miejscu był Meloman, któremu bardzo mało zabrakło do Topki. Dokładniej wyglądało to tak:

| 1 | Przemysław 'Przemo' Zub        | DE  | 6 | 15 | 50 | 71 | 5-0-1 | 10/3

| 2 | Sławomir 'Wilk' Sztejmiec      | CHA | 6 | 15 | 37 | 55 | 5-0-1 | 11/5


| 3 | Tomasz 'Selverin' Fedorczyk    | DE  | 6 | 13 | 46 | 67 | 4-1-1 | 9/4 


| 4 | Mateusz 'Czarny 71' Ziętkiewicz| ORC | 6 | 13 | 44 | 65 | 4-1-1 | 10/5 


| 5 | Paweł 'Metatron' Leszuk        | DE  | 6 | 13 | 38 | 55 | 4-1-1 | 9/3 


| 6 | Jakub 'Kubala' Janiak          | EMP | 6 | 12 | 44 | 64 | 4-0-2 | 8/5


| 7 | Wojciech 'WOJT' Strychalski    | EMP | 6 | 12 | 40 | 58 | 4-0-2 | 7/3 


| 8 | Michał 'Angian' Borowski       | DE  | 6 | 12 | 37 | 55 | 4-0-2 | 8/7



Po sześciu rundach skoczyłem do Subwaya zjeść sobie coś ciepłego. Wiedziałem już, że zagram z Selverinem. Przyjąłem to ze spokojem - osiągnąłem swój cel, sukces osiągnięty. Byłem mentalnie gotowy na porażkę.

O 18:30 stawiliśmy się na górze (de facto parterze) kawiarni, by rozegrać topkę. Usiedliśmy w wygodnych obrotowych fotelach (gdzie indziej niż reszta) i zaczęliśmy.

TOP 8 (Ćwierćfinał)
vs Selverin, De 2:1
W pierwszej grze dosyć szybko weszło kombo, ale zatrzymało się na kilkunastu kartach. Próbowałem coś robić, ale Selverin nie dał sobie spalić dwóch stref, dziubał mnie Snaresami, a ja sam brałem po 4 karty. 0:1. W tym momencie byłem już lekko zmęczony, więc przestałem się bawić w kontrolę. W pierwszej turze Monety, w drugiej Hemmler. I napór! Szybko spalona strefa, i szaleńcze ataki w drugą. Selverin chyba miał kombo, ale na styk - jedne Snaresy nie odrzucą jednostki i koniec. Szczęście dało o sobie znać - nie odrzucił mi całego decku. Ja za to spaliłem. 1:1. Zacząłem się denerwować. Ale co tam. Znowu szybki Hemmler i napór.  On odpalił kombo, a miał kasę i dwa kotły. Musiało być kilka razy bez jednostek. I udało się! Nie wiem jak ale udało się! Z 5 razy nie odrzuciłem jednostki, w tym pod koniec dwa razy pod rząd! Potem doszedł Rodrik, a miałem Wezwanie Rezerw. Oba kotły zmienione w devki Wszedł End Times*, wyszły dwa Lordy. Miazga. Ja Osterknachtem nie cofałem żadnego z nich, tylko theiffa z questa. Żeby nie dobrał trzeciego supportu... Potem zmusiłem do blokowania oboma Lordami. I w końcu udało się! Spaliłem! Nie wiem jak ja to zrobiłem! Ale udało się! Do teraz nie wierzę w to, co się stało... Dalej przeszedł tez Wójt, który pokonał Wilka. Przemo wygrał z Angianem, a Czarny z Metatronem. 

TOP 4 (Półfinał)
vs Wojt, IMP 1:2
Kolejny rewanż za rundę zasadniczą. Wiedziałem, że będzie ciężko, ale po wygranej z Selverinem wstąpiły we mnie nowe siły. Pierwszą grę zacząłem ja, wysypałem kilka kart, standardowo miały być chyba 4 kasy i 2 karty. Dostaje Rodrikiem w support w queście. No to Osterknacht w Rodrika, niech gra od zera. W następnej turze chyba poszedł Rodrik w Taxi. Rozwijaliśmy się, ale Wojt wygrywał ekonomicznie. Ma 6 kasy - BUM! Karl Franz. Wiedziałem, że albo go zabiję, albo koniec gry. Tylko, ze miał rozwinięcia we wszystkich strefach. I Hemmlera w polu bitwy. Mimo moich usilnych prób nie dałem rady. Hemmler padł, ale Karl żył. Zatem Wojt mógł mnie zniszczyć jak chciał. Broniłem się jeszcze, ale to nic nie dało. 0:1. W drugiej zacząłem, gra wyglądała podobnie, ja zacząłem napierać, wyszedł Karl. Hemmler razem z innymi dali radę, przebili się i Imperator padł. Udało się. Wojt nie wyciągnął już gry, chociaż próbował. 1:1. Na ostatnią grę zostało mało czasu, graliśmy szybko. U mnie wyskakiwał Imperator, u Wojta też. Pytanie było komu pierwszemu dojdzie Hemmler. Wojt go dostał. Palił mnie mocno. Miał spaloną jedną strefę, ja też. Było źle, musiałem się bronić, tak jak w pierwszej grze z szóstej rundzie. Fryderyk niiszczył obrońców, a kończył się czas. Zatem musiałem mieć więcej obrażeń. Mieliśmy po jednej spalonej strefie, Wojt napierał mi w drugą. Ja mogłem zaatakować go tylko za 2 czy 3, a potrzebowałem za jakieś 5-6. No trudno. Wojt zwyciężył, 2:1. Miał zagrać w finale z Przemem, a na mnie czekał finał pocieszenia z Czarnym. Ale wielkie dzięki za grę, chyba najbardziej wyrównana rudna podczas całego turnieju. Nie było nudno.

Mecz o 3 miejsce
vs Czarny, ORK 2:1
Gra, która zadecydowała, że taki a nie inny tytuł będzie miał ten post. Niby wiedziałem, że z Orkami jest ciężko, ale jakoś wolałem ten deck niż np End Times Przema. W pierwszej grze, mimo wejścia BDK, udało się Rodrikami i Osterknachtami skontrolować do zera. 1:0. W drugiej było podobnie, Czarny napiera, ja kontroluję. Ale w kluczowym momencie dostałem 2 Inwazje Snotlingów w Królestwo, potem jedną w pole bitwy. W następnej turze był chyba Rzyg, albo dwie tury po tym. Nie pamiętam dokładnie, w każdym razie zostałem brutalnie spalony, bardzo mało miałem do powiedzenia. Trzecia gra. Zaczynam naporować, ale grałem na dociagu 2 . Co prawda znów pozbyłem się wszystkich jednostek, potem Verena w Królestwo (Była tam tylko jedna wioska, ale zawsze). Ale Czarny zaczął się odbudowywać, miał spalony Battlefield, nadpalony Kingdom. Dostałem Pillagem we Wioskę w Misji. W następnej turze miałem co prawda 5 kasy, ale tylko 1 dociągu. I żadnych kart na ręce. Świetnie. Ktoś rzucił z tyłu "Może Hemmler". Jeden już spadł wcześniej, dwa jeszcze w decku były. Ale miałem tam z 25 kart. Dobieram kartę - HEMMLER!!!!! Wystawiam, atakuję i palę. Czarny się wkurzył, wszyscy się zdziwili, zaczęli śmiać. Takie szczęście w takim momencie... Ale wielkie dzięki za grę, deck świetnie złożony i ograny.

W finale Wojt pokonał Przema! Tak jest, Bydgoszcz zdobyta. Co prawda Wojt jest z Iławy, ale studiuje w Gdańsku, przychodzi do nas na turnieje. Zatem Północ zwyciężyła! W nagrodę dostałem Puchar (uwielbiam go) i 7 Cudów Świata (świetna gra, szczerze wszystkim polecam). Gratuluję zwycięzcy, jego talia była świetnie ograna i idealnie trafił w Meta. Ale i tak najlepszy deck miał Przemo. End Times, kontrola, przewijarka... Świetny deck, mega ogranie, ale zabrakło szczęścia w grze w Wojtem (Baty odrzuciły dwa End Times-y, jedne pod Heroiciem - Wojt skontrolował jednostkę, nie dał się podpuścić i wygrał. Ale wielki szacun. No i graty dla Czarnego, oraz wszystkiego najlepszego (miał w sobotę urodziny).

Po powrocie do hotelu ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na Integrację. Miejscówka bardzo fajna, można było spokojnie pogadać, wypić (ja nie piłem), pożartować. Dzięki wielkie, mi się bardzo podobało. Kilka naprawdę świetnych tekstów, ripost, przemyśleń. No i Filku, który już podczas turnieju trochę sobie golnął. Potem było to już tylko spotęgowane. Wróciliśmy z Wojtem i Melomanem trochę szybciej, przed 2, potem wrócił Mamut, a Filku ostatni. Wykąpaliśmy się i spać. Rano Mamut pojechał, zatem zostało nas 4. Na 9:30 poszliśmy do kościoła (we trójkę, Filku został). Po Mszy skoczyliśmy do Żabki po jedzenie, potem do hotelu, zjeść śniadanie, spakować się i wymeldować się. Przed 12 ruszyliśmy na drużynówkę. Myśleliśmy, że będzie mało osób, ale ludzie dopisali. Była Bydgoszcz, my, Włocławek, Cosa, Szeryf, ogólnie grało 6 drużyn, czyli 12 osób.

Nie będę opisywał wszystkich naszych gier. Powiem w skrócie - nie szło za dobrze. Pierwsze dwie rundy to dwa razy 0:4. Potem zamieniliśmy się taliami (miałem już dość mojego Imperium). Filku wygrał obie gry, ja jedną (DE Radanera, niby z przegranej gry wychodzą Kulty i Crone, po czym jest ciężko, bo dwie tury ataku, potem czymś obronię Crone, a na koniec Snaresy. Dodatkowo przeciwnik  sam się przewijał Czołgiem w Queście). W czwartej rundzie nie graliśmy, bo Michnik się już zwijał, a ty z nim mieliśmy grać. Przed wyjściem na posiłek ugadaliśmy się z Szeryfem, że wrócimy z nim samochodem. Zatem skoczyliśmy szukać jedzenia. Z 10 minut łaziliśmy po Bydgoszczy, szukając Pizzerii, aż w końcu poszliśmy do knajpy z jedzeniem orientalnym, która była prawie tuż koło miejsca rozgrywek. Czekaliśmy na jedzenie 20 minut, ale za 20 zł dostaliśmy syte porcje. Tak syte, że nie daliśmy rady dojeść do końca. Jakaś góra surówek, talerz frytek, sosy, mięsa, jednym słowem - dużo. Po powrocie pożegnaliśmy się z wszystkimi i ruszyliśmy do samochodu. Jechało się komfortowo, w miłej atmosferze. Najpierw pojechaliśmy do Torunia i odwieźliśmy Cosę, a potem autostradą do Gdańska. Podczas podróży dużo było rozmów o pracy (do Torunia) i o różnych zabawnych sprawach w pracy lub na studiach. Nie mając de facto o czym opowiadać skupiłem się na słuchaniu. Przed 19 dojechaliśmy do Gdańska. Gdy wysiadłem pod Alfą i szedłem do domu zaczęło padać. Ale nie przeszkadzało mi to, byłem szczęśliwy. Najbardziej owocny wyjazd na turniej zakończył się.

Ogólnie było super, bardzo mi się podobało, świetni ludzie, ekstra miejscówka. Talia dawała radę, owoce przyniosło granie Imperium przez masę czasu (grałem tym najwięcej, wiedziałem, co mniej więcej robić). Teraz garść podziękowań: dla mamy, ze zezwoliła na wyjazd, że pomogła mi w sprawach organizacyjnych i finansowych. Dla Filka, że pożyczył mi karty, ogarniał wyjazd, że jadał ze mną posiłki itd. Dla Szeryfa, że odwiózł mnie aż na Przymorze, ogólnie dzięki za całą jazdę. Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna, że byliście tam i stworzyliście tą świetną atmosferę. Gratuluję Wojtowi zwycięstwa, pokazał siłę i ogranie. Przemowi świetnego decku. Czarnemu TOP 4 z ogranym deckiem. Wilkowi piątego miejsca swoim chaosem, dopracowanym niemal do perfekcji. Metatronowi świetnego pomysłu i takiegoż wykonania. Selverinowi konsekwentnego komba, które było trudne do zatrzymania. Angianowi, że dał radę i wszedł do Topki. Opatrzność czuwała nade mną (fart, szczęście, nie ważne, jak to nazwę). I jeszcze kilka luźnych przemyśleń:
- Wilk, świetnie rapujesz
- Meloman, nie masz głowy Filka
- Wojt, nie stalowałeś tym razem
- Mamut, nie grałeś tyle czasu, a szło Ci dobrze, szkoda, że się nie udało

Jeszcze raz dzięki wszystkim za turniej, za integrację, za rozmowy, za wszystko. Do zobaczenia w Krakowie. A teraz spadam pod namiot, wrócę z sobotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz