Zbliża się zakończenie kolejnej Ligi Trójmiasta, a ja porobiłem trochę zaległości na blogu. Ale spokojnie, postaram się to odrobić. Najpierw zatem relacja zaległa, z turnieju ósmego.
Turniej o jakże trafnej nazwie "Gdańsk świętuje sukces" odbywał się w czwartek po Warszawie. Mój deck powstał de facto jeszcze podczas testów w pociągu powrotnym ze stolicy. Później tylko dokonałem kosmetycznych zmian, wyszło coś takiego:
http://deckbox.org/sets/638593
Założenie było proste: palić, palić, palić. Innowacja za restrykcję, bo odciąża Królestwo, zaś Horda Questa. Więc można grać prawie wszystko do przodu. Lying in Wait jako tech, w końcu posiadanie aż 6 zerówek sprawia, że jak jedna czy dwie staną się devkami nie boli. A dodatkowa kasa się przydaje. No i Misja, która przy takiej liczbie tanich jednostek robi rzeź. Talia zabijała albo konwencjonalnym atakiem, albo podpakowanym Night Runnerem. Nie ma żadnej kontroli supportów, ale mniejsza. Tu boli nas tylko Arka. Odpowiedzią na Hekarti jest wspomniany wyżej Lying.
Na turnieju zjawiło się niestety tylko 6 osób. Trochę słabo, mając w pamięci dwudziestki w poprzedniej edycji.
Runda 1
vs Wojt, IMP 2:1
Skaczące Smerfy na rycerzach. W pierwszej grze byłem bardzo szybki i zdążyłem. W drugiej byłem dobrze kontrolowany przez Wybrańca Imperatora, a następnie palony. Trzecia gra ponownie dla mnie, dobrałem Hordy, dzięki czemu miałem odpowiednie karty i mogłem przejść do szybkiego palenia.
Runda 2
vs źleX, ORC 2:1
Wurrzagowy deck, w pierwszej ŹleX długo nie może dobrać Rzyga, a ja przebijam się przez Śledzie. Później Mały Rzyg zostaje zagrany w złym momencie. Suma sumarum udaje mi się zajechać. W następnej szaman jest, pali, w kluczowym momencie Śledzie mnie zatrzymują, po czym jestem atakowany tak, że przeżywam o devkę. Dostaję ripa. W ostatniej palę szybko jedną strefę, następnie wchodzi Polybog, mówi Śledzie - zajeżdżam drugą.
Runda 3
vs Wujtrator, HE 2:1
Pierwsza gra to moje szybkie wyjście, ale potem Wujtrator wystawił do przodu Celestiana i wszystko mi zabił. Chwilę później mnie spalił. W drugiej bardzo szybko spaliłem Questa, po czym atakowałem Pole Bitwy. Opponent bronił się, jak mógł, ale Misje+Clanleaderzy przepchnęli się przez obronę. W trzeciej Wujtrator zaczyna, gra Vaula, ja wychodzę chyba z Dystryktu i devki. W mojej następnej turze zagrywam łącznie 3 Hordy (pomocne Innowacje z Zerówkami i Lyingiem), po czym wrzucam Misje, zerówki na nie, Night Runnera i jakieś inne rzeczy do przodu... Palę dowolną strefę, po czym zadaje ~18 indirectów. W następnej Wujtrator musi dołożyć 2 i spłonąć na styk. Druga tura...
Runda 4
vs Ver, DE 2:0
Match-up, którego się obawiałem. Wiadomo, Hekarti, Arka. Ver grał wersją naporową, z m.in. Batami. W pierwszej grze wymieniamy ciosy, wiadomo, jak to napory. Staramy się nawet nawzajem kontrolować. Co z tego, że zabijam baty, skoro one wracają? Udaje mi się jednak wykrzesać więcej młotków (ach te Misje...) i spalić szybciej (bodajże Corb Polybog zginął w między czasie, ratując mi Questa). W drugiej Ver zaczyna, ja wychodzę bodajże z 10 kart (chyba Horda, Devka, Zerówka, Lying, Innowacja, Quest, jeszcze 3x Zerówka, Thanquol). Palę Ci strefę w pierwszej, grasz. W drugiej dodałem jeszcze kilka młotków i było po grze.
Udało mi się wygrać turniej najgłupszym deckiem, jaki może być. To jest chore, co robi ta talia. Problemem jest chyba Horda i Misje, które robią z Zerówkami IMBA ataki nawet w pierwszej turze. FAQ Team musi coś z tym zrobić.
Dzięki za gry, turniej generalnie w miłej atmosferze.
Aha, prawie zapomniałem dodać: SKAVEN IMBA!
wtorek, 25 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
Warszawa 2014 - Historia na naszych oczach
Stało się! To, na co wielu czekało całe lata. Marzenia bardzo licznej grupy osób w końcu się ziściły.
Pierwszy Regionals w Warszawie stał się faktem!
Jeszcze na wstępie chciałbym pogratulować i podziękować Wilkowi oraz całej ekipie, która mu pomagała. To naprawdę ciężki kawałek chleba, ale daliście radę!
Jak to zwykle bywa, przed Regio mam bardzo ważny dylemat: czym grać? Nie miałem zbytnio pomysłów: po epizodzie grania WE szukałem innego niestandardowego decku. Jeszcze przed Krakowem myślałem nad deckiem na Leśnym Smoku, teraz ten projekt do mnie wrócił. Ustaliłem, że do robienia kasy najlepsza jest Innowacja, do tego zapętlona. Do tego idealny są Fragmenty. Reszta jakoś sama poszła (posiłkowałem się trochę deckami Jaszczura na w/w Artefakcie). Wziąłem tą talię na Ligę, udało się wygrać turniej. Tydzień później następny, tym razem trzecie miejsce, ale w ostatniej grze miałem wygraną, tylko źle policzyłem. Szkoda, ale to była przestroga na przyszłość. Uznałem, że talia daje radę, a nic innego nie wymyślę i nie wytestuję w tak krótkim czasie. Jeszcze na kilka dni przed dorzuciłem Pioruny i Wyprawę, po czym byłem gotowy. W międzyczasie zrobiłem zarys decku na Kataklizm, także Imperium. Ale o tym później.
Ostatecznie mój deck na turniej główny wyglądał tak: http://deckbox.org/sets/639694
Szczegółowo opisałem ją na forum: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3588
Sam wyjazd zaczął się oczywiście od kupienia biletów, co uczyniliśmy już w lutym, rezerwując sobie wszystkie 6 miejsc w jednym przedziale. Bilety sukcesywnie trafiały do właścicieli, zatem w dniu wyjazdu wszyscy byli zwarci i gotowi do drogi.
Ja, Wujtrator, Ver, Wojt, Zygi i Tobol. Zacna ekipa. O podróży do Warszawy można by wiele powiedzieć. Ale nie wiem, czy trzeba. My wiemy o co chodzi, a opowiadanie średnio ma sens. Było śmiesznie, czasem przesadnie głupio, ale suma sumarum w bardzo dobrych nastrojach dojechaliśmy do Stolicy. Tak już czekali na nas Dykta i Nilis. Rozdzieliliśmy się (ja, Ver i Wujtrator spaliśmy u Dykty, Wojt i Zygi u Nilisa, zaś Tobolewscy w Dexa), porozjeżdżaliśmy, ale finalnie wszyscy siedzieliśmy u Dykty.
W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować naszemu gospodarzowi za przenocowanie nas, za odebranie z dworca, za wszystko tak naprawdę. Wielkie dzięki, mamy nadzieję, że nie sprawialiśmy dużych problemów. No i zapraszamy do Gdańska.
W piątek najpierw ruszyliśmy konkretną ekipą na Pizzę oraz do Galerii, po niezbędne zakupy, a następnie w zacnym, 13 osobowym gronie, integrowaliśmy się u Dykty, rozprawiając na tematy przeróżne (od decków, przez największe gafy, aż po LoL-a lub inne gry). Ogólnie było świetnie, kogo zabrakło, niech żałuje. Super spotkać znajome twarze, a także zobaczyć i poznać nowe osoby.
Rano ogarnęliśmy się i wyruszyliśmy na miejsce. Obyło się bez jakichś problemów: finalnie dojechaliśmy na Plac Wilsona, stamtąd weszliśmy do Parku, spotkaliśmy ekipę z Krakowa, potem przybyli również Cyganie, śpiący u Nilisa. Naszym oczom ukazał się Fort, w całej swojej okazałości. Robił wrażenie. Chwilę później byliśmy już w środku.
I to, co powtarzam zawsze: uwielbiam ten moment, kiedy wchodzi się na salę i spotyka tych wszystkich ludzi. Kiedy się z nimi wita, wymienia na szybko zdania, komentarze... Świetna atmosfera. Zapisaliśmy się, po czym można było ruszać.
Runda 1
vs Dykta, CHA 1:1
Znów musiałem w pierwszej rundzie na mojego gospodarza, znów musiałem zremisować. Pierwsza gra to mój szybki rozwój, po czym zabicie Smokiem: Dykta na początku próbował coś robić, potem nie miał już co. W drugiej zagrałem jak leszcz, ponieważ, mając około 40 kasy, wystawiłem z jednostek tylko Smoka, mając bardzo mało kart w decku. Zamiast wstawiać dwójki i mieć pewność, że bez Smoka wypełnię wyprawę, całkowicie zawiodłem. Pielgrzymka i w następnej się przewinąłem. Trzeciej nie skończyliśmy, ale byłoby ciężko, Świątynie pozbawiały mnie devek pod Innowację. Ale cóż, nie przegrałem. Dzięki za grę (i jeszcze raz za gościnę).
Runda 2
vs Radaner, DE 1:1
Niedaleko nas siedział Wojt, zatem trzech największych stalerów Inwazji blisko siebie. Do tego mój przeciwnik w pierwszej dostał BYE (znowu), zatem zaczęło się podobnie jak w Gdańsku. Mistrz Europy grał na kontroli ręki. W pierwszej coś tam próbowałem, ale finalnie Radaner wyrzucał mi potrzebne karty, po czym dopalił mnie Konwentami i atakiem. W drugiej oboje się rozwijaliśmy, wiadomo, ja traciłem karty, a czas zbliżał się do końca. Skontrolowałem go, dzięki czemu nie miał dużo opcji. Minuta do końca, jego tura. Zachował się bardzo honorowo i nie przestalował, zatem mogłem dograć turę (Radaner zaczynał). Początek tury, dokładam devkę z City Gates, po czym koniec czasu. Zdążyłem zacząć, zatem dogram. Udaje mi się zebrać dużo kasy i spalić! 1:1. Uf, dzięki wielkie, gratulacje za topkę i za nie przeciąganie swojej tury.
Runda 3
vs Yogi, CHA 2:0
Musiałem trafić na kogoś swojego, w końcu prócz mnie z Gdańska było 10 osób. Udało mi się dwa razy dosyć szybko odpalić, ale dlatego, że miałem dobre ręce startowe. Yogi wychodził z Monastyru, co mnie cieszyło, gdyż miałem dodatkową turę na rozwój. Raz chyba kluczowo anulowałem Bombę Dyscypliną. Chaos, kiedy nie ma Świątyń, ma ciężko, a tutaj nie przyszły. Ale dzięki za grę.
Runda 4
vs Sobczas, HE 1:2
Moja jedyna porażka, ale przeciwnik w pełni zasłużył na zwycięstwo. W pierwszej grze położyłem Long Wintera na devkę - chwilę później Drewno i Alith Anar. Grr... No trudno, pierwsza w plecy, była kontrola, a ja nie dałem rady się rozwinąć. Spłonąłem od indirectów. W drugiej byłem kontrolowany, ale udało mi się (mając chyba tylko City Gates i Milicję na stole) odpalić Smoka. Bardzo mnie to ucieszyło, pokazując, że talia może wyjść prawie z niczego. W ostatniej jednak klasa przeciwnika, dobre zagrania oraz Mag Loeca zabili mnie. Ale wielkie dzięki, bardzo miło się grało. I gratulacje, dobrze, że to ty doszedłeś do topki (po grze powiedziałem Ci, że mało kto tym gra, zatem topka by mnie ucieszyła). No i mogę mówić, że przegrałem tylko z trzecim miejscem.
Runda 5
vs Kowal, DWA 1:2
Tym razem Białystok - chyba jeszcze z nikim z tego miasta nie miałem okazji grać. W pierwszej grze Kowal rozwijał się dosyć szybko, ale wiedziałem, że będę po prostu szybszy - ten deck tak ma. Udało mi się odpalić. W drugiej szybki Kazador i chyba w piątej turze mogłem zbierać karty. Trzecia tym razem spokojniejsza, miałem trochę więcej czasu, zatem dobrałem, co trzeba było, Corb chyba zablokował My Life'a, no i do przodu. Dzięki wielkie, miło się grało.
W tym momencie wybraliśmy się na zachwalanego przez wielu lokalu "Amrit". Mimo dużych kolejek, obsługiwano nas szybko i sprawnie. Musieliśmy tylko długo czekać (my, znaczy ja i Wujtrator). Ale sam kebab, wbrew temu, co niektórzy mówią, był bardzo dobry, do tego miał genialny sos (jak zamawiam ostry sos, to chcę coś takiego, a nie pomidorową). A żadnych problemów potem nie miałem. Pogadałem chwilę z Metatronem, po czym ruszyłem do Fortu. Ostatnie dwie rundy, trzeba się zebrać w sobie.
Runda 6
vs Nilis, DWA 1:1
Kolejne Dwarfy, kolejny przedstawiciel gospodarzy. Grało się dosyć wolno, gdyż Nilis dekoncentrował mnie swoim zabójczym uśmiechem. W pierwszej pozbierałem wszystko i zaatakowałem. Czekałem na My Life'a, ale nie było. W drugiej znowu Kazador był moim katem, byłem za wolny, zatem gramy trzecią. Nie zdążyliśmy niestety, zabrakło może jednej tury, ale w drugą stronę mogłoby też być różnie. Dzięki za grę. Ani ty nie przegrałeś, ani Imperium, więc chyba możesz być zadowolony.
Runda 7
vs Organek, DWA 2:0
Kolejne Dwarfy. Z Organkiem dużo graliśmy na Lidze, zatem znaliśmy swoje decki. Żaden z nas nie był szczęśliwy z tego paringu, ale, niestety, trzeba grać. Dwa razy udało mi się odpalić, w drugiej grze kluczowy był Heroic Task, który bronił przed Dezercją. Corb na Moje życie za Twierdzę znowu się przydał. Dzięki wielkie. Jak mus, to mus. Ale ligowe sprawy ciągle niedokończone.
Z wynikiem 3-3-1 (razem z Nilisem najwięcej remisów) zająłem 24 miejsce. Trochę zabrakło, ale i tak jestem zadowolony. Szkoda natomiast Wujtratora, który zajął najgorsze, 18 miejsce (17 dostało matę chociaż). Ale wszystkim się nie dogodzi. Punkt zaważył, de facto była opcja, ale cóż, mówi się trudno. I jedziemy dalej.
Potem przyszła topka, podczas której dopingowałem Króla Cyganów (on i Tobol trzymali poziom, dzięki nim Północ zachowała twarz). Udało mu się pokonać Czarnego, potem także Majesty'ego (dziki fart na Inwokacji w obu pojedynkach). W półfinale uległ Jaszczurowi, ale to nie jest żadną hańbą. O trzecie zwyciężył mojego pogromcę, zajmując Undeadami trzecie miejsce. W zwyciężył (znowu) Virgo. Tym samym deckiem. Gratulacje. No cóż, błędów nie popełniłeś, zrobiłeś swoje. Pierwszy na Regio, pierwszy w ilości postów na forum, pierwszy najczęściej hejtowany. Gratulacje.
Przyszło rozdanie nagród. Virgo - zacny puchar, "większy od Smoka", potem Jaszczur, i wreszcie - Wojt. Kilkadziesiąt osób zaczyna śpiewać "Ore ore szabadabada" i tańczyć. Trwa to dobrą chwilę. Świetny moment, kto nie widział, niech żałuje. Potem poszło dalej - Sobczas, Majesty, Dashi, Ostry, Boreas, Drumdaar, Czarny, Michnik, Selverin, Tobol, Radaner, GilGalad, Ziggy, potem "szczęście w nieszczęściu", czyli miejsce 17 - Raskoks. I reszta, zaczynając od Wujtratora.
Nagrody były syte (masa gier,tokeny dla wszystkich, a ponad trzydziestka miała jeszcze coś). Wiadomo, dużo kasy poszło na miejscówkę. Ale i tak wporzo, sporo mat, stolic, ogólnie zacnie.
Potem przyszła integracja - można pogadać z ludźmi o wszystkim, było możliwość pośpiewania z O'Jerry, zrobienia sobie zdjęcia z Makabrysiem... Dzięki, dzięki, dzięki wszystkim, że byliście. Po jakimś czasie wraz z Dyktą zawinęliśmy się, ogarnęliśmy i w kimę. Koło 5 ja i Wujtrator próbowaliśmy wstać do kościoła, ale nie wyszło (ja wstałem, zacząłem budzić Wojtka, ale on nie był skłonny wstawać. Sam jakoś nie dałem rady się podnieść, po chwili znowu wpadłem w objęcia Morfeusza). Rano ogarnęliśmy się, po czym ruszyliśmy na Kataklizm. Dykta spał, ale obudził się przed naszym wyjściem, po czym pożegnaliśmy się. Dziękujemy jeszcze raz, bardzo dobrze się spało, warunki przyzwoite, zapraszamy do Gdańska. Bez trudności dotarliśmy na miejsce, gdzie złożyliśmy Zygiemu talię i można było zaczynać.
Grałem czymś takim: http://deckbox.org/sets/643822
W pierwszej rundzie: Wojt i ALAN. Same Imperia... No cóż, udało się wyjść dobrze ekonomicznie, grę ustawiły Kościoły (w pierwszej turze jeden, w drugiej drugi). Byłem przez to trudny do skontrolowania (Wojt mając spaczający Fulcrum wydawał ciągle dwa kasy na mojego Wilhelma - a miałem masę innych jednostek). Najpierw spaliłem wraz z ALAN-em strefę Wojtowi, potem sam zabrałem mu Fulcru, przez co końcówka to dwóch na jednego. Udało mi się obronić dzięki taktykom i masie jednostek. No i dzięki kościołom. No i stolik wygrany.
W drugiej grze trafiłem na Raskoksa i Majesty'ego. Odpowiednio Imperium i Skaveny. Wykorzystałem spaczający Fulcrum, aby pozbawić Sniktcha możliwości zabicia moich jednostek (Mogę channelować? Tak. Okej, channeluje: Sniktch spaczony. ... Niech to!). Później próbowali mnie atakować, ale moje Ambushe działały i odpierały ataki. Znowu pomogły Kościoły. No i kolejny stolik dla mnie.
Trzecia gra Valathron i Ziggy, DE i Dwarfy. Sacrafice to Khaine bolał, ale udało mi się wystawić dużo Ambushów, w kluczowym momencie dwóch Rogue Warriorów zabiło Wampira i Raidera. Miałem dwa fulcrumy, oni musieli mi je zabrać, ale trzymałem kasę na Ambushe i taktyki, dzięki czemu (pomimo Kultów) dałem radę.
Ostatnia gra zasadniczej, Przemo z DE oraz znowu Raskoks. Co to była za gra? Jednostki z Crap Boxa, cuda wianki, umiawianie się, no i EPIC SPELL DE! Przemo grał na Innowacji, zabrał nam nasze jednostki z BF, było ciężko: u niego z 6 jednostek, oraz Luthor Huss(!). Zdołałem się jednak obronić, finalnie w ostatniej turze popełniłem błąd, bo nie użyłem wszystkich akcji: miałbym wtedy 2 fulcrumy, nawet straciwszy jeden, wygrałbym stolik samotnie. Tak to mieliśmy remis z Raskoksem (po moim ostatnim ataku odbił mi Fulcrum, cwaniak). Ale dzięki wielkie, to było coś.
I tak udało mi się wejść do finału, gdzie... trafiłem na sam Gdańsk. Woohoo! Trójmiasto! Trójmiasto! Zamietliśmy Kataklizm! Ja, Zygi i Wujtrator. Finał to jednak gra bez historii, Wujtrator (grający na 72 kartach) w pierwszej turze wyszedł z Tarczownika (jedynego w talii), po czym z Syga wstawił Duregana. Masakra, zwłaszcza, że wziął Fulcrum od indirectów. Po chwili dodał drugi. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. Gratulacje, udało Ci się wygrać! I to takim deckiem! Wczoraj byłeś największym przegranym, dzisiaj tryumfujesz.
Potem przyszedł czas na pojedynek Przema z GilGaladem. Świetna inicjatywa, przyjemnie się oglądało (jak to ktoś określił: taka drużynówka, ale w jedną osobę). Przemo wygrał, decydującą grę zwyciężając WE (IMBA!!!11oneonejeden!11! na restrykcję). Dostali w nagrodę pamiątkowe miecze, bardzo zacne. Gdy Makabrysio się do nich dorwał... W sumie dobrze, że dzisiaj, a nie wczoraj, podczas integracji. Zatem obyło się bez problemów. Finalnie pożegnaliśmy się i ruszyliśmy na metro. Potem pół godziny krążyliśmy po Dworcu Głównym, szukając jakiegoś sklepu (czułem się, jakby Wojt nas prowadził). Finalnie, kupiliśmy zapasy w osiedlowym sklepiku, po czym wsiedliśmy do pociągu. Tym razem mieliśmy cały przedział dla siebie, który upłynął przede wszystkim na grze w Inwazję (Skaven IMBA, wiadomo). Po 22 dojechaliśmy. Kolejny świetny Regionals zakończył się.
Wielkie dzięki wszystkim i każdemu z osobna. Za podróż, za turniej, za rozmowy, za Kataklizm, za nocleg, za integrację, za wszystko. Kto nie jeździ, niech żałuje! Pierwsze Regio w Wawie przeszło do historii! Inwazja żyje! Do zobaczenia!
PS. Zdjęcia będą na dniach, muszę je przerzucić z mojego telefonu, co jest dosyć czasochłonne.
Pierwszy Regionals w Warszawie stał się faktem!
Jeszcze na wstępie chciałbym pogratulować i podziękować Wilkowi oraz całej ekipie, która mu pomagała. To naprawdę ciężki kawałek chleba, ale daliście radę!
Jak to zwykle bywa, przed Regio mam bardzo ważny dylemat: czym grać? Nie miałem zbytnio pomysłów: po epizodzie grania WE szukałem innego niestandardowego decku. Jeszcze przed Krakowem myślałem nad deckiem na Leśnym Smoku, teraz ten projekt do mnie wrócił. Ustaliłem, że do robienia kasy najlepsza jest Innowacja, do tego zapętlona. Do tego idealny są Fragmenty. Reszta jakoś sama poszła (posiłkowałem się trochę deckami Jaszczura na w/w Artefakcie). Wziąłem tą talię na Ligę, udało się wygrać turniej. Tydzień później następny, tym razem trzecie miejsce, ale w ostatniej grze miałem wygraną, tylko źle policzyłem. Szkoda, ale to była przestroga na przyszłość. Uznałem, że talia daje radę, a nic innego nie wymyślę i nie wytestuję w tak krótkim czasie. Jeszcze na kilka dni przed dorzuciłem Pioruny i Wyprawę, po czym byłem gotowy. W międzyczasie zrobiłem zarys decku na Kataklizm, także Imperium. Ale o tym później.
Ostatecznie mój deck na turniej główny wyglądał tak: http://deckbox.org/sets/639694
Szczegółowo opisałem ją na forum: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3588
Sam wyjazd zaczął się oczywiście od kupienia biletów, co uczyniliśmy już w lutym, rezerwując sobie wszystkie 6 miejsc w jednym przedziale. Bilety sukcesywnie trafiały do właścicieli, zatem w dniu wyjazdu wszyscy byli zwarci i gotowi do drogi.
Ja, Wujtrator, Ver, Wojt, Zygi i Tobol. Zacna ekipa. O podróży do Warszawy można by wiele powiedzieć. Ale nie wiem, czy trzeba. My wiemy o co chodzi, a opowiadanie średnio ma sens. Było śmiesznie, czasem przesadnie głupio, ale suma sumarum w bardzo dobrych nastrojach dojechaliśmy do Stolicy. Tak już czekali na nas Dykta i Nilis. Rozdzieliliśmy się (ja, Ver i Wujtrator spaliśmy u Dykty, Wojt i Zygi u Nilisa, zaś Tobolewscy w Dexa), porozjeżdżaliśmy, ale finalnie wszyscy siedzieliśmy u Dykty.
W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować naszemu gospodarzowi za przenocowanie nas, za odebranie z dworca, za wszystko tak naprawdę. Wielkie dzięki, mamy nadzieję, że nie sprawialiśmy dużych problemów. No i zapraszamy do Gdańska.
W piątek najpierw ruszyliśmy konkretną ekipą na Pizzę oraz do Galerii, po niezbędne zakupy, a następnie w zacnym, 13 osobowym gronie, integrowaliśmy się u Dykty, rozprawiając na tematy przeróżne (od decków, przez największe gafy, aż po LoL-a lub inne gry). Ogólnie było świetnie, kogo zabrakło, niech żałuje. Super spotkać znajome twarze, a także zobaczyć i poznać nowe osoby.
Rano ogarnęliśmy się i wyruszyliśmy na miejsce. Obyło się bez jakichś problemów: finalnie dojechaliśmy na Plac Wilsona, stamtąd weszliśmy do Parku, spotkaliśmy ekipę z Krakowa, potem przybyli również Cyganie, śpiący u Nilisa. Naszym oczom ukazał się Fort, w całej swojej okazałości. Robił wrażenie. Chwilę później byliśmy już w środku.
I to, co powtarzam zawsze: uwielbiam ten moment, kiedy wchodzi się na salę i spotyka tych wszystkich ludzi. Kiedy się z nimi wita, wymienia na szybko zdania, komentarze... Świetna atmosfera. Zapisaliśmy się, po czym można było ruszać.
Runda 1
vs Dykta, CHA 1:1
Znów musiałem w pierwszej rundzie na mojego gospodarza, znów musiałem zremisować. Pierwsza gra to mój szybki rozwój, po czym zabicie Smokiem: Dykta na początku próbował coś robić, potem nie miał już co. W drugiej zagrałem jak leszcz, ponieważ, mając około 40 kasy, wystawiłem z jednostek tylko Smoka, mając bardzo mało kart w decku. Zamiast wstawiać dwójki i mieć pewność, że bez Smoka wypełnię wyprawę, całkowicie zawiodłem. Pielgrzymka i w następnej się przewinąłem. Trzeciej nie skończyliśmy, ale byłoby ciężko, Świątynie pozbawiały mnie devek pod Innowację. Ale cóż, nie przegrałem. Dzięki za grę (i jeszcze raz za gościnę).
Runda 2
vs Radaner, DE 1:1
Niedaleko nas siedział Wojt, zatem trzech największych stalerów Inwazji blisko siebie. Do tego mój przeciwnik w pierwszej dostał BYE (znowu), zatem zaczęło się podobnie jak w Gdańsku. Mistrz Europy grał na kontroli ręki. W pierwszej coś tam próbowałem, ale finalnie Radaner wyrzucał mi potrzebne karty, po czym dopalił mnie Konwentami i atakiem. W drugiej oboje się rozwijaliśmy, wiadomo, ja traciłem karty, a czas zbliżał się do końca. Skontrolowałem go, dzięki czemu nie miał dużo opcji. Minuta do końca, jego tura. Zachował się bardzo honorowo i nie przestalował, zatem mogłem dograć turę (Radaner zaczynał). Początek tury, dokładam devkę z City Gates, po czym koniec czasu. Zdążyłem zacząć, zatem dogram. Udaje mi się zebrać dużo kasy i spalić! 1:1. Uf, dzięki wielkie, gratulacje za topkę i za nie przeciąganie swojej tury.
Runda 3
vs Yogi, CHA 2:0
Musiałem trafić na kogoś swojego, w końcu prócz mnie z Gdańska było 10 osób. Udało mi się dwa razy dosyć szybko odpalić, ale dlatego, że miałem dobre ręce startowe. Yogi wychodził z Monastyru, co mnie cieszyło, gdyż miałem dodatkową turę na rozwój. Raz chyba kluczowo anulowałem Bombę Dyscypliną. Chaos, kiedy nie ma Świątyń, ma ciężko, a tutaj nie przyszły. Ale dzięki za grę.
Runda 4
vs Sobczas, HE 1:2
Moja jedyna porażka, ale przeciwnik w pełni zasłużył na zwycięstwo. W pierwszej grze położyłem Long Wintera na devkę - chwilę później Drewno i Alith Anar. Grr... No trudno, pierwsza w plecy, była kontrola, a ja nie dałem rady się rozwinąć. Spłonąłem od indirectów. W drugiej byłem kontrolowany, ale udało mi się (mając chyba tylko City Gates i Milicję na stole) odpalić Smoka. Bardzo mnie to ucieszyło, pokazując, że talia może wyjść prawie z niczego. W ostatniej jednak klasa przeciwnika, dobre zagrania oraz Mag Loeca zabili mnie. Ale wielkie dzięki, bardzo miło się grało. I gratulacje, dobrze, że to ty doszedłeś do topki (po grze powiedziałem Ci, że mało kto tym gra, zatem topka by mnie ucieszyła). No i mogę mówić, że przegrałem tylko z trzecim miejscem.
Runda 5
vs Kowal, DWA 1:2
Tym razem Białystok - chyba jeszcze z nikim z tego miasta nie miałem okazji grać. W pierwszej grze Kowal rozwijał się dosyć szybko, ale wiedziałem, że będę po prostu szybszy - ten deck tak ma. Udało mi się odpalić. W drugiej szybki Kazador i chyba w piątej turze mogłem zbierać karty. Trzecia tym razem spokojniejsza, miałem trochę więcej czasu, zatem dobrałem, co trzeba było, Corb chyba zablokował My Life'a, no i do przodu. Dzięki wielkie, miło się grało.
W tym momencie wybraliśmy się na zachwalanego przez wielu lokalu "Amrit". Mimo dużych kolejek, obsługiwano nas szybko i sprawnie. Musieliśmy tylko długo czekać (my, znaczy ja i Wujtrator). Ale sam kebab, wbrew temu, co niektórzy mówią, był bardzo dobry, do tego miał genialny sos (jak zamawiam ostry sos, to chcę coś takiego, a nie pomidorową). A żadnych problemów potem nie miałem. Pogadałem chwilę z Metatronem, po czym ruszyłem do Fortu. Ostatnie dwie rundy, trzeba się zebrać w sobie.
Runda 6
vs Nilis, DWA 1:1
Kolejne Dwarfy, kolejny przedstawiciel gospodarzy. Grało się dosyć wolno, gdyż Nilis dekoncentrował mnie swoim zabójczym uśmiechem. W pierwszej pozbierałem wszystko i zaatakowałem. Czekałem na My Life'a, ale nie było. W drugiej znowu Kazador był moim katem, byłem za wolny, zatem gramy trzecią. Nie zdążyliśmy niestety, zabrakło może jednej tury, ale w drugą stronę mogłoby też być różnie. Dzięki za grę. Ani ty nie przegrałeś, ani Imperium, więc chyba możesz być zadowolony.
Runda 7
vs Organek, DWA 2:0
Kolejne Dwarfy. Z Organkiem dużo graliśmy na Lidze, zatem znaliśmy swoje decki. Żaden z nas nie był szczęśliwy z tego paringu, ale, niestety, trzeba grać. Dwa razy udało mi się odpalić, w drugiej grze kluczowy był Heroic Task, który bronił przed Dezercją. Corb na Moje życie za Twierdzę znowu się przydał. Dzięki wielkie. Jak mus, to mus. Ale ligowe sprawy ciągle niedokończone.
Z wynikiem 3-3-1 (razem z Nilisem najwięcej remisów) zająłem 24 miejsce. Trochę zabrakło, ale i tak jestem zadowolony. Szkoda natomiast Wujtratora, który zajął najgorsze, 18 miejsce (17 dostało matę chociaż). Ale wszystkim się nie dogodzi. Punkt zaważył, de facto była opcja, ale cóż, mówi się trudno. I jedziemy dalej.
Potem przyszła topka, podczas której dopingowałem Króla Cyganów (on i Tobol trzymali poziom, dzięki nim Północ zachowała twarz). Udało mu się pokonać Czarnego, potem także Majesty'ego (dziki fart na Inwokacji w obu pojedynkach). W półfinale uległ Jaszczurowi, ale to nie jest żadną hańbą. O trzecie zwyciężył mojego pogromcę, zajmując Undeadami trzecie miejsce. W zwyciężył (znowu) Virgo. Tym samym deckiem. Gratulacje. No cóż, błędów nie popełniłeś, zrobiłeś swoje. Pierwszy na Regio, pierwszy w ilości postów na forum, pierwszy najczęściej hejtowany. Gratulacje.
Przyszło rozdanie nagród. Virgo - zacny puchar, "większy od Smoka", potem Jaszczur, i wreszcie - Wojt. Kilkadziesiąt osób zaczyna śpiewać "Ore ore szabadabada" i tańczyć. Trwa to dobrą chwilę. Świetny moment, kto nie widział, niech żałuje. Potem poszło dalej - Sobczas, Majesty, Dashi, Ostry, Boreas, Drumdaar, Czarny, Michnik, Selverin, Tobol, Radaner, GilGalad, Ziggy, potem "szczęście w nieszczęściu", czyli miejsce 17 - Raskoks. I reszta, zaczynając od Wujtratora.
Nagrody były syte (masa gier,tokeny dla wszystkich, a ponad trzydziestka miała jeszcze coś). Wiadomo, dużo kasy poszło na miejscówkę. Ale i tak wporzo, sporo mat, stolic, ogólnie zacnie.
Potem przyszła integracja - można pogadać z ludźmi o wszystkim, było możliwość pośpiewania z O'Jerry, zrobienia sobie zdjęcia z Makabrysiem... Dzięki, dzięki, dzięki wszystkim, że byliście. Po jakimś czasie wraz z Dyktą zawinęliśmy się, ogarnęliśmy i w kimę. Koło 5 ja i Wujtrator próbowaliśmy wstać do kościoła, ale nie wyszło (ja wstałem, zacząłem budzić Wojtka, ale on nie był skłonny wstawać. Sam jakoś nie dałem rady się podnieść, po chwili znowu wpadłem w objęcia Morfeusza). Rano ogarnęliśmy się, po czym ruszyliśmy na Kataklizm. Dykta spał, ale obudził się przed naszym wyjściem, po czym pożegnaliśmy się. Dziękujemy jeszcze raz, bardzo dobrze się spało, warunki przyzwoite, zapraszamy do Gdańska. Bez trudności dotarliśmy na miejsce, gdzie złożyliśmy Zygiemu talię i można było zaczynać.
Grałem czymś takim: http://deckbox.org/sets/643822
W pierwszej rundzie: Wojt i ALAN. Same Imperia... No cóż, udało się wyjść dobrze ekonomicznie, grę ustawiły Kościoły (w pierwszej turze jeden, w drugiej drugi). Byłem przez to trudny do skontrolowania (Wojt mając spaczający Fulcrum wydawał ciągle dwa kasy na mojego Wilhelma - a miałem masę innych jednostek). Najpierw spaliłem wraz z ALAN-em strefę Wojtowi, potem sam zabrałem mu Fulcru, przez co końcówka to dwóch na jednego. Udało mi się obronić dzięki taktykom i masie jednostek. No i dzięki kościołom. No i stolik wygrany.
W drugiej grze trafiłem na Raskoksa i Majesty'ego. Odpowiednio Imperium i Skaveny. Wykorzystałem spaczający Fulcrum, aby pozbawić Sniktcha możliwości zabicia moich jednostek (Mogę channelować? Tak. Okej, channeluje: Sniktch spaczony. ... Niech to!). Później próbowali mnie atakować, ale moje Ambushe działały i odpierały ataki. Znowu pomogły Kościoły. No i kolejny stolik dla mnie.
Trzecia gra Valathron i Ziggy, DE i Dwarfy. Sacrafice to Khaine bolał, ale udało mi się wystawić dużo Ambushów, w kluczowym momencie dwóch Rogue Warriorów zabiło Wampira i Raidera. Miałem dwa fulcrumy, oni musieli mi je zabrać, ale trzymałem kasę na Ambushe i taktyki, dzięki czemu (pomimo Kultów) dałem radę.
Ostatnia gra zasadniczej, Przemo z DE oraz znowu Raskoks. Co to była za gra? Jednostki z Crap Boxa, cuda wianki, umiawianie się, no i EPIC SPELL DE! Przemo grał na Innowacji, zabrał nam nasze jednostki z BF, było ciężko: u niego z 6 jednostek, oraz Luthor Huss(!). Zdołałem się jednak obronić, finalnie w ostatniej turze popełniłem błąd, bo nie użyłem wszystkich akcji: miałbym wtedy 2 fulcrumy, nawet straciwszy jeden, wygrałbym stolik samotnie. Tak to mieliśmy remis z Raskoksem (po moim ostatnim ataku odbił mi Fulcrum, cwaniak). Ale dzięki wielkie, to było coś.
I tak udało mi się wejść do finału, gdzie... trafiłem na sam Gdańsk. Woohoo! Trójmiasto! Trójmiasto! Zamietliśmy Kataklizm! Ja, Zygi i Wujtrator. Finał to jednak gra bez historii, Wujtrator (grający na 72 kartach) w pierwszej turze wyszedł z Tarczownika (jedynego w talii), po czym z Syga wstawił Duregana. Masakra, zwłaszcza, że wziął Fulcrum od indirectów. Po chwili dodał drugi. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. Gratulacje, udało Ci się wygrać! I to takim deckiem! Wczoraj byłeś największym przegranym, dzisiaj tryumfujesz.
Potem przyszedł czas na pojedynek Przema z GilGaladem. Świetna inicjatywa, przyjemnie się oglądało (jak to ktoś określił: taka drużynówka, ale w jedną osobę). Przemo wygrał, decydującą grę zwyciężając WE (IMBA!!!11oneonejeden!11! na restrykcję). Dostali w nagrodę pamiątkowe miecze, bardzo zacne. Gdy Makabrysio się do nich dorwał... W sumie dobrze, że dzisiaj, a nie wczoraj, podczas integracji. Zatem obyło się bez problemów. Finalnie pożegnaliśmy się i ruszyliśmy na metro. Potem pół godziny krążyliśmy po Dworcu Głównym, szukając jakiegoś sklepu (czułem się, jakby Wojt nas prowadził). Finalnie, kupiliśmy zapasy w osiedlowym sklepiku, po czym wsiedliśmy do pociągu. Tym razem mieliśmy cały przedział dla siebie, który upłynął przede wszystkim na grze w Inwazję (Skaven IMBA, wiadomo). Po 22 dojechaliśmy. Kolejny świetny Regionals zakończył się.
Wielkie dzięki wszystkim i każdemu z osobna. Za podróż, za turniej, za rozmowy, za Kataklizm, za nocleg, za integrację, za wszystko. Kto nie jeździ, niech żałuje! Pierwsze Regio w Wawie przeszło do historii! Inwazja żyje! Do zobaczenia!
PS. Zdjęcia będą na dniach, muszę je przerzucić z mojego telefonu, co jest dosyć czasochłonne.
wtorek, 11 marca 2014
Gracz Miesiąca - Luty 2014
Kolejny raz została wręczona nagroda za najlepszego (najrówniejszego) gracza danego miesiącu. Podczas przeglądania wyników zauważyłem, że mniej się grało w lutym (może brak Regio to spowodował). Nie było też gracza, który na 3 turniejach (o czterech nie wspomnę) prezentował równy poziom. Farba był blisko, wygrał dwa turnieje, ale w trzecim trochę się pogubił. Zatem wybrałem osobę, która rozegrała tylko 2 turnieje, ale w jakim stylu!
Marcin "Filku" Filański - 8 gier, 7 zwycięstw, 1 remis, 0 (!) porażek, 2 wygrane turnieje
Małe wyjaśnienie, wyniki jednego turnieju z Wrocławia pojawiły się niedawno, bez nich Farba miał statystyki 8-0-2 i minimalnie z Filkiem przegrywał (miałem dylemat, kogo wybrać). Teraz to już 10-1-4, zatem wybór był prostszy. Ale gratulacje dla Farby, zabrakło niewiele.
Filku - tego gracza nie trzeba przedstawiać. Zapraszam na wywiad:
Kubala: Witam!
Filku: Cześć!
Kubala: Po pierwsze, gratuluję wyniki. W lutym zagrałeś na tylko dwóch turniejach, ale ani razu nie przegrałeś. Odniosłeś 7 zwycięstw i tylko raz zremisowałeś. Grałeś raz Chaosem i raz Dark Elfami. Dlaczego akurat te rasy? Na czym były to decki? Czy było to coś bardzo zaskakującego, czy też oklepany, działający schemat?
Filku: Jestem mistrzem oklepanych schematów
Co do Chaosu to chciałem sprawdzić czy kontrola z Czarnoksiężnikiem Tzeentcha w obecnym 3miejskim meta sobie poradzi. Od pewnego czasu jak już biorę Chaos to staram się grać na Inkruzji. Zmiana na małego ptaka okazała się całkiem dobrym posunięciem. Wygrał mi wiele gier strzelając jak karabin maszynowy. Poza tym nie było tam raczej nic odkrywczego, chyba że za odkrywcze uznamy Grube Szczury . Od dawna wrzucam je do Chaosu aby szybko przechodzić po kontroli do ataku. I jakoś tak zawsze mi się sprawdzają. Z mniej lub bardziej ciekawych „ciekawostek” to pamiętam , że UTS, karta na której swego czasu bardzo polegałem grając Chaosem tym razem w ogóle mi się nie przydawał.
Co do DE to przed turniejem napisałem do Tobola czy pożyczy mi jakiś deck, bo nie chce mi się drugi raz z rzędu grać tym samym. Przyniósł mi kontrolkę DE zrobioną przez Zygiego. Talie poznałem w pierwszej grze właśnie grając z nim
Świetna, skuteczna talia, którą grało mi się bardzo przyjemnie. Nie
chcę jej zdradzać, bo ma kilka fajnych tajnych techów a wiem, że Zygi
pewnie weźmie ją do Warszawy na Regio.
Kubala: Jaki masz sposób na składanie decków? Budujesz je wokół jakiejś karty, chcesz wykorzystać synergię, czy może zaczynasz od kart ekonomicznych?
Filku: Uważam siebie za raczej przeciętnego deckbuildera, więc moje „sposoby” nie wywrócą idei deckbuldingu do góry nogami. Mniej więcej u mnie wygląda to tak, że na początku jest pomysł co chciałbym osiągnąć. Potem biorę kilka kart, które wg mnie ładnie ze sobą będą działać w obrębie moich założeń. Potem zastanawiam się czy to ma sens. Jak ma to wypełniam ekonomią. Dodatkowo staram się wrzucić co najmniej jedną kartę w ramach „magicznego” techu, ale nie zawsze to wychodzi. A potem testuję w ogniu walki na naszych turniejach.
Kubala: Jaki jest twój ulubiony typ decku? Jaką talią w tym sezonie najprzyjemniej Ci się grało?
Filku: Mój ulubiony archetyp to kontrola. Zwłaszcza w wydaniu DE lub Chaosu. Wszelkie kontrolki polegające na niszczeniu jednostek, wsparć, rozwinięć czy marzeń drugiego gracza to talie którymi najlepiej się mi się gra. Ale szczególnie lubię talie kontrolujące rękę. To chyba najbardziej wkurza przeciwnika . Moje Shade’y zawsze zrzucają wartościowe karty
W tym sezonie grałem wieloma taliami i w różnych układach. Najlepiej grało mi się wszelkimi kontrolującymi DE.
Kubala: Od jakiego czasu grasz w Inwazję? Czy to twoja pierwsza karcianka kolekcjonerska, czy grałeś może w jakieś inne? Czy sądzisz, że doświadczenie daje pewną przewagę?
Filku: W WHI gram od 2011. Na początku grałem z żoną. Potem poszukałem lokalnego „elementu”
Scena wtedy raczkowała a organizacją zajmował się Fortep. W miarę
szybko jak zacząłem grać w scenę zaczął organizować Mamut. I tak jakoś
się wciągnąłem.
Właściwie na poważnie to moja pierwsza karcianka. Kiedyś dawno dawno temu kupiłem podstawkę do Doom Troopera. Ale że było to CCG i że byłem w podstawówce to nie miałem za bardzo kasy aby się w to bawić. Skończyło się na kilku tygodniach grania w zamkniętym gronie z trzema kumplami.
W tego typu grach doświadczenie na pewno daje przewagę. Sam tego doświadczam grając w kolejne karcianki, zarówno na etapie składania decku jak i już w samej rozgrywce
Kubala: Czy zetknąłeś się wcześniej ze światem Warhammera? Jak ocenisz cały to uniwersum?
Filku: Ze światem Warhammera zetknąłem się około 19 lat temu. Byłem wtedy w szóstej klasie podstawówki i kumpel zaprosił mnie na sesję RPG. Pamiętam, że opis trafień krytycznych zrobił na mnie duże wrażenie
Od tego czasu wciągnąłem się w RPG i przez wiele lat grałem w nie mniej lub bardziej regularnie. Z czego często właśnie w WFRP.
Jestem fanem uniwersum i jego mrocznego klimatu. M.in. dlatego Inwazja tak mi się podoba. Poza tym, że to świetna gierka to ma właśnie niesamowity klimat czego wg mnie np. brakuje Netrunnerowi.
Kubala: Jak ocenisz scenę w swoim mieście? Czy turnieje rozgrywane są na wysokim poziomie? Inni gracze pomagają Ci w składaniu talii lub sprawiają, że dostrzegasz nowe zastosowanie jakiejś karty?
Filku: To trudne pytanie
Nie chcę się narażać więc powiem, że u nas jest najwyższy poziom w Polsce
A tak na poważnie to scena 3city wiele przeszła. Z ekipy jak ja
zaczynałem gra została tylko garstka osób. Ale całe szczęście za każdym
razem jak odchodzi ktoś , to na jego miejsce pojawia się ktoś inny.
Dlatego cały czas jest ponad 20 osób grających mniej lub bardziej
regularnie.
Najbardziej z tego żałuję „Schizmy starwarsowej”. Wtedy zarzuciło scenę czterech bardzo mocnych, być może najmocniejszych wtedy u nas graczy, którzy byli świetnymi deckbuilderami, mieli mnóstwo pomysłów, często dzięki nim powstawały nowe archetypy w których pokazywali zastosowanie dla kart nie tak często używanych. Chodzi o Fortepa, Teokratę, Manowara i Vikinga. Mimo tego scena trwa i daje radę, przyszli nowi ludziei i 3miejska Inwazja jest dalej silna
Kubala: Co sprawiło, że grasz ostatnio mniej turniejowo?
Filku: Tak naprawdę do końca lutego grałem dość regularnie. Ale czym bliżej do porodu drugiego dziecka to moja turniejowa aktywność zaczęła spadać. Prawdopodobnie cały marzec i kwiecień odpuszczę. Chyba że mnie żona wypuści z domu
Kubala: Jak oceniasz przyszłość Inwazji za, powiedzmy, rok? Czy gra "umrze", jak niektórzy spekulują, czy też będzie dalej grana turniejowo?
Filku: Ciężko powiedzieć. Scenę turniejową tworzą ludzie. Do momentu jak nam się będzie chciało grać, to gra nie umrze. Ludzie chcą grać dalej, regio są rozgrywane, jest boom na tworzenie fanowskich dodatków, Star Warsy i Netrunner jako alternatywa jakoś tak mocno się u nas nie przyjęły. Inwazja żyje co widać cały czas po tym jak żywe jest forum. Mam nadzieję że szybko się to nie zmieni
A jak się zmieni to ja i tak kart nie sprzedam, najwyżej za kilka lat będę grał z moimi dziećmi jak podrosną
Kubala: Skąd się wzięła twoja ksywka (a właściwie dwie - "Filku" i "Magiczny Marcin")?
Filku: Filku od nazwiska. Magiczny Marcin powstał niedawno. Z tego co pamiętam, to jakoś Tobol i Zygi nabijali się z moich dziwnych i niedziałających techów w taliach. Sam nazywałem je „magicznymi”. I tak jakoś wyszło że jestem cały „Magiczny”.
Kubala: Dzięki wielkie za udzielenie wywiadu. Jeszcze raz gratulacje i powodzenia. Czy chciałbyś coś powiedzieć od siebie, kogoś pozdrowić?
Filku: Dzięki za wyróżnienie mnie tytułem gracza miesiąca. Teraz osiągnąłem już wszystko co chciałem w Inwazji, chowam klasery do piwnicy i odchodzę
A tak na poważnie to chciałem pozdrowić moją żonę, podziękować jej za cierpliwość i za fakt, że daje mi wychodne raz na tydzień abym mógł sobie pograć. Chciałem pozdrowić również całą naszą polską scenę Inwazji a w szczególności graczy z 3city. Dzięki nam Inwazja będzie trwać
Do zobaczenia w Wawie!
Marcin "Filku" Filański - 8 gier, 7 zwycięstw, 1 remis, 0 (!) porażek, 2 wygrane turnieje
Małe wyjaśnienie, wyniki jednego turnieju z Wrocławia pojawiły się niedawno, bez nich Farba miał statystyki 8-0-2 i minimalnie z Filkiem przegrywał (miałem dylemat, kogo wybrać). Teraz to już 10-1-4, zatem wybór był prostszy. Ale gratulacje dla Farby, zabrakło niewiele.
Filku - tego gracza nie trzeba przedstawiać. Zapraszam na wywiad:
Kubala: Witam!
Filku: Cześć!
Kubala: Po pierwsze, gratuluję wyniki. W lutym zagrałeś na tylko dwóch turniejach, ale ani razu nie przegrałeś. Odniosłeś 7 zwycięstw i tylko raz zremisowałeś. Grałeś raz Chaosem i raz Dark Elfami. Dlaczego akurat te rasy? Na czym były to decki? Czy było to coś bardzo zaskakującego, czy też oklepany, działający schemat?
Filku: Jestem mistrzem oklepanych schematów
Co do Chaosu to chciałem sprawdzić czy kontrola z Czarnoksiężnikiem Tzeentcha w obecnym 3miejskim meta sobie poradzi. Od pewnego czasu jak już biorę Chaos to staram się grać na Inkruzji. Zmiana na małego ptaka okazała się całkiem dobrym posunięciem. Wygrał mi wiele gier strzelając jak karabin maszynowy. Poza tym nie było tam raczej nic odkrywczego, chyba że za odkrywcze uznamy Grube Szczury . Od dawna wrzucam je do Chaosu aby szybko przechodzić po kontroli do ataku. I jakoś tak zawsze mi się sprawdzają. Z mniej lub bardziej ciekawych „ciekawostek” to pamiętam , że UTS, karta na której swego czasu bardzo polegałem grając Chaosem tym razem w ogóle mi się nie przydawał.
Co do DE to przed turniejem napisałem do Tobola czy pożyczy mi jakiś deck, bo nie chce mi się drugi raz z rzędu grać tym samym. Przyniósł mi kontrolkę DE zrobioną przez Zygiego. Talie poznałem w pierwszej grze właśnie grając z nim
Kubala: Jaki masz sposób na składanie decków? Budujesz je wokół jakiejś karty, chcesz wykorzystać synergię, czy może zaczynasz od kart ekonomicznych?
Filku: Uważam siebie za raczej przeciętnego deckbuildera, więc moje „sposoby” nie wywrócą idei deckbuldingu do góry nogami. Mniej więcej u mnie wygląda to tak, że na początku jest pomysł co chciałbym osiągnąć. Potem biorę kilka kart, które wg mnie ładnie ze sobą będą działać w obrębie moich założeń. Potem zastanawiam się czy to ma sens. Jak ma to wypełniam ekonomią. Dodatkowo staram się wrzucić co najmniej jedną kartę w ramach „magicznego” techu, ale nie zawsze to wychodzi. A potem testuję w ogniu walki na naszych turniejach.
Kubala: Jaki jest twój ulubiony typ decku? Jaką talią w tym sezonie najprzyjemniej Ci się grało?
Filku: Mój ulubiony archetyp to kontrola. Zwłaszcza w wydaniu DE lub Chaosu. Wszelkie kontrolki polegające na niszczeniu jednostek, wsparć, rozwinięć czy marzeń drugiego gracza to talie którymi najlepiej się mi się gra. Ale szczególnie lubię talie kontrolujące rękę. To chyba najbardziej wkurza przeciwnika . Moje Shade’y zawsze zrzucają wartościowe karty
W tym sezonie grałem wieloma taliami i w różnych układach. Najlepiej grało mi się wszelkimi kontrolującymi DE.
Kubala: Od jakiego czasu grasz w Inwazję? Czy to twoja pierwsza karcianka kolekcjonerska, czy grałeś może w jakieś inne? Czy sądzisz, że doświadczenie daje pewną przewagę?
Filku: W WHI gram od 2011. Na początku grałem z żoną. Potem poszukałem lokalnego „elementu”
Właściwie na poważnie to moja pierwsza karcianka. Kiedyś dawno dawno temu kupiłem podstawkę do Doom Troopera. Ale że było to CCG i że byłem w podstawówce to nie miałem za bardzo kasy aby się w to bawić. Skończyło się na kilku tygodniach grania w zamkniętym gronie z trzema kumplami.
W tego typu grach doświadczenie na pewno daje przewagę. Sam tego doświadczam grając w kolejne karcianki, zarówno na etapie składania decku jak i już w samej rozgrywce
Kubala: Czy zetknąłeś się wcześniej ze światem Warhammera? Jak ocenisz cały to uniwersum?
Filku: Ze światem Warhammera zetknąłem się około 19 lat temu. Byłem wtedy w szóstej klasie podstawówki i kumpel zaprosił mnie na sesję RPG. Pamiętam, że opis trafień krytycznych zrobił na mnie duże wrażenie
Jestem fanem uniwersum i jego mrocznego klimatu. M.in. dlatego Inwazja tak mi się podoba. Poza tym, że to świetna gierka to ma właśnie niesamowity klimat czego wg mnie np. brakuje Netrunnerowi.
Kubala: Jak ocenisz scenę w swoim mieście? Czy turnieje rozgrywane są na wysokim poziomie? Inni gracze pomagają Ci w składaniu talii lub sprawiają, że dostrzegasz nowe zastosowanie jakiejś karty?
Filku: To trudne pytanie
Najbardziej z tego żałuję „Schizmy starwarsowej”. Wtedy zarzuciło scenę czterech bardzo mocnych, być może najmocniejszych wtedy u nas graczy, którzy byli świetnymi deckbuilderami, mieli mnóstwo pomysłów, często dzięki nim powstawały nowe archetypy w których pokazywali zastosowanie dla kart nie tak często używanych. Chodzi o Fortepa, Teokratę, Manowara i Vikinga. Mimo tego scena trwa i daje radę, przyszli nowi ludziei i 3miejska Inwazja jest dalej silna
Kubala: Co sprawiło, że grasz ostatnio mniej turniejowo?
Filku: Tak naprawdę do końca lutego grałem dość regularnie. Ale czym bliżej do porodu drugiego dziecka to moja turniejowa aktywność zaczęła spadać. Prawdopodobnie cały marzec i kwiecień odpuszczę. Chyba że mnie żona wypuści z domu
Kubala: Jak oceniasz przyszłość Inwazji za, powiedzmy, rok? Czy gra "umrze", jak niektórzy spekulują, czy też będzie dalej grana turniejowo?
Filku: Ciężko powiedzieć. Scenę turniejową tworzą ludzie. Do momentu jak nam się będzie chciało grać, to gra nie umrze. Ludzie chcą grać dalej, regio są rozgrywane, jest boom na tworzenie fanowskich dodatków, Star Warsy i Netrunner jako alternatywa jakoś tak mocno się u nas nie przyjęły. Inwazja żyje co widać cały czas po tym jak żywe jest forum. Mam nadzieję że szybko się to nie zmieni
A jak się zmieni to ja i tak kart nie sprzedam, najwyżej za kilka lat będę grał z moimi dziećmi jak podrosną
Kubala: Skąd się wzięła twoja ksywka (a właściwie dwie - "Filku" i "Magiczny Marcin")?
Filku: Filku od nazwiska. Magiczny Marcin powstał niedawno. Z tego co pamiętam, to jakoś Tobol i Zygi nabijali się z moich dziwnych i niedziałających techów w taliach. Sam nazywałem je „magicznymi”. I tak jakoś wyszło że jestem cały „Magiczny”.
Kubala: Dzięki wielkie za udzielenie wywiadu. Jeszcze raz gratulacje i powodzenia. Czy chciałbyś coś powiedzieć od siebie, kogoś pozdrowić?
Filku: Dzięki za wyróżnienie mnie tytułem gracza miesiąca. Teraz osiągnąłem już wszystko co chciałem w Inwazji, chowam klasery do piwnicy i odchodzę
A tak na poważnie to chciałem pozdrowić moją żonę, podziękować jej za cierpliwość i za fakt, że daje mi wychodne raz na tydzień abym mógł sobie pograć. Chciałem pozdrowić również całą naszą polską scenę Inwazji a w szczególności graczy z 3city. Dzięki nam Inwazja będzie trwać
Do zobaczenia w Wawie!
wtorek, 25 lutego 2014
Gracz Miesiąca - Styczeń 2014
Cześć wszystkim! Dzisiejszy wpis to pierwszy z mojego małego konkursu.W każdym miesiącu wybieram osobę, która otrzymuje tytuł "Gracza Miesiąca". Kryterium są wyniki na turniejach sankcjonowanych.
Dodam tylko, że fakt, że wpis pojawia się dopiero teraz, to po prostu zabieganie obu stron (moje oraz zwycięzcy), co trochę utrudniło przeprowadzenie wywiadu.
Walka dotyczyła się do samego końca, ale jednak to nie zwycięzca z Krakowa a.k.a Zielony Niedźwiedzio-Szczur zgarnął nagrodę. Bez dalszych wstępów ogłaszam, że "Graczem Stycznia" został wybrany aktualny lider rankingu Galakty, gracz warszawski, Paweł "Ostry" Ostrowski.
Statystyki w styczniu: 14-1-1, 2 wygrane turnieje
Wywiad ze zwycięzcą:
Kubala: Witam!
Ostry: Cześć!
Kubala: Po pierwsze, gratuluję świetnego wyniku. W styczniu podczas 4 turniejów wygrałeś 14 gier, raz zremisowałeś i odniosłeś tylko jedną porażkę. Grałeś przez ten miesiąc tylko DE i Orkami. Dlaczego akurat te rasy? Jakimi deckami grałeś?
Ostry: Dziękuję. Faktycznie, ostatnie turnieje grałem głównie DE i Orkami. Powód jest dość prosty. DE to rasa, którą miałem ograną najmniej i chciałem nadrobić zaległości. Po wprowadzeniu FAQ 3.0 chciałem sprawdzić, czy z DE da się coś jeszcze wycisnąć i okazało się, że można :) A Orki po prostu są fajne. Biorąc pod uwagę najbliższe regionalsy może jeszcze nie zdradzę szczegółów talii, tym bardziej, że nie wiem jeszcze czym zagram.
Kubala: Od ilu lat jesteś graczem Warhammera Inwazji? Czy wcześniej grałeś w jakieś inne karcianki kolekcjonerskie?
Ostry: Pierwsze zanotowane rozgrywki w WHI miały miejsce w październiku 2009 roku. Jako, że jestem fanem planszówek, pierwsze gry w Inwazję rozegrałem w klubie w ramach "testowania nowości". Pamiętam, jak stwierdziłem, że gra jest całkiem fajna, ale nie wciągnę się w to dojonko z battlepackami ;) Dopiero półtora roku później, w kwietniu 2011, Sztefan udowodnił mi, że gra wymaga jednak większego zainteresowania z mojej strony (nie tylko dlatego, że to świat Warhammera, ale też dlatego, że sam format LCG okazał się być o wiele sympatyczniejszy od CCG). A po tym, jak trafiłem na warszawskie turnieje, to już w ogóle nieźle mnie wciągnęło.
Wcześniej grywałem w karcianki kolekcjonerskie. Pierwsze kroki stawiałem z polskim wydaniem Doomtroopera w 1994 roku (to był hit!). Później była fascynacja innymi karciankami CCG, które w połowie lat dziewięćdziesiątych pojawiły się na polskim rynku masowo, czyli: Star Wars, Shadowrun, X-Files, Star Trek i na końcu Magic the Gathering, gra z którą zostałem na dłużej. Dziś już w Magica nie gram i więcej nie zagram, ale był czas kiedy to mówiłem: "jak karcianka to tylko Magic".
Kubala: Czy miałeś wczesniej styczność ze światem Warhammera? Jeśli tak, to jaką? Co Ci sie podoba w tym uniwersum?
Ostry: Świat Warhammera to moja pierwsza poważna styczność z grami RPG. Pomimo tego, że sam system miał trochę dziur i niedociągnięć, okazał się być dla mnie najlepszym RPG ever. Do tej pory z sentymentem wspominam świnkę skarbonkę, którą rozbiłem, żeby kupić podręcznik główny. Było to dawno temu, kosztował 35000 zł i czekało się na niego pół roku, ale warto było. Do tej pory czuję do niego wielki sentyment, nie było więc możliwości, żebym chociaż nie przetestował karcianki.
Kubala: Jak oceniasz scenę Inwazji w twoim mieście? Czy gracze warszawscy pomagają Ci w rozwijaniu twoich umiejętności i pomagają Ci np w składaniu talii?
Ostry: Środowisko warszawskie jest bardzo wymagające, bardzo zróżnicowane, chociaż nieco chaotyczne ;) Mamy w stolicy silną grupę turniejową, która regularnie pojawia się na każdych rozgrywkach. Ostatnio ekipa nam urosła i obecnie na turnieje przychodzi ok. 16 osób. Każdy gracz jest dla mnie inspiracją i staram się czerpać z jego wiedzy i pomysłów. Nowi gracze to często świeże spojrzenie i nowe pomysły.
Scena warszawska to zbiór świetnych ludzi, lubimy się prywatnie i wspieramy, a niektóre nasze imprezy przeszły już do historii.
Kubala: Masz jakieś swoje ulubione karty? Lub ulubione arty?
Ostry: Moim ulubionym typem kart w każdej karciance jest mass removal, czyli lubię wszystkie Vereny, Rzygi, Flamesy itp. Ale jeżeli miałbym wybrać tę jedną kartę to chyba to by była Verena. Co do artów to nie mam ulubionych. Widzę, że grafiki są ładne, ale bardziej jednak zwracam uwagę na mechanikę.
Kubala: W tym sezonie odbyły sie juz 3 turnieje Regionalne, jednak w żadnym nie uczestniczyłeś. Jest tego jakiś konkretny powód? Czy zamierzasz wziąć udział w jakimś Regio w tym sezonie?
Ostry: Takie uroki życia prywatnego przedsiębiorcy :) Niestety bardzo rzadko mogę pozwolić sobie na wolny cały weekend, więc wyjazdy są mocno utrudnione. Niemniej myślę, że zobaczymy się na najbliższych regionalsach w Warszawie, na które serdecznie zapraszam.
Kubala: Jak wg Ciebie bedzie wygladała Inwazja za rok? Czy gra "umrze", czy też dalej bedzie grana turniejowo?
Ostry: Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Jednak jeśli gracze nadal będą pojawiać się na turniejach, nasza polska scena będzie tak aktywna jak do tej pory, a FAQ Team będzie nadal podejmował dobre, wyważone decyzje, to mamy szansę na jeszcze długą i dobrą zabawę. Jak widać w tej chwili WHI ma się bardzo dobrze.
Kubala: Dziękuję za udzielenie wywiadu. Jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia. Czy chciałbyś powiedzieć jeszcze coś od siebie, kogoś pozdrowić?
Ostry: Ja również bardzo dziękuję. Tytuł gracza miesiąca to dla mnie miłe wyróżnienie. Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić wszystkich graczy WHI w Polsce, szczególnie graczy sceny warszawskiej. Osobne podziękowania należą się Wilkowi, za świetną organizację stołecznych rozgrywek oraz najbliższych regionalsów, które zapowiadają się mega. W jego imieniu raz jeszcze zapraszam do Warszawy w dniach 15-16 marca
"Gracz Lutego" mam nadzieję pojawi się na początku marca. Jeszcze raz gratulacje dla Ostrego! Powodzenia wszystkim na turniejach i do zobaczenia w Warszawie!
Dodam tylko, że fakt, że wpis pojawia się dopiero teraz, to po prostu zabieganie obu stron (moje oraz zwycięzcy), co trochę utrudniło przeprowadzenie wywiadu.
Walka dotyczyła się do samego końca, ale jednak to nie zwycięzca z Krakowa a.k.a Zielony Niedźwiedzio-Szczur zgarnął nagrodę. Bez dalszych wstępów ogłaszam, że "Graczem Stycznia" został wybrany aktualny lider rankingu Galakty, gracz warszawski, Paweł "Ostry" Ostrowski.
Statystyki w styczniu: 14-1-1, 2 wygrane turnieje
Wywiad ze zwycięzcą:
Kubala: Witam!
Ostry: Cześć!
Kubala: Po pierwsze, gratuluję świetnego wyniku. W styczniu podczas 4 turniejów wygrałeś 14 gier, raz zremisowałeś i odniosłeś tylko jedną porażkę. Grałeś przez ten miesiąc tylko DE i Orkami. Dlaczego akurat te rasy? Jakimi deckami grałeś?
Ostry: Dziękuję. Faktycznie, ostatnie turnieje grałem głównie DE i Orkami. Powód jest dość prosty. DE to rasa, którą miałem ograną najmniej i chciałem nadrobić zaległości. Po wprowadzeniu FAQ 3.0 chciałem sprawdzić, czy z DE da się coś jeszcze wycisnąć i okazało się, że można :) A Orki po prostu są fajne. Biorąc pod uwagę najbliższe regionalsy może jeszcze nie zdradzę szczegółów talii, tym bardziej, że nie wiem jeszcze czym zagram.
Kubala: Od ilu lat jesteś graczem Warhammera Inwazji? Czy wcześniej grałeś w jakieś inne karcianki kolekcjonerskie?
Ostry: Pierwsze zanotowane rozgrywki w WHI miały miejsce w październiku 2009 roku. Jako, że jestem fanem planszówek, pierwsze gry w Inwazję rozegrałem w klubie w ramach "testowania nowości". Pamiętam, jak stwierdziłem, że gra jest całkiem fajna, ale nie wciągnę się w to dojonko z battlepackami ;) Dopiero półtora roku później, w kwietniu 2011, Sztefan udowodnił mi, że gra wymaga jednak większego zainteresowania z mojej strony (nie tylko dlatego, że to świat Warhammera, ale też dlatego, że sam format LCG okazał się być o wiele sympatyczniejszy od CCG). A po tym, jak trafiłem na warszawskie turnieje, to już w ogóle nieźle mnie wciągnęło.
Wcześniej grywałem w karcianki kolekcjonerskie. Pierwsze kroki stawiałem z polskim wydaniem Doomtroopera w 1994 roku (to był hit!). Później była fascynacja innymi karciankami CCG, które w połowie lat dziewięćdziesiątych pojawiły się na polskim rynku masowo, czyli: Star Wars, Shadowrun, X-Files, Star Trek i na końcu Magic the Gathering, gra z którą zostałem na dłużej. Dziś już w Magica nie gram i więcej nie zagram, ale był czas kiedy to mówiłem: "jak karcianka to tylko Magic".
Kubala: Czy miałeś wczesniej styczność ze światem Warhammera? Jeśli tak, to jaką? Co Ci sie podoba w tym uniwersum?
Ostry: Świat Warhammera to moja pierwsza poważna styczność z grami RPG. Pomimo tego, że sam system miał trochę dziur i niedociągnięć, okazał się być dla mnie najlepszym RPG ever. Do tej pory z sentymentem wspominam świnkę skarbonkę, którą rozbiłem, żeby kupić podręcznik główny. Było to dawno temu, kosztował 35000 zł i czekało się na niego pół roku, ale warto było. Do tej pory czuję do niego wielki sentyment, nie było więc możliwości, żebym chociaż nie przetestował karcianki.
Kubala: Jak oceniasz scenę Inwazji w twoim mieście? Czy gracze warszawscy pomagają Ci w rozwijaniu twoich umiejętności i pomagają Ci np w składaniu talii?
Ostry: Środowisko warszawskie jest bardzo wymagające, bardzo zróżnicowane, chociaż nieco chaotyczne ;) Mamy w stolicy silną grupę turniejową, która regularnie pojawia się na każdych rozgrywkach. Ostatnio ekipa nam urosła i obecnie na turnieje przychodzi ok. 16 osób. Każdy gracz jest dla mnie inspiracją i staram się czerpać z jego wiedzy i pomysłów. Nowi gracze to często świeże spojrzenie i nowe pomysły.
Scena warszawska to zbiór świetnych ludzi, lubimy się prywatnie i wspieramy, a niektóre nasze imprezy przeszły już do historii.
Kubala: Masz jakieś swoje ulubione karty? Lub ulubione arty?
Ostry: Moim ulubionym typem kart w każdej karciance jest mass removal, czyli lubię wszystkie Vereny, Rzygi, Flamesy itp. Ale jeżeli miałbym wybrać tę jedną kartę to chyba to by była Verena. Co do artów to nie mam ulubionych. Widzę, że grafiki są ładne, ale bardziej jednak zwracam uwagę na mechanikę.
Kubala: W tym sezonie odbyły sie juz 3 turnieje Regionalne, jednak w żadnym nie uczestniczyłeś. Jest tego jakiś konkretny powód? Czy zamierzasz wziąć udział w jakimś Regio w tym sezonie?
Ostry: Takie uroki życia prywatnego przedsiębiorcy :) Niestety bardzo rzadko mogę pozwolić sobie na wolny cały weekend, więc wyjazdy są mocno utrudnione. Niemniej myślę, że zobaczymy się na najbliższych regionalsach w Warszawie, na które serdecznie zapraszam.
Kubala: Jak wg Ciebie bedzie wygladała Inwazja za rok? Czy gra "umrze", czy też dalej bedzie grana turniejowo?
Ostry: Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy. Jednak jeśli gracze nadal będą pojawiać się na turniejach, nasza polska scena będzie tak aktywna jak do tej pory, a FAQ Team będzie nadal podejmował dobre, wyważone decyzje, to mamy szansę na jeszcze długą i dobrą zabawę. Jak widać w tej chwili WHI ma się bardzo dobrze.
Kubala: Dziękuję za udzielenie wywiadu. Jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia. Czy chciałbyś powiedzieć jeszcze coś od siebie, kogoś pozdrowić?
Ostry: Ja również bardzo dziękuję. Tytuł gracza miesiąca to dla mnie miłe wyróżnienie. Korzystając z okazji chciałbym pozdrowić wszystkich graczy WHI w Polsce, szczególnie graczy sceny warszawskiej. Osobne podziękowania należą się Wilkowi, za świetną organizację stołecznych rozgrywek oraz najbliższych regionalsów, które zapowiadają się mega. W jego imieniu raz jeszcze zapraszam do Warszawy w dniach 15-16 marca
"Gracz Lutego" mam nadzieję pojawi się na początku marca. Jeszcze raz gratulacje dla Ostrego! Powodzenia wszystkim na turniejach i do zobaczenia w Warszawie!
środa, 12 lutego 2014
Filku wreszcie wygrywa
Następnego dnia po turnieju w Iławie wybrałem się do Polufki, aby rywalizować dalej w 6 Lidze Trójmiasta. Wziąłem Wood Elfy, z małymi zmianami, wyrzuciłem Wild Riderów, dodałem trzeciego Tytana i trzecią Spellweaverkę. Teraz wywaliłbym też 3x Suprise Assault, zaś dorzucił 2x Dzierzby. Ale mniejsza.
Na turnieju zebrało się 13 osób (rekord tej edycji). Po zapisaniu się do autorski program "Kubala-i-kartka" mogliśmy zaczynać.
Runda 1
vs Khamul, CHA 1:1
W pierwszej grze kontrolowałem, w kluczowym momencie spaliłem Świątynię, po czym, chociaż byłem atakowany przez Dzikie Gory i Daemon Princów, to zdołałem wybronić i odgryźć się. W kluczowym momencie miałem 2x Dance to Loec na ew Unleasha na styk. Jednak Wyzwolenie nie weszło, bo zwyczajnie brakowało. W drugiej przeciwnik wyszedł z Ptaka w pierwszej turze, a ja nie miałem Pielgrzymek. Potem byłem czyszczony do zera. Poddałem chyba w czwartej turze. W ostatniej grze zaczęliśmy się rozwijać, miałem jedną strefę spaloną, gdy skończył się czas. Khamul nie zdołał się przebić, miałem za dużo Ambushy. No to remis, trzeci z rzędu, licząc ostatnie dwie rundy z Iławy. Gratuluję 4 miejsca! Szkoda, że nie zostałeś na ostatnią, TOP 3 było bardzo możliwe.
Runda 2
vs Wujtrator, HE 1:2
W pierwszej Wujtrator dobrze zagrał ekonomicznie i był znacznie szybszy. Zdołał mnie spalić. W następnej ja zdołałem go przycisnąć, przez około 4 tury dopierał jedną kartę, potem spaliłem go, zanim zdołał dociągnąć kontrolę.W ostatniej, niestety, nie zdołałem zatrzymać go w pierwszym turach (2 Rasówki, Posłaniec, a u mnie kontroli masowej brak). Potem Wujtrator dobierał i wybijał mi jednostki. Koniec czasu, ja, widząc, że nie spalę (żadna strefa nie jest spalona), zostawiam całą kasę. Mam sporo Ambushy. Wujtrator dociąga wszystkie karty prócz jednej i daje Chamonowi łącznie ponad 80 młotków. Moje 15 z Ambusha nic nie robi. Gratulacje, zrobiłeś wreszcie Topkę.
Runda 3
vs WEREX, IMP 2:0
W pierwszej grze przeciwnik wyszedł w drugiej turze z Karnosaura, zrobiło się niebezpiecznie. Zdołałem zatrzymać napór, potem średnio miał co wystawiać, a ja rozpocząłem napór. Udało się spalić. W drugiej opp miał 2 Stajnie, więc miał tańszych Rycerzy. Na szczęście las wytrwał, potem zaatakował. Legionista Gryfa za 1(!) nie zdołał obronić strefy. Potem, mimo dużej liczby obrońców, uzbierałem sporo młotków (Czempion+Helblaster). I udało się.
Runda 4
vs Ver, ORC 0:2
W pierwszej rozwijaliśmy się, Wampir i Wurrzag kontrolowali mnie, niby się odgryzałem, ale gdy wszedł Grimgor nie było co zbierać. W drugiej Spellweaverka (ta z Ambushem) wchodziła chyba z 8 razy, miałem w pewnym momencie ponad 20 rozwinięć. Ver mnie atakował, tracił jednostki, ale jednak napierał. Nie mógł dobrać Grimgora. W końcu przyszedł, najpierw w Królestwo, a potem, gdy z Rytuału został poświęcony jeden, drugi wyczyścił mi questa. No i Ver mnie spalił. Niby jednostronny mecz, ale widok u przeciwnika 20 rozwinięć może być frustrujący. Ale, niestety, nie wykorzystałem tego.
Zająłem dziesiąte miejsce. Wygrał Filku, pierwszy raz od marca 2013, umacniając się tym samym na pozycji lidera Ligi. Na drugim Książe Cyganów, który wrócił i od razu w topce. A trzeci Wujtrator, który ciśnie swoimi HE, cały czas je udoskonalając. Ja mam trochę dość WE, grałem niby dwa dni pod rząd. I nie mam już ochoty myśleć, którą devkę dać w inną strefę, którą zmienić itd. Pogram czymś innym, ale temat Leśnych jest otwarty. Wymyślę jakiś działający deck, zobaczycie. Dzięki wszystkim, którzy byli, gratuluję zwycięzcom, do zobaczenia. Następny turniej w czwartek 20, w poniedziałek (jeśli będą chętni), to Kataklizm.
Na turnieju zebrało się 13 osób (rekord tej edycji). Po zapisaniu się do autorski program "Kubala-i-kartka" mogliśmy zaczynać.
Runda 1
vs Khamul, CHA 1:1
W pierwszej grze kontrolowałem, w kluczowym momencie spaliłem Świątynię, po czym, chociaż byłem atakowany przez Dzikie Gory i Daemon Princów, to zdołałem wybronić i odgryźć się. W kluczowym momencie miałem 2x Dance to Loec na ew Unleasha na styk. Jednak Wyzwolenie nie weszło, bo zwyczajnie brakowało. W drugiej przeciwnik wyszedł z Ptaka w pierwszej turze, a ja nie miałem Pielgrzymek. Potem byłem czyszczony do zera. Poddałem chyba w czwartej turze. W ostatniej grze zaczęliśmy się rozwijać, miałem jedną strefę spaloną, gdy skończył się czas. Khamul nie zdołał się przebić, miałem za dużo Ambushy. No to remis, trzeci z rzędu, licząc ostatnie dwie rundy z Iławy. Gratuluję 4 miejsca! Szkoda, że nie zostałeś na ostatnią, TOP 3 było bardzo możliwe.
Runda 2
vs Wujtrator, HE 1:2
W pierwszej Wujtrator dobrze zagrał ekonomicznie i był znacznie szybszy. Zdołał mnie spalić. W następnej ja zdołałem go przycisnąć, przez około 4 tury dopierał jedną kartę, potem spaliłem go, zanim zdołał dociągnąć kontrolę.W ostatniej, niestety, nie zdołałem zatrzymać go w pierwszym turach (2 Rasówki, Posłaniec, a u mnie kontroli masowej brak). Potem Wujtrator dobierał i wybijał mi jednostki. Koniec czasu, ja, widząc, że nie spalę (żadna strefa nie jest spalona), zostawiam całą kasę. Mam sporo Ambushy. Wujtrator dociąga wszystkie karty prócz jednej i daje Chamonowi łącznie ponad 80 młotków. Moje 15 z Ambusha nic nie robi. Gratulacje, zrobiłeś wreszcie Topkę.
Runda 3
vs WEREX, IMP 2:0
W pierwszej grze przeciwnik wyszedł w drugiej turze z Karnosaura, zrobiło się niebezpiecznie. Zdołałem zatrzymać napór, potem średnio miał co wystawiać, a ja rozpocząłem napór. Udało się spalić. W drugiej opp miał 2 Stajnie, więc miał tańszych Rycerzy. Na szczęście las wytrwał, potem zaatakował. Legionista Gryfa za 1(!) nie zdołał obronić strefy. Potem, mimo dużej liczby obrońców, uzbierałem sporo młotków (Czempion+Helblaster). I udało się.
Runda 4
vs Ver, ORC 0:2
W pierwszej rozwijaliśmy się, Wampir i Wurrzag kontrolowali mnie, niby się odgryzałem, ale gdy wszedł Grimgor nie było co zbierać. W drugiej Spellweaverka (ta z Ambushem) wchodziła chyba z 8 razy, miałem w pewnym momencie ponad 20 rozwinięć. Ver mnie atakował, tracił jednostki, ale jednak napierał. Nie mógł dobrać Grimgora. W końcu przyszedł, najpierw w Królestwo, a potem, gdy z Rytuału został poświęcony jeden, drugi wyczyścił mi questa. No i Ver mnie spalił. Niby jednostronny mecz, ale widok u przeciwnika 20 rozwinięć może być frustrujący. Ale, niestety, nie wykorzystałem tego.
Zająłem dziesiąte miejsce. Wygrał Filku, pierwszy raz od marca 2013, umacniając się tym samym na pozycji lidera Ligi. Na drugim Książe Cyganów, który wrócił i od razu w topce. A trzeci Wujtrator, który ciśnie swoimi HE, cały czas je udoskonalając. Ja mam trochę dość WE, grałem niby dwa dni pod rząd. I nie mam już ochoty myśleć, którą devkę dać w inną strefę, którą zmienić itd. Pogram czymś innym, ale temat Leśnych jest otwarty. Wymyślę jakiś działający deck, zobaczycie. Dzięki wszystkim, którzy byli, gratuluję zwycięzcom, do zobaczenia. Następny turniej w czwartek 20, w poniedziałek (jeśli będą chętni), to Kataklizm.
wtorek, 11 lutego 2014
Wizyta w Iławie, czyli Wood Elfy turniejowo
W ostatnią niedzielę wybrałem się do, oddalonej od Gdańska o ponad 100 km, Iławy. Miasto Króla Cyganów, bloggera od talii z Regio oraz miejsce, gdzie turniejowo gra (grał?) aktualny Wicemistrz Europy, i skąd jest poprzedni. Widać, że to szczególne miejsce. Obiecałem sobie kiedyś (i nie wiem, czy Wojtowi też), że przyjadę do nich na turniej. 9 lutego nadarzyła się okazja. O 7 wsiadłem w pociąg i ruszyłem, niepewny przyszłości, ale zadowolony, w końcu lubię podróżować.
Oczywiście, musiałem czymś grać. Powiem więcej. Po rozmowie z Mamutem w poniedziałek postanowiłem zagrać Wood Elfami. Testowałem w sumie mało, głównie myślałem i robiłem zmiany na podstawie rąk startowych, w sumie "w ciemno". Wyszło coś takiego: http://deckbox.org/sets/602666
Działanie talii opisałem na forum, można przeczytać tutaj: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3503. Tutaj skupię się na samym turnieju.
Btw w pociągu dowiedziałem się, że zmarły prezydent Kaczyński był rosyjskim agentem (pewien dziadek, co podobno podróżował po całym świecie, tak prawił). Każdego dnia uczymy się czegoś nowego. Jednak nikt nie mówił o ściąganiu samolotu magnesem, zatem to chyba jednak bujda była. Mniejsza...
Po tym, jak wysiadłem z pociągu, zacząłem szukać miejsca turnieju. Meloman świetnie mi to rozpisał (wielkie dzięki), tak że nie zgubiłem się i szczęśliwie dotarłem na miejsce. Obejrzałem miejscówkę - szacun, świetne warunki do grania, gdyby dało się załatwić na weekend, to spokojnie byście mogli Regionalsa zrobić. Ale nawet dwudniowy turniej lokalny byłby fajny. Ja przyjadę na pewno.
Ale wróćmy do samego turnieju. Kiedy już się wszyscy zebrali (10 osób, nie było BYE, yeah), zaczęliśmy grać:
Runda 1
vs Unclean, SKA 2:0
W obu grach udało się obronić na początku, a potem przejść do naporu. Zabicie Thanquola, Pilegrzymki na Clawleadera, odpowiednia ilość Ambushy, po czym napór na devkach. Pierwsza do przodu. Dzięki za grę w miłej atmosferze, no i gratki za załatwienie takiego świetnego miejsca na turnieje.
Runda 2
vs Wojt, UND 0:2
Łącznie trwało to niecałe 20 minut. W pierwszej wszedł Grimgor w chyba drugiej turze - nie mam questa, nic nie dobieram - pas. W następnej niby coś próbowałem, ale znowu: Inwokacja - Grimgor - Przegrałeś.
W tym miejscu chciałbym pogratulować Wojtowi kolejnego zwycięstwa, oraz serdecznie podziękować za zaproszenie do siebie. Dzięki za jedzenie (jak już mówiłem, nie trzeba było), za rozmowy (podziękowania dla Maćka i powodzenia w LoLa). No i za wspólne oglądanie chociaż początku skoków (STOCH IMBA!!!!111!!oneoneone!!!1! i na restrykcję). Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia. Zapraszam w wakacje do Ostrzyc.
Runda 3
vs Jimmy, CHA 2:0
Dzikie Gory naporowały mnie, jednak w każdej gier pojawiała się tylko jedna Świątynia, którą szybko paliłem. Zatem mogłem bezkarnie wybijać jednostki wroga. Miałem za dużo devek, żeby wszedł Unleash, do tego trzymałem 2x Dance to Loec na ręce. Tutaj chciałbym przeprosić, gdyż przewałowałem Cię na Spellsingerce - Dance to Loec w odpowiedzi na Raiding Campsy mnie nie obroni. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Jak to ująłeś, następnym razem ty mnie przewałujesz. Do zobaczenia, dzięki za grę.
Runda 4
vs Boguś, IMP 1:1
Smerfy na Leśnych Elfach (Highborn, Helblaster, Tatuaże, Wieszczki, Dancy...). W pierwszej broniłem się z 20 minut, ale w końcu atak za 13 wymiótł mnie z lasu. Nie pomogły Ambushe. Boguś miał świetną rękę startową, spalił mi pierwszą strefę chyba z drugiej turze. W drugiej grze udało mi się zatrzymać napór, skontrolować, po czym samemu wystawić moją siłę palącą, dzięki czemu Altdorf spłonął. Trzeciej gry nie zdążyliśmy skończyć, koniec w czwartej turze przy wyrównanym stole. Zasłużony remis. Dzięki wielkie za grę, robiłeś mega ciśnienie tym naporem.
Runda 5
vs Meloman, IMP 1:1
Ta sama rasa, te sam wynik, chociaż talia zupełnie inna od tej sprzed chwili. Maciek grał Imperium na skakaniu i Rycerzach, podobne do mojego decku z Gdańska, jednak zmienione na lepsze. W pierwszej broniłem się, zacząłem palić, Maciek wystawił Karla, spalił mi jedną, napoczął drugą. Ja zaatakowałem go, spaliłem mu strefę, bo czym rzuciłem 2 Niespodziewane Ataki. 22 indirecty! Weszło na styk, miałem chyba nawet jedno obrażenie więcej, niż było potrzebne. Uf... 1:0. W drugiej graliśmy podobnie, jednak Maciek, mimo bycia kontrolowanym (max 2 karty przez pierwszych kilka tur) w końcu się odbił, zaatakował, spalił mnie, musiałem się bronić. Koniec czasu, tura Maćka. Dobiera karty za supporty, wystawia Wybrańca na Agenta, ma 1 kasy, 2 Przewagi Wysokości w Polu, Taxi w Polu. Przeskakuje do przodu, ma już na nim 6 młotków. I chce skoczyć spowrotem do Misji, na Agenta. Powinienem zagrać Pielgrzymkę, bo ew Dyscyplina zabroniłaby skoku. Ale zapomniałem o tym, Maciek wycisnął na nim 11 młotków, do tego wszedł Osterknacht do przodu, no i dał radę spalić. 1:1. Dzięki za grę na poziomie, ciężko było, ale wynik chyba sprawiedliwy.
Z bilansem 2-2-1 zająłem drugie miejsce, wygrywając na Buchholtze z Jimmy'm (grałem z miejscami 1, 3, 4 i 5, zatem udało się być wyżej). Dzięki wszystkim za świetny turniej, mam nadzieję, że jeszcze do was zawitam.
Potem byłem u Wojta i Melomana (jeszcze raz wielkie dzięki). Po 19 zebrałem się, poszedłem na pociąg i wróciłem do domu. Kolejny wyjazd zakończył się. Inwazja żyje i ma się dobrze! Do zobaczenia w Wawie!
Oczywiście, musiałem czymś grać. Powiem więcej. Po rozmowie z Mamutem w poniedziałek postanowiłem zagrać Wood Elfami. Testowałem w sumie mało, głównie myślałem i robiłem zmiany na podstawie rąk startowych, w sumie "w ciemno". Wyszło coś takiego: http://deckbox.org/sets/602666
Działanie talii opisałem na forum, można przeczytać tutaj: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=5&t=3503. Tutaj skupię się na samym turnieju.
Btw w pociągu dowiedziałem się, że zmarły prezydent Kaczyński był rosyjskim agentem (pewien dziadek, co podobno podróżował po całym świecie, tak prawił). Każdego dnia uczymy się czegoś nowego. Jednak nikt nie mówił o ściąganiu samolotu magnesem, zatem to chyba jednak bujda była. Mniejsza...
Po tym, jak wysiadłem z pociągu, zacząłem szukać miejsca turnieju. Meloman świetnie mi to rozpisał (wielkie dzięki), tak że nie zgubiłem się i szczęśliwie dotarłem na miejsce. Obejrzałem miejscówkę - szacun, świetne warunki do grania, gdyby dało się załatwić na weekend, to spokojnie byście mogli Regionalsa zrobić. Ale nawet dwudniowy turniej lokalny byłby fajny. Ja przyjadę na pewno.
Ale wróćmy do samego turnieju. Kiedy już się wszyscy zebrali (10 osób, nie było BYE, yeah), zaczęliśmy grać:
Runda 1
vs Unclean, SKA 2:0
W obu grach udało się obronić na początku, a potem przejść do naporu. Zabicie Thanquola, Pilegrzymki na Clawleadera, odpowiednia ilość Ambushy, po czym napór na devkach. Pierwsza do przodu. Dzięki za grę w miłej atmosferze, no i gratki za załatwienie takiego świetnego miejsca na turnieje.
Runda 2
vs Wojt, UND 0:2
Łącznie trwało to niecałe 20 minut. W pierwszej wszedł Grimgor w chyba drugiej turze - nie mam questa, nic nie dobieram - pas. W następnej niby coś próbowałem, ale znowu: Inwokacja - Grimgor - Przegrałeś.
W tym miejscu chciałbym pogratulować Wojtowi kolejnego zwycięstwa, oraz serdecznie podziękować za zaproszenie do siebie. Dzięki za jedzenie (jak już mówiłem, nie trzeba było), za rozmowy (podziękowania dla Maćka i powodzenia w LoLa). No i za wspólne oglądanie chociaż początku skoków (STOCH IMBA!!!!111!!oneoneone!!!1! i na restrykcję). Jeszcze raz dzięki i do zobaczenia. Zapraszam w wakacje do Ostrzyc.
Runda 3
vs Jimmy, CHA 2:0
Dzikie Gory naporowały mnie, jednak w każdej gier pojawiała się tylko jedna Świątynia, którą szybko paliłem. Zatem mogłem bezkarnie wybijać jednostki wroga. Miałem za dużo devek, żeby wszedł Unleash, do tego trzymałem 2x Dance to Loec na ręce. Tutaj chciałbym przeprosić, gdyż przewałowałem Cię na Spellsingerce - Dance to Loec w odpowiedzi na Raiding Campsy mnie nie obroni. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Jak to ująłeś, następnym razem ty mnie przewałujesz. Do zobaczenia, dzięki za grę.
Runda 4
vs Boguś, IMP 1:1
Smerfy na Leśnych Elfach (Highborn, Helblaster, Tatuaże, Wieszczki, Dancy...). W pierwszej broniłem się z 20 minut, ale w końcu atak za 13 wymiótł mnie z lasu. Nie pomogły Ambushe. Boguś miał świetną rękę startową, spalił mi pierwszą strefę chyba z drugiej turze. W drugiej grze udało mi się zatrzymać napór, skontrolować, po czym samemu wystawić moją siłę palącą, dzięki czemu Altdorf spłonął. Trzeciej gry nie zdążyliśmy skończyć, koniec w czwartej turze przy wyrównanym stole. Zasłużony remis. Dzięki wielkie za grę, robiłeś mega ciśnienie tym naporem.
Runda 5
vs Meloman, IMP 1:1
Ta sama rasa, te sam wynik, chociaż talia zupełnie inna od tej sprzed chwili. Maciek grał Imperium na skakaniu i Rycerzach, podobne do mojego decku z Gdańska, jednak zmienione na lepsze. W pierwszej broniłem się, zacząłem palić, Maciek wystawił Karla, spalił mi jedną, napoczął drugą. Ja zaatakowałem go, spaliłem mu strefę, bo czym rzuciłem 2 Niespodziewane Ataki. 22 indirecty! Weszło na styk, miałem chyba nawet jedno obrażenie więcej, niż było potrzebne. Uf... 1:0. W drugiej graliśmy podobnie, jednak Maciek, mimo bycia kontrolowanym (max 2 karty przez pierwszych kilka tur) w końcu się odbił, zaatakował, spalił mnie, musiałem się bronić. Koniec czasu, tura Maćka. Dobiera karty za supporty, wystawia Wybrańca na Agenta, ma 1 kasy, 2 Przewagi Wysokości w Polu, Taxi w Polu. Przeskakuje do przodu, ma już na nim 6 młotków. I chce skoczyć spowrotem do Misji, na Agenta. Powinienem zagrać Pielgrzymkę, bo ew Dyscyplina zabroniłaby skoku. Ale zapomniałem o tym, Maciek wycisnął na nim 11 młotków, do tego wszedł Osterknacht do przodu, no i dał radę spalić. 1:1. Dzięki za grę na poziomie, ciężko było, ale wynik chyba sprawiedliwy.
Z bilansem 2-2-1 zająłem drugie miejsce, wygrywając na Buchholtze z Jimmy'm (grałem z miejscami 1, 3, 4 i 5, zatem udało się być wyżej). Dzięki wszystkim za świetny turniej, mam nadzieję, że jeszcze do was zawitam.
Potem byłem u Wojta i Melomana (jeszcze raz wielkie dzięki). Po 19 zebrałem się, poszedłem na pociąg i wróciłem do domu. Kolejny wyjazd zakończył się. Inwazja żyje i ma się dobrze! Do zobaczenia w Wawie!
wtorek, 4 lutego 2014
Historyczny powrót, aż 2 HE, a i tak wygrywa Wurrzag
Kolejny turniej to przede wszystkim jedno wydarzenie: powrót do gry Mamuta. Vice-mistrz Europy z 2011 roku wziął udział w turnieju po raz pierwszy w tym sezonie. Przy okazji pokazał nam karty swojego pomysłu. Miło znowu Cię zobaczyć, mimo naszych małych sprzeczek na forum.
Niestety, nie było nikogo z programem, zatem musiałem liczyć wszystko na kartce. Mam nadzieję, że nikt nie czuł się pokrzywdzony, ale ustalałem wg punktów, zaś "remisy" rozstrzygałem kośćmi. Nie liczyłem na bieżąco bucholtzów, bo to by jeszcze dłużej zeszło. Ale chyba wyszło okej.
Grałem trochę zmienioną talią Undeadów: http://deckbox.org/sets/597425
Różnica polegała na dorzuceniu 3 Nagashów, a wywaleniu Sellswordów.
Trochę niestety zabrakło mi czasu i pomyslu na nowy deck, ale spokojnie - za tydzień gram WE (umówiłem się z Mamutem, że zagram tym i spróbuję coś ugrać, zobaczymy).
Runda 1
vs Ver, ORC 1:2
W pierwszej grze szybki napór i kontrola, potem wszedł Wurrzag, który w sumie bardzie przeszkadzał, bo taktyk nie rzucał, za to wymuszał spalenie dodatkowej. Jednak nie zdążyłem się odbudować. W drugiej zacząłem napierać i kontrolować, wystawiłem Lorda, Akolitów, same jednostki. Verowi nie podchodził Rzyg. Potem Potwór z Głębin blokował moje ataki, a Ver wisiał na kilku obrażeniach. W tym momencie Vomit bardziej by przeszkodził, bo zabiłby potwora, a ja wstawiłbym Wight Lorda z discardu i dopalił. Ogólnie ustawił wielką obronę, którą jednak zdołałem przebić (Akolici, Wampir, Bloodek chyba też się pojawił). Trzecia, niestety dla mnie, podobna do pierwszej, kontrola oraz szybki napór. Chyba nawet bez Wurrzaga. Gratulacje za wygranie (po raz kolejny, osiągasz świetne wyniki lokalnie, czas na sukces na Regio).
Runda 2
vs Yogi, ORC 2:0
Kolejne Orki. W pierwszej grze najpierw szybki Wampir, poparty Nagashem, a chwilę potem turbo-ekonomiczny Lord. 1:0. W drugiej kontrolowaliśmy się, wreszcie, w kluczowym momencie, miałem dużo jednostek na stole. Yogi zagrywa na początku tury Ripa na devkę w Królestwie. Będzie miał 6 kasy, a dwie tury Lord ujawnił Rzyga. Teraz miał go na ręce, zabiłby mnie, gdyby go rzucił. Wzrok Nagasha! Teraz, byle nie dobrał... Udało się. Pakuje masę kart do Misji. Ja odrzucam Grimgora z akcji Mannfreda i rzucam Raise Deada. Uf... Bez kart Yogiemu było ciężko. Dzięki za gry, czegoś, niestety, dzisiaj zabrakło. Ale w poniedziałek może się odkujesz.
Runda 3
vs ŹleX, CHA 2:1
Pierwsza gra, u mnie Monastyr. Przeciwnik wychodzi z 3 kart: Niebieski Horror do Misji, Spawn i Prince do BF. Ja: Wampir, Innowacja, atakuję, zabijam Niebieskiego (wszedł drugi, ale mniejsza), rzucam Nagasha. Przeciwnik został w sumie bez kart (Wampir czyścił dociąg). 1:0. W drugiej Ptasior i Seedsy wyczyściły mi jednostki, a Książe i Unleash dopełnili formalności. W trzeciej starałem się kontrolować, ale Ptasior nie dawał za wygraną. Lord of Change wchodził i schodził, Danse Makabre czynił cuda, później, gdy kończył mi się deck, a musiałem wykrzesać trochę obrażeń, a przy okazji się nie przewinąć, używałem super-pro-techów, jak np używanie Nekromancji, aby jednostka wróciła do decku, czy też rzucanie Eksperymentów na jednostkę w Misji PO wzięciu kart, aby spadła i w następnej nie dobierała kart. Ogólnie moja wesoła kompania zdołała się przebić niemal na styk i spalić. Miałem niby jeszcze talii na 3 tury, ale nie należy niczego zostawiać na ostatnią chwilę. Dzięki za grę.
Runda 4
vs Filku, DWA 0:2
Mój przeciwnik przed grą wpisał na kartkę wynik. Jak się okazało, słuszny. Nie miałem prawie nic do powiedzenia. W pierwszej grze masa młotków, kontrola mojego stołu i szybkie spalenie, podczas gdy ja miałem prawie pusty stół. 2 razy Inwokacja nic nie wyciągnęła, zaś w 5 kartach odrzucanych na starcie były 2 Monastyry. W drugiej wyszedłem z Corba, który zablokował Canonkę, ale niestety, mimo tego, Filku rozbudowywał się za szybko, przez co wkrótce mnie zajechał. Gratulacje, kolejne wysokie miejsce, ciągle na przedzie Ligi.
Talia niby działała, ale jednak było za dużo taktyk. Fajnie się tym gra, ale szału nie ma. Teraz ciśniemy Wood Elfami! Ha! Powtarzając flavor teskt z karty "Świt" z Zombiaków 2: "Ja Ci jeszcze pokażu!". Do zobaczenia!
Niestety, nie było nikogo z programem, zatem musiałem liczyć wszystko na kartce. Mam nadzieję, że nikt nie czuł się pokrzywdzony, ale ustalałem wg punktów, zaś "remisy" rozstrzygałem kośćmi. Nie liczyłem na bieżąco bucholtzów, bo to by jeszcze dłużej zeszło. Ale chyba wyszło okej.
Grałem trochę zmienioną talią Undeadów: http://deckbox.org/sets/597425
Różnica polegała na dorzuceniu 3 Nagashów, a wywaleniu Sellswordów.
Trochę niestety zabrakło mi czasu i pomyslu na nowy deck, ale spokojnie - za tydzień gram WE (umówiłem się z Mamutem, że zagram tym i spróbuję coś ugrać, zobaczymy).
Runda 1
vs Ver, ORC 1:2
W pierwszej grze szybki napór i kontrola, potem wszedł Wurrzag, który w sumie bardzie przeszkadzał, bo taktyk nie rzucał, za to wymuszał spalenie dodatkowej. Jednak nie zdążyłem się odbudować. W drugiej zacząłem napierać i kontrolować, wystawiłem Lorda, Akolitów, same jednostki. Verowi nie podchodził Rzyg. Potem Potwór z Głębin blokował moje ataki, a Ver wisiał na kilku obrażeniach. W tym momencie Vomit bardziej by przeszkodził, bo zabiłby potwora, a ja wstawiłbym Wight Lorda z discardu i dopalił. Ogólnie ustawił wielką obronę, którą jednak zdołałem przebić (Akolici, Wampir, Bloodek chyba też się pojawił). Trzecia, niestety dla mnie, podobna do pierwszej, kontrola oraz szybki napór. Chyba nawet bez Wurrzaga. Gratulacje za wygranie (po raz kolejny, osiągasz świetne wyniki lokalnie, czas na sukces na Regio).
Runda 2
vs Yogi, ORC 2:0
Kolejne Orki. W pierwszej grze najpierw szybki Wampir, poparty Nagashem, a chwilę potem turbo-ekonomiczny Lord. 1:0. W drugiej kontrolowaliśmy się, wreszcie, w kluczowym momencie, miałem dużo jednostek na stole. Yogi zagrywa na początku tury Ripa na devkę w Królestwie. Będzie miał 6 kasy, a dwie tury Lord ujawnił Rzyga. Teraz miał go na ręce, zabiłby mnie, gdyby go rzucił. Wzrok Nagasha! Teraz, byle nie dobrał... Udało się. Pakuje masę kart do Misji. Ja odrzucam Grimgora z akcji Mannfreda i rzucam Raise Deada. Uf... Bez kart Yogiemu było ciężko. Dzięki za gry, czegoś, niestety, dzisiaj zabrakło. Ale w poniedziałek może się odkujesz.
Runda 3
vs ŹleX, CHA 2:1
Pierwsza gra, u mnie Monastyr. Przeciwnik wychodzi z 3 kart: Niebieski Horror do Misji, Spawn i Prince do BF. Ja: Wampir, Innowacja, atakuję, zabijam Niebieskiego (wszedł drugi, ale mniejsza), rzucam Nagasha. Przeciwnik został w sumie bez kart (Wampir czyścił dociąg). 1:0. W drugiej Ptasior i Seedsy wyczyściły mi jednostki, a Książe i Unleash dopełnili formalności. W trzeciej starałem się kontrolować, ale Ptasior nie dawał za wygraną. Lord of Change wchodził i schodził, Danse Makabre czynił cuda, później, gdy kończył mi się deck, a musiałem wykrzesać trochę obrażeń, a przy okazji się nie przewinąć, używałem super-pro-techów, jak np używanie Nekromancji, aby jednostka wróciła do decku, czy też rzucanie Eksperymentów na jednostkę w Misji PO wzięciu kart, aby spadła i w następnej nie dobierała kart. Ogólnie moja wesoła kompania zdołała się przebić niemal na styk i spalić. Miałem niby jeszcze talii na 3 tury, ale nie należy niczego zostawiać na ostatnią chwilę. Dzięki za grę.
Runda 4
vs Filku, DWA 0:2
Mój przeciwnik przed grą wpisał na kartkę wynik. Jak się okazało, słuszny. Nie miałem prawie nic do powiedzenia. W pierwszej grze masa młotków, kontrola mojego stołu i szybkie spalenie, podczas gdy ja miałem prawie pusty stół. 2 razy Inwokacja nic nie wyciągnęła, zaś w 5 kartach odrzucanych na starcie były 2 Monastyry. W drugiej wyszedłem z Corba, który zablokował Canonkę, ale niestety, mimo tego, Filku rozbudowywał się za szybko, przez co wkrótce mnie zajechał. Gratulacje, kolejne wysokie miejsce, ciągle na przedzie Ligi.
Talia niby działała, ale jednak było za dużo taktyk. Fajnie się tym gra, ale szału nie ma. Teraz ciśniemy Wood Elfami! Ha! Powtarzając flavor teskt z karty "Świt" z Zombiaków 2: "Ja Ci jeszcze pokażu!". Do zobaczenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)