Ostatnimi czasy, tj na pierwszych trzech turniejach Ligowych grałem moim Chaosem na zaklęciach, który talią bardzo przyjemną, wymagającą myślenia, ale jednak casualową. Zatem na ten turniej przygotowywałem talię, którą chciałbym powalczyć o jakieś lepsze rezultaty. Testy Imperium po FAQ 2.2 jakoś mnie nie syciły. Miałem w sumie gotowy deck Orków na Multiataku, ale w przededniu turnieju dowiedziałem się, że Filku będzie grał Orkami, zatem nie będę miał od kogo pożyczyć kart. Złożyłem więc kontrolne Imperium (nudne i oklepane, ale działa). Wyszło coś takiego:
http://deckbox.org/sets/518095
Większość znana i oklepana, kontrola to głównie Rodrik i Osterknacht + Wezwanie, Pantery, Monety, Taxi, Misja - ekonomia,Wybraniec Imperatora, w połączeniu z Agentem i Taxi daje zarówno obronę (kontratak), jak i mocną ekonomię. Do tego Wilhelm, który może szału nie robi, ale jakichś kloców może się pozbyć, a i jednostki działające tylko np w Polu Bitwy "wyłączy" (np BDK). Infiltracja i Wolna Kompania (jedna z moich ulubionych kart w tej talii) jako kontrola ręki. Wyprawa na przewijarki, Order jako opcja cofnięcia kluczowej karty (no dobra, i do zapętlania Infiltracji, wszyscy wiedzą, jak to wkurza). No i Called Back, po chciałem mieć trochę więcej kontroli jednostek, a Rozkaz Odwrotu nie wymaga Osterknachta, tak jak Rezerwy. Supporty standardowo. Zamysł to oczywiście kontrola, rozwój ekonomii poprzez skakanie, odcięcie od dociągu i własny rozwój, a potem przejście do naporu, osłabionego co prawda z powodu braku Hemmlera. Teraz palenie to dużo małych jednostek: wzmocnione Pantery czy skaczący Wybrańcy.
Na turniej przyszło 9 osób (w sumie bez szału, ale też powyżej średniej z poprzedniej edycji). Chwilę po 18 zaczęliśmy. Nie było żadnych Krasnoludów, co mnie w sumie ucieszyło, bo przynajmniej pogram sobie z innymi rasami (no dobra, z HE też trochę grałem, bo Wujtrator ostatnio je testuje).
Runda 1
vs Wojt, ORC, 1:0
Król Cyganów grał talią, opierającą się na Inwazjach Snotlingów. W poprzedniej lidze grywałem tym (ach te czasy przed FAQ 2.0), bardzo wkurzające. Jednak teraz ten deck jest słabszy, bo nie można dać przeciwnikowi 2 lub 3 Inwazji w pierwszej turze. Ale w sumie talia ma szanse, w końcu Orki potrafią po prostu napierać, a Inwazje to po prostu dodatkowe obrażenia, które przyspieszają agonię przeciwnika. Wojt już w pierwszej turze pokazał mi, jaką restrykcją gra. Dawno nie grałem z Orkami z Hordą, ale, wiadomo, najpierw trzeba się pozbyć właśnie jej, zanim dobierzemy się do jednostek. Szybko dostałem Inwazje, ale dopakowane Pantery poradziły sobie z tym. Miałem niemal same jednostki w grze (mam ich znacznie więcej, a dodatkowo Posągi zniszczył mi Sellsword. Rzyg mógłby wygrać Wojtowi grę, ale nie przychodził. Wybrańcy wchłaniali ataki, jednak kluczowy był moment, gdy Wojt, nie mając pieniędzy, miał podłączone do Hordy dwa Pająki. Trzymany specjalnie na taką okazję Rodrik w sumie ustawił grę, Wojt nie mógł teraz za bardzo mnie spalić, a ja ekonomicznie wygrywałem. Niestety, cała ta walka o przewagę zbyt się ciągnęła, przez co zostało nam mało czasu na drugą. Wojt znowu przeszkadzał mi Inwazjami, ale Monety zdołały się och pozbywać. Skończył się czas, kiedy zacząłem przechodzić do ataku, mając już jakieś zaplecze ekonomiczne. I miałeś rację, to moje pierwsze zwycięstwo nad tobą w oficjalnych rozgrywkach.
Runda 2
vs Broda, IMP 1:0
Tak... Takie mirrory rzadko są ciekawe. No ale okej, zagrać trzeba. W pierwszej grze nie dochodziły mi żadne Dyscypliny, zaś Broda konsekwentnie używał Rodrików i Osterknachtów oraz Wezwań Rezerw. Po krótkim czasie miałem odwrócone dwa Kościoły, a mój Wybraniec, którego bardzo chciałem posadzić na Agencie, ciągle wracał na rękę. Uświadomiłem sobie, że przegrałem ekonomicznie, zatem musiałem albo zacząć napierać, wspomagając się kontrolą ręki, albo bronić się. Pierwsza opcja nie wchodziła w grę, bo nie miałem do tego dobrych kart na ręce. A że Imperium wolno się rozwija, a Broda dobierał po 5 kart + dodatkowe z Misji, to wystarczyło poczekać. On był już rozwinięty ekonomicznie, ja dopiero zaczynałem. Dodatkowo przystopował mnie... Ukrytym Gajem, razem z Long Winterami. Bez Vereny, ale Gaje są. Ciekawe. Talia mu się zmniejszała, a ja wystawiłem Wolne Kompanie i Wilhelma, i dodatkowo przesuwałem mu jednostki do Misji. Miał taksówkę, więc mógł próbować uciekać, dlatego dostał w nią Rodrika. Do boju wysłał swojego Wilhelma, Piratów i inne takie. Ja jednak trzymałem Wybrańca na Agencie i nie dałem się kąsać. Finalnie przewinąłem przeciwnika, zaś na drugą grę nie starczyło juz czasu.
Runda 3
vs Tobol, HE 2:1
Tobol nie grał chaosem, co było ewenementem. No ale po uwalenia naporowego chaosu nie chciał brać kontroli, dlatego złożył Wysokie. W pierwszej grze standardowo, rozwijamy sie, Tobol wkładał m.in. Lore Seekerów i Wiatry. Spodziewałem się jakiegoś komba. Myliłem się, ale niewiele. To była talia zabijająca Indirectami z Sea Mastera (tokeny z Lore Seekera, ktory miał tokeny ze spelli z Wiatrów). Do tego dużo zaklęć, to i Gwiezdny Smok. W pierwszej próbowałem kontrolować Wiatry, ale zawsze dostawałem w odpowiedzi Zakleciami. W końcu Tobol zebrał dużo tokenów i uderzył mnie za ponad 20 ( na końcu swojej i na poczatku mojej). Przetrwalem to, potem zdołaliśmy go skontrolować i zacząłem palenie. Na jego Smoki miałem Wybrańców z Taxi i Agentem. Niestety, potem dostałem Flamesy i musiałem wystawiać od nowa. Na szczęście udało sie nie dać sobie wbić tych dodatkowych obrażeń, zaś sam spaliłem, na styk. Uf... W drugiej poszło szybciej, Tobolowi dobrze podchodziło, dobierał dużo kart i gdy mnie zasypał, nie miałem nic do powiedzenia. 1:1. W ostatniej potyczce Tobol od 2 czy 3 tury dostał zapętloną Infiltrację. Spokojnie sie rozbudowywałem, Kompanią pozbawiłem go kart i atakowałem. W końcu, kiedy popełniłem błąd i zakryłem sobie Ordera, przez co nie mogłem juz zapętlać, musiałem szybko spalić. Miałem wtedy dwie Infiltrację na ręce. W jednej turze dopaliłem strefę (nie było juz komu bronić, wczesniej Chorąży dopakowywał sam siebie i ginął. W drugiej, kiedy Tobol wystawił do przodu z 5 życia wystawiłem jednostki, cofnąłem mu jego na rękę i spaliłem. Równo z końcem czasu. Było cieżko, ale jakoś dałem radę (tak wiem, na farcie, jak zwykle).
Runda 4
vs Zygi, DE 1:1
Kontrola ręki z naporowymi wampirami. W pierwszej grze dostawałem kulty a Zygi czyścił mi moje jednostki. Zacząłem sie bronić, niszczyć Konwenty i, widząc, ze mój przeciwnik dobiera dużo kart, spróbować przewijać DE. Niestety, nie mogłem zostawiać sobie kart na ręce, bo każde obrażenie było na wagę złota. Zatem co dostawałem, to od razu rzucałem. Zygi skracał sobie dociąg, potem, mając kasę, wystawił Mannfreda, ale, na szczęście, mialem Kościół, zatem nie mogl zawinąć mi wszystkich jednostek. Heroicznie broniłem sie Milicjami i Rodrikami, skacząc po strefach. W końcu ja miałem jedna strefę spalona, w drugiej z 7 życia, Osterknachtem cofnąłem Mannfreda z Tokenami, zaś sam Wolną Kompanię, która stała na Agencie (na drugim Elita). Zygi miał tylko jedna kartę w decku, teraz albo nigdy. Zaatakowal mnie chyba dwoma Wampirami, Hydra w Królestwie zmniejszyła moje zdolności obronne. Ale nie wystarczyło, zabrakło jednego obrażenia. W następnej się przewinął. Zostało chyba 13 minut. Zygi zaczął napierac od razu, co było dobrym pomysłem, nie miałem Dyscypliny na Korsarza, potem Kulty i puste Pole Bitwy. Nie udało się. 7 minut. Trzecia gra, Zygi znowu napiera, ja sie bronię. Udało mi się powstrzymać ataki, odgryźć się, mając jedna spalona strefę obroniłem sie. Zabrakło moze dwóch tur, ale czas sie skończył.
3 zwycięstwa i remis, 10 pkt. Dało mi to wygraną w turnieju, drugi był Broda. Dzięki wielkie, ze przyszliscie, do zobaczenia w poniedziałek na Kataklizmie. Tabelki uzupełnię chyba w weekend.
środa, 30 października 2013
piątek, 25 października 2013
Kataklizm na maxa
W ostatni poniedziałek kolejny raz graliśmy w Kataklizm. Tym razem przybyła tylko "stara gwardia", czyli ja, Wojt, Tobol, Zygi i Wujtrator. Po szybkim ogarnięciu i zrobieniu decków zaczęliśmy. O samych grach można by dużo powiedzieć, ale były mega intensywne. Zagraliśmy łącznie 3 razy (pierwszą oni grali, ja składałem deck, a potem Tobol musiał iść, więc jeszcze 2 razy walczyliśmy we 4). Człowiek po skończonej grze miał wrażenie, jakby właśnie rozegrał turniej regionalny. Świetne techowe zagrania, wyrównana walka, de facto każdy miał szansę na zwycięstwo w każdej grze, emocje do samego końca. Nikt nikomu nie odpuszczał, czasem brakowało jednego obrażenia do zwycięstwa. Obaj Wojtkowie grali Krasnoludami, co znacznie wpływało na rozgrywkę: Zhufbarscy Inżynierowie są mega mocni, de facto, jeżeli nie miałeś małych jednostek, to nie miałeś się co pokazywać. Ja grałem Imperium a Zygi DE. W pierwszej prawie mi się udało, miałem już nawet 6 czy 7 dominacji, ale w końcu wszyscy rzucili się na mnie i nie wyszło. W drugiej to inni dominowali, ja tylko czasem kąsałem. Obie te gry wygrał Wujtrator, który zniszczył nas ekonomicznie (naporował dopiero od trzeciej tury, ale z taką siłą, że zgniatał nas całkowicie).
Wielki dzięki, grało się miodnie, oby więcej takich gier. Do zobaczenia w poniedziałek na Lidze, tym razem (chyba) podejście do Wurrzaga. Ale zobaczymy, może jutro coś ciekawego w Katowicach się stanie i zmienię zdanie. Powodzenia wszystkim!
Wielki dzięki, grało się miodnie, oby więcej takich gier. Do zobaczenia w poniedziałek na Lidze, tym razem (chyba) podejście do Wurrzaga. Ale zobaczymy, może jutro coś ciekawego w Katowicach się stanie i zmienię zdanie. Powodzenia wszystkim!
wtorek, 15 października 2013
Chaos Mill po raz drugi - 5 Liga, odsłona trzecia
Kolejne spotkanie Ligi za nami. Zjawiło się 10 osób, czyli frekwencja dobra, ale bez szału. Na turnieju były wszystkie rasy. Scena w rozkwicie, każdy przychodzi czymś innym, testujemy nowe decki, a nie jedziemy oklepanymi (prócz Tobola, ale o tym za chwilę).
Grałem talią, która mało różniła się od tej sprzed dwóch tygodni: http://deckbox.org/sets/505282
Zmiana polegała na wyrzuceniu Książąt i dodaniu Spaczeń, na napory, Spirit Slayery etc. Ogólnie dobieramy dużo kart, z Blood Summoninga wchodzi Lord, Innowacje dają kasę na Monki i zaklęcia, Sigvald używa Arcane, dobierając blokującą kartę i wraca zużyte taktyki (zazwyczaj Innowację) lub Monka. Spelle głównie ekonomiczne lub kontrolne (Muchy potrafią robić za lojalkę, Płomienie Tzeencha świetnie kontrolują, Bolt robi Eko, Blood Summoning też, Arcane - mówiłem, Mark of Chaos ekonomia, co prawda zwykle leci na jednostkę z dwoma HP, ale potrafiła ona przeżyć i dać dużo kart/kasy).
Runda I
vs Wujtrator, DWA 2:1
Nie będę komentował paringów. Mówiłem to wiele razy, ale powtórzę: nie lubię grać z Wojtkiem, bo testuję z nim większość decków, więc mam już dość. Wygrałem kość i, będąc mało kontrolowanym (przeciwnikowi nie podchodziło idealnie, późno zaczął atakować), zdołałem dwoma Monkami przemielić W drugiej grze dostałem mocną kontrolą, a potem Kazador z Siłą Woli i chmarą sług dobił mi strefę. Poddałem, nie wyciągnąłbym. W trzeciej, mimo prób kontrolnych, przydały się spaczenia i udało się, równo z czasem, przewinąć. Dużo osób patrzyło jak się spinam, jednak gry z Wujtratorem zawsze są na 100%, a jego komentarze "spoko, przestaluję go na 1:1" dodatkowo mnie motywowały. Tobol co prawda mówił, że gram źle, ale cisnąłem swoje i udało się.
Runda II
vs Filku, IMP 0:2
Talia Wojta z Bydgoszczy. W pierwszej grze przeciwnik wyszedł mi w drugiej turze z Hemmlera. Dwie tury później zabiłem go z najwyższym wysiłkiem, ale zaraz wszedł drugi. Byłem spalony po całości. W drugiej Filku wysypał z 10 kart w pierwszej turze, Misje, Milicje, Powozy, Zoo... Masakra. Nie byłem aż tak bardzo kontrolowany, więc mogłem się rozbudować i zacząć. Pod koniec gry miałem spaloną strefę, a Filku, gry dobrał karty, miał tylko 10 w talii. Miałem dwóch Monków na stole i 3 zaklęcia na ręce (Bolta i dwa Blood Summongi). Rzuciłem je, licząc na przewinięcie przeciwnika. Dostałem dwoma Orderami. Potem Filku, mając dwie karty w talii, wysypał jednostki, cofnął mi Bolta na rękę (niestety, devka nie była zaklęciem, zagrałem ją na jedyne rozwinięcie w Misji, żeby się bronić, a zaklęcie miałem tylko w Królestwie). Dobrał jedną kartę z Podwojenia Straży (odrzucając Milicję). Później powiedział mi, że liczył, że dobierze Dyscyplinę, gdyż myślał, że mam Spaczenie. Zaatakował mnie i spalił, nie miałem czym bronić, a Hemmler + Karl + motłoch zajechali mnie.
Runda III
vs Zygi, DE 0:2
Na początku Zygi mało mnie kontrolował i zrzucał mi mało kart z ręki (grał na Konwentach, zatem to było dla niego kluczowe). Przewijałem co prawda, ale zostało mu kilka kart w decku. Unieszkodliwił mi więc Monki (dwa spadły, jeden dostał Hexa) i powyrzucał karty z ręki, paląc Konwentami. Musiałem zagrywać wszystko, co miałem na ręce, inaczej Zygi zrzucałby Królową Wiedźm i dodawał obrażenia. Dobierałem po 4 karty i w ostatniej turze, gdy mój opp miał jedną kartę w talii, musiałbym dobrać same taktyki i wtedy by wygrał. Na 4 karty 3 taktyki. Zabrakło, dopalił. W drugiej grze szło gorzej, szybciej mnie skontrolował i wychodziło na to samo. Pod koniec znowu potrzebne 4 karty i same taktyki, tym razem, żeby przedłużyć agonię. Znów tylko 3. No ale trudno, zakładałem, że z kontrolą ręki będzie słabiej, a pierwszą grę prawie wygrałem. No ale prawie robi wielką różnicę.
Runda IV
vs Yogi, CHA 0:2
Uf, przynajmniej 4 runda i 4 rasa. A nie, jak dwa tygodnie temu, 4 gry i 3 razy z Dwarfami. W pierwszej dostałem pierwszoturowego naładowanego Księcia i support w Misję (Spawny, Blood Summonigi, cuda wianki). Zanim się go pozbyłem, miałem już spaloną strefę. Na wystawionego Lorda dostałem Branded+Cloying. No i zostałem spalony. W drugiej, mimo słabszego podejścia, przeciwnik zagrał niemal bez dociągu, a mój został ukrócony, zatem musiałem spalić przeciwnika, na Mill nie było czasu. Sigvald robił, co mógł, ale sam nie dał rady, a mi nic nie przychodziło: czekałem na Lorda, mając dwie Innowacje na ręce. Ale nie udało się, dostałem Shaggotem, który razem z Księciem zdołali mnie spalić (nie pomogły spaczenia).
Ogólnie, talia jest bardzo fajna, zmusza do myślenia, jest niestandardowa. Ale, niestety, nie wygrywa, jest to jedna z tych koncepcji, która, mimo zazębiania się i teoretycznego działania, w praktyce rzadko wygrywa. Ale cóż, próbowałem, testowałem, grało się fajnie, zatem, pełen optymizmu, myślę nad kolejnym deckiem.
Turniej wygrał Tobol, który, mając dosyć niepowodzeń, wziął swój nudny, oklepany chaosowy rush na ET (zmienił w nim tyle, ile ja w mojej talii, czyli zwiększył ilość taktyk o 3, kosztem jednostek, u niego dodane zostały Eksperymenty). Gratulacje dla niego, dzięki wszystkim za przyjście. Widzimy się w następny poniedziałek na Kataklizmie.
Grałem talią, która mało różniła się od tej sprzed dwóch tygodni: http://deckbox.org/sets/505282
Zmiana polegała na wyrzuceniu Książąt i dodaniu Spaczeń, na napory, Spirit Slayery etc. Ogólnie dobieramy dużo kart, z Blood Summoninga wchodzi Lord, Innowacje dają kasę na Monki i zaklęcia, Sigvald używa Arcane, dobierając blokującą kartę i wraca zużyte taktyki (zazwyczaj Innowację) lub Monka. Spelle głównie ekonomiczne lub kontrolne (Muchy potrafią robić za lojalkę, Płomienie Tzeencha świetnie kontrolują, Bolt robi Eko, Blood Summoning też, Arcane - mówiłem, Mark of Chaos ekonomia, co prawda zwykle leci na jednostkę z dwoma HP, ale potrafiła ona przeżyć i dać dużo kart/kasy).
Runda I
vs Wujtrator, DWA 2:1
Nie będę komentował paringów. Mówiłem to wiele razy, ale powtórzę: nie lubię grać z Wojtkiem, bo testuję z nim większość decków, więc mam już dość. Wygrałem kość i, będąc mało kontrolowanym (przeciwnikowi nie podchodziło idealnie, późno zaczął atakować), zdołałem dwoma Monkami przemielić W drugiej grze dostałem mocną kontrolą, a potem Kazador z Siłą Woli i chmarą sług dobił mi strefę. Poddałem, nie wyciągnąłbym. W trzeciej, mimo prób kontrolnych, przydały się spaczenia i udało się, równo z czasem, przewinąć. Dużo osób patrzyło jak się spinam, jednak gry z Wujtratorem zawsze są na 100%, a jego komentarze "spoko, przestaluję go na 1:1" dodatkowo mnie motywowały. Tobol co prawda mówił, że gram źle, ale cisnąłem swoje i udało się.
Runda II
vs Filku, IMP 0:2
Talia Wojta z Bydgoszczy. W pierwszej grze przeciwnik wyszedł mi w drugiej turze z Hemmlera. Dwie tury później zabiłem go z najwyższym wysiłkiem, ale zaraz wszedł drugi. Byłem spalony po całości. W drugiej Filku wysypał z 10 kart w pierwszej turze, Misje, Milicje, Powozy, Zoo... Masakra. Nie byłem aż tak bardzo kontrolowany, więc mogłem się rozbudować i zacząć. Pod koniec gry miałem spaloną strefę, a Filku, gry dobrał karty, miał tylko 10 w talii. Miałem dwóch Monków na stole i 3 zaklęcia na ręce (Bolta i dwa Blood Summongi). Rzuciłem je, licząc na przewinięcie przeciwnika. Dostałem dwoma Orderami. Potem Filku, mając dwie karty w talii, wysypał jednostki, cofnął mi Bolta na rękę (niestety, devka nie była zaklęciem, zagrałem ją na jedyne rozwinięcie w Misji, żeby się bronić, a zaklęcie miałem tylko w Królestwie). Dobrał jedną kartę z Podwojenia Straży (odrzucając Milicję). Później powiedział mi, że liczył, że dobierze Dyscyplinę, gdyż myślał, że mam Spaczenie. Zaatakował mnie i spalił, nie miałem czym bronić, a Hemmler + Karl + motłoch zajechali mnie.
Runda III
vs Zygi, DE 0:2
Na początku Zygi mało mnie kontrolował i zrzucał mi mało kart z ręki (grał na Konwentach, zatem to było dla niego kluczowe). Przewijałem co prawda, ale zostało mu kilka kart w decku. Unieszkodliwił mi więc Monki (dwa spadły, jeden dostał Hexa) i powyrzucał karty z ręki, paląc Konwentami. Musiałem zagrywać wszystko, co miałem na ręce, inaczej Zygi zrzucałby Królową Wiedźm i dodawał obrażenia. Dobierałem po 4 karty i w ostatniej turze, gdy mój opp miał jedną kartę w talii, musiałbym dobrać same taktyki i wtedy by wygrał. Na 4 karty 3 taktyki. Zabrakło, dopalił. W drugiej grze szło gorzej, szybciej mnie skontrolował i wychodziło na to samo. Pod koniec znowu potrzebne 4 karty i same taktyki, tym razem, żeby przedłużyć agonię. Znów tylko 3. No ale trudno, zakładałem, że z kontrolą ręki będzie słabiej, a pierwszą grę prawie wygrałem. No ale prawie robi wielką różnicę.
Runda IV
vs Yogi, CHA 0:2
Uf, przynajmniej 4 runda i 4 rasa. A nie, jak dwa tygodnie temu, 4 gry i 3 razy z Dwarfami. W pierwszej dostałem pierwszoturowego naładowanego Księcia i support w Misję (Spawny, Blood Summonigi, cuda wianki). Zanim się go pozbyłem, miałem już spaloną strefę. Na wystawionego Lorda dostałem Branded+Cloying. No i zostałem spalony. W drugiej, mimo słabszego podejścia, przeciwnik zagrał niemal bez dociągu, a mój został ukrócony, zatem musiałem spalić przeciwnika, na Mill nie było czasu. Sigvald robił, co mógł, ale sam nie dał rady, a mi nic nie przychodziło: czekałem na Lorda, mając dwie Innowacje na ręce. Ale nie udało się, dostałem Shaggotem, który razem z Księciem zdołali mnie spalić (nie pomogły spaczenia).
Ogólnie, talia jest bardzo fajna, zmusza do myślenia, jest niestandardowa. Ale, niestety, nie wygrywa, jest to jedna z tych koncepcji, która, mimo zazębiania się i teoretycznego działania, w praktyce rzadko wygrywa. Ale cóż, próbowałem, testowałem, grało się fajnie, zatem, pełen optymizmu, myślę nad kolejnym deckiem.
Turniej wygrał Tobol, który, mając dosyć niepowodzeń, wziął swój nudny, oklepany chaosowy rush na ET (zmienił w nim tyle, ile ja w mojej talii, czyli zwiększył ilość taktyk o 3, kosztem jednostek, u niego dodane zostały Eksperymenty). Gratulacje dla niego, dzięki wszystkim za przyjście. Widzimy się w następny poniedziałek na Kataklizmie.
wtorek, 8 października 2013
Kataklizm w Gdańsku, czyli Zygi gra HE
Wczoraj, tj w poniedziałek 7 października po raz pierwszy graliśmy w Gdańsku w Multi. Zjawiło się 7 osób: ja, Zygi, Wojt oraz Szuli z 3 kolegami, których ksywek nie pamiętam. Zatem graliśmy w jednej czwórce i jednej trójce.Co prawda mieliśmy tylko jeden zestaw Fullcrumów, ale to nie był problem, po prostu co grę zmienialiśmy Fullcrumy, tak że zawsze były inne zestawy na stole.
Grałem taką oto talią: http://deckbox.org/sets/498732
Świetnie działał Gold Wizard Acolyte, który zwykle przejmował każdy Fullcrum, jaki chciał. Do tego Wilhelm, kiedy już wszedł, robił masakrę. No i świetne zagranie na I turę: Raider do Pola Bitwy, dwa ataki, Verena (jeszcze lepiej gdy z LW). Poza tym taktyki cofające, wkurzająca Demoralizacja, Hidden Grove z LW, no i Piraci - w pierwszej turze potrafili wejść z treningiem i rozdać łącznie 16 obrażeń. Jedyną kartą, która średnio tu pasowała był... Hemmler. Rzadko kiedy miałem 5 kasy, a jak wchodził, to często nie był aż tak szałowy. Zostawiłbym, ale w 2 sztukach. Knights of the Blazing Sun nie sprawdzili się zbytnio, ale grałem tylko z jednym chaosem. Do przemyślenia. Przydałby się zapewne też Holy Defender, bo w sumie ten deck od początku mocno trzyma Fullcrumy.
W kilku grach udało mi się wygrać, gry robił Akolita i Wilhelm. Z Wojtem niestety nie szło za dobrze. Jego kontrola byłą bardzo bolesna, gdyż mały dociąg nie pozwalał na dociągnięcie dużej liczby Dyscyplin. Psy, Ptaki oraz Czyraki po prostu niszczyły. Gdybyśmy grali turniej, to zapewne by wygrał. Zygi grał HE (Ochrona Feniksa czy Tiranocki Rydwan), pozostali różnie, były DE, IMP, HE na zaklęciach i smokach (wchodził Potomek i po 8 indirectów).
Dzięki wszystkim za grę, było bardzo fajnie, liczę, że za dwa tygodnie będzie jeszcze więcej osób. Do zobaczenia w poniedziałek na Lidze!
Grałem taką oto talią: http://deckbox.org/sets/498732
Świetnie działał Gold Wizard Acolyte, który zwykle przejmował każdy Fullcrum, jaki chciał. Do tego Wilhelm, kiedy już wszedł, robił masakrę. No i świetne zagranie na I turę: Raider do Pola Bitwy, dwa ataki, Verena (jeszcze lepiej gdy z LW). Poza tym taktyki cofające, wkurzająca Demoralizacja, Hidden Grove z LW, no i Piraci - w pierwszej turze potrafili wejść z treningiem i rozdać łącznie 16 obrażeń. Jedyną kartą, która średnio tu pasowała był... Hemmler. Rzadko kiedy miałem 5 kasy, a jak wchodził, to często nie był aż tak szałowy. Zostawiłbym, ale w 2 sztukach. Knights of the Blazing Sun nie sprawdzili się zbytnio, ale grałem tylko z jednym chaosem. Do przemyślenia. Przydałby się zapewne też Holy Defender, bo w sumie ten deck od początku mocno trzyma Fullcrumy.
W kilku grach udało mi się wygrać, gry robił Akolita i Wilhelm. Z Wojtem niestety nie szło za dobrze. Jego kontrola byłą bardzo bolesna, gdyż mały dociąg nie pozwalał na dociągnięcie dużej liczby Dyscyplin. Psy, Ptaki oraz Czyraki po prostu niszczyły. Gdybyśmy grali turniej, to zapewne by wygrał. Zygi grał HE (Ochrona Feniksa czy Tiranocki Rydwan), pozostali różnie, były DE, IMP, HE na zaklęciach i smokach (wchodził Potomek i po 8 indirectów).
Dzięki wszystkim za grę, było bardzo fajnie, liczę, że za dwa tygodnie będzie jeszcze więcej osób. Do zobaczenia w poniedziałek na Lidze!
niedziela, 6 października 2013
REKORD!!! - 5 Liga, odsłona 2
Drugiego turnieju naszej jubileuszowej Ligi nie da się opisać jednym słowem. Bo był to turniej zaskakujący, ciekawy zabawny i rekordowy zarazem. 19 osób! Tak jest proszę państwa, osiągnęliśmy rekord. Tzn na pierwszym turnieju, na którym byłem ("Szturm na Trójmiasto" w 2011 roku), zjawiły się 22 osoby. Jednak było to baaaaardzo dawno temu, i obecna scena nie pamięta, żeby zjawiło się tyle osób. Przybyli zarówno starzy wyjadacze, jak i kilkukrotni bywalcy, a także sporo całkowicie nowych graczy. Na wstępie chciałbym powiedzieć serdeczne DZIĘKI WSZYSTKIM, że przyszliście i stworzyliście niezapomnianą atmosferę.
Na kilka dni przed turniejem nie wiedziałem, co wziąć (jak zwykle). Tzn miałem opracowany jakiś deck na P'tarixie i Zaklęciach, ale... nie. Zatem we wtorek zdecydowałem się na Chaos Zaklęciowy z Monkiem. Postanowiłem wywalić Fluxa i wyszła... przewijarka.
http://deckbox.org/sets/496558
Talia miała zabijać oczywiście akcją Monka, dzięki Lordowi z Innowacją można bardzo długo rzucać zaklęcia. Sigvald do wyciągania kart (głównie Innowacji) z Arcane oraz, ewentualnie, zrzucenia karty z góry, kiedy przeszkadza. Poza tym standardowo, ekonomia, dociąg, innowacja etc. O wrażeniach potem.
Wszyscy się zebrali i zostali zapisani (w tym momencie było 18 osób). Był mały problem, gdyż brakowało stołów na górze i dwie pary (zwykle Zygwald i Magiczny Marcin) musieli grać na dole. Ale jakoś się to ogarnęło. No to jedziemy, największy gdański turniej Warhammera Inwazji od dawien dawna rozpoczęty!
Runda 1
vs Zimny, DWA 2:0
Zimny, kilka razy pojawiał się u nas na Lidze. Ostatnimi czasy jakoś go nie było, ale razem z Pollusem wrócili. Grał Krasnoludami na Serpencie. W pierwszej grze jemu nie za bardzo podchodziły karty do ataku, a dodatkowo sam skracał sobie talię Tunelami i Dance to Loec. Udało mi się zaklęciami przewinąć. W drugiej, chociaż dosyć szybko, bo w trzeciej wyszedł Serpent, to udało mi się przeżyć i w kluczowym momencie przewinąć nie styk. Już w tej grze wyszedł mój brak ogarnięcia, bo mimo że Grudge Keeperzy wrzucali urazy, to ja dodatkowo atakowałem po kilka, przez co wchodziło ich więcej. Tu nie miało to co prawda znaczenia, ale powinien zapamiętać, żeby nie atakować Krasnoludów. Jak niebawem przeczytacie, nic się nie nauczyłem.
W tym momencie przyszedł Wojt i bardzo się zadziwił, że przyszło aż tyle osób. Gdy wszyscy pokończyli gry, rozlosowaliśmy drugą rundę w której Król Cyganów trafił oczywiście na... Księcia, czyli Zygiego. Przypadek? Nie sądzę.
Runda 2
vs Wujtrator, DWA 0:2
Jak już wielokrotnie wspominałem, nienawidzę grać z Wojtkiem, gdyż testujemy razem każdą talię, zatem na turnieju z chęcią pograłbym z kimś innym. No ale okej. Pierwsza gra to szybka kontrola mojego stołu. Poddałem dosyć szybko. W drugiej udało mi się, pomimo podnoszenia mi w ważnych momentach Lorda, odpalić zaklęcia. Jednak czegoś nie policzyłem (mat-fiz-inf, wiadomo) i, mając trzech Monków, za zaklęcie odrzucałem po 3 karty, a nie po 6. Wojtek miał 39 kart w talii, ja zagrałem 11 zaklęć, zatem, niestety, nie wsytarczyło, wg mojego rachunku. W następnej byłem już palony. Mój przeciwnik dopiero już jakiś czas potem skapował się, że powinienem go przewinąć. No ale było już za późno, trudno.
Runda 3
vs Organek, DWA 0:2
No bez jaj, trzeci Krasnolud w trzeciej rundzie. Już dosyć, że wszystkie testy mam przeciw nim. Tu akurat żadnych szans nie miałem, przeciwnik miał świetne starty i szybko napierał, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Zabolał brak opcji na rushe. Zasłużone zwycięstwo Organka, który bardzo długo się nie pojawiał, a na ostatnim turnieju, na którym był podobno przegrał ze mną (nie pamiętałem tego, ale mój przeciwnik mi to przypomniał). No cóż, w końcu Krasnoludy słyną z zemsty. Ale jest 1:1, liczę na decydujące starcie.
Runda 4
vs Markus, IMP 1:1
Wreszcie nie Dwarfy! W pierwszej grze udało mi się skontrolować przeciwnika, zatem kiedy on by się rozbudowywał, ja w spokoju bym go przewinął. Markus poddał. A drugiej grze rolę się odwróciły, mój przeciwnik wiedział, że musi w odpowiednim momencie cofnąć mi Lorda na rękę. Zatem skrzętnie to wykorzystywał, a potem w spokoju atakował dopakowaną Heblem Milicją. 1:1. Trzeciej niestety nie zdążyliśmy dokończyć, była podobna do gry nr 2, chociaż miałem już więcej na stole, ale zabrakło i czasu, i kart, i kasy.
Z wynikiem 1-1-2 skończyłem na 13 miejscu. Ale jestem zadowolony, talia ma potencjał i przegrałem, bo po prostu brakowało ogrania, pamiętania o kartach przeciwnika (urazy) czy o własnych (3x2=6...). Co do talii, to zamierzam wywalić z niej Daemon Princów, a wrzucić Sedusted by Darkness, jako opcja zatrzymania kluczowych jednostek, jak np Serpentów u Krasnoludów. A Książęta i tak mi się nie przydawały, mój deck przecież nie atakuje.
Gratulacje dla Pollusa, który swoim chaosem nie dał się pokonać i zwyciężył. Magiczny Marcin a.k.a Filku zajął drugie miejsce swoimi DE, a trójkę zamykał Organek. Zatem Topka CHA, DE i DWA.
Jeszcze raz dzięki wszystkim, Tobolowi za organizację, Zygiemu za Laptopa, wszystkim za gry. Dzięki, oby zawsze frekwencja tak dopisywała.
Pełne wyniki i rundy: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=13&t=3139&start=60
No i tabelka będzie, ale we wtorek, dzisiaj mi się nie chce.
BTW Kiedy Przemo da wpis o OMP-kach, bo już ponad miesiąc minął?
Na kilka dni przed turniejem nie wiedziałem, co wziąć (jak zwykle). Tzn miałem opracowany jakiś deck na P'tarixie i Zaklęciach, ale... nie. Zatem we wtorek zdecydowałem się na Chaos Zaklęciowy z Monkiem. Postanowiłem wywalić Fluxa i wyszła... przewijarka.
http://deckbox.org/sets/496558
Talia miała zabijać oczywiście akcją Monka, dzięki Lordowi z Innowacją można bardzo długo rzucać zaklęcia. Sigvald do wyciągania kart (głównie Innowacji) z Arcane oraz, ewentualnie, zrzucenia karty z góry, kiedy przeszkadza. Poza tym standardowo, ekonomia, dociąg, innowacja etc. O wrażeniach potem.
Wszyscy się zebrali i zostali zapisani (w tym momencie było 18 osób). Był mały problem, gdyż brakowało stołów na górze i dwie pary (zwykle Zygwald i Magiczny Marcin) musieli grać na dole. Ale jakoś się to ogarnęło. No to jedziemy, największy gdański turniej Warhammera Inwazji od dawien dawna rozpoczęty!
Runda 1
vs Zimny, DWA 2:0
Zimny, kilka razy pojawiał się u nas na Lidze. Ostatnimi czasy jakoś go nie było, ale razem z Pollusem wrócili. Grał Krasnoludami na Serpencie. W pierwszej grze jemu nie za bardzo podchodziły karty do ataku, a dodatkowo sam skracał sobie talię Tunelami i Dance to Loec. Udało mi się zaklęciami przewinąć. W drugiej, chociaż dosyć szybko, bo w trzeciej wyszedł Serpent, to udało mi się przeżyć i w kluczowym momencie przewinąć nie styk. Już w tej grze wyszedł mój brak ogarnięcia, bo mimo że Grudge Keeperzy wrzucali urazy, to ja dodatkowo atakowałem po kilka, przez co wchodziło ich więcej. Tu nie miało to co prawda znaczenia, ale powinien zapamiętać, żeby nie atakować Krasnoludów. Jak niebawem przeczytacie, nic się nie nauczyłem.
W tym momencie przyszedł Wojt i bardzo się zadziwił, że przyszło aż tyle osób. Gdy wszyscy pokończyli gry, rozlosowaliśmy drugą rundę w której Król Cyganów trafił oczywiście na... Księcia, czyli Zygiego. Przypadek? Nie sądzę.
Runda 2
vs Wujtrator, DWA 0:2
Jak już wielokrotnie wspominałem, nienawidzę grać z Wojtkiem, gdyż testujemy razem każdą talię, zatem na turnieju z chęcią pograłbym z kimś innym. No ale okej. Pierwsza gra to szybka kontrola mojego stołu. Poddałem dosyć szybko. W drugiej udało mi się, pomimo podnoszenia mi w ważnych momentach Lorda, odpalić zaklęcia. Jednak czegoś nie policzyłem (mat-fiz-inf, wiadomo) i, mając trzech Monków, za zaklęcie odrzucałem po 3 karty, a nie po 6. Wojtek miał 39 kart w talii, ja zagrałem 11 zaklęć, zatem, niestety, nie wsytarczyło, wg mojego rachunku. W następnej byłem już palony. Mój przeciwnik dopiero już jakiś czas potem skapował się, że powinienem go przewinąć. No ale było już za późno, trudno.
Runda 3
vs Organek, DWA 0:2
No bez jaj, trzeci Krasnolud w trzeciej rundzie. Już dosyć, że wszystkie testy mam przeciw nim. Tu akurat żadnych szans nie miałem, przeciwnik miał świetne starty i szybko napierał, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Zabolał brak opcji na rushe. Zasłużone zwycięstwo Organka, który bardzo długo się nie pojawiał, a na ostatnim turnieju, na którym był podobno przegrał ze mną (nie pamiętałem tego, ale mój przeciwnik mi to przypomniał). No cóż, w końcu Krasnoludy słyną z zemsty. Ale jest 1:1, liczę na decydujące starcie.
Runda 4
vs Markus, IMP 1:1
Wreszcie nie Dwarfy! W pierwszej grze udało mi się skontrolować przeciwnika, zatem kiedy on by się rozbudowywał, ja w spokoju bym go przewinął. Markus poddał. A drugiej grze rolę się odwróciły, mój przeciwnik wiedział, że musi w odpowiednim momencie cofnąć mi Lorda na rękę. Zatem skrzętnie to wykorzystywał, a potem w spokoju atakował dopakowaną Heblem Milicją. 1:1. Trzeciej niestety nie zdążyliśmy dokończyć, była podobna do gry nr 2, chociaż miałem już więcej na stole, ale zabrakło i czasu, i kart, i kasy.
Z wynikiem 1-1-2 skończyłem na 13 miejscu. Ale jestem zadowolony, talia ma potencjał i przegrałem, bo po prostu brakowało ogrania, pamiętania o kartach przeciwnika (urazy) czy o własnych (3x2=6...). Co do talii, to zamierzam wywalić z niej Daemon Princów, a wrzucić Sedusted by Darkness, jako opcja zatrzymania kluczowych jednostek, jak np Serpentów u Krasnoludów. A Książęta i tak mi się nie przydawały, mój deck przecież nie atakuje.
Gratulacje dla Pollusa, który swoim chaosem nie dał się pokonać i zwyciężył. Magiczny Marcin a.k.a Filku zajął drugie miejsce swoimi DE, a trójkę zamykał Organek. Zatem Topka CHA, DE i DWA.
Jeszcze raz dzięki wszystkim, Tobolowi za organizację, Zygiemu za Laptopa, wszystkim za gry. Dzięki, oby zawsze frekwencja tak dopisywała.
Pełne wyniki i rundy: http://whinvasion.pl/viewtopic.php?f=13&t=3139&start=60
No i tabelka będzie, ale we wtorek, dzisiaj mi się nie chce.
BTW Kiedy Przemo da wpis o OMP-kach, bo już ponad miesiąc minął?
poniedziałek, 23 września 2013
Zaczęliśmy 5 Ligę!
No i stało się! Niesankcjonowanym turniejem "Ore ore szabadabada" w dniu 19 września rozpoczęliśmy zmagania w 5 już, jubileuszowej lidze.
Na tenże turniej przyszło, rekordowo, 11 osób, w tym 4 nowych graczy. Gdy wszyscy już przyszli i się zapisaliśmy, rozpoczęliśmy gry.
Teraz szybko o talii: od OMP-ków miałem serdecznie dosyć Imperium, zatem, przeglądając karty Chaosu, natrafiłem na Fluxa. Przypomniałem sobie, że zawsze chciałem złożyć na tym talie. Trochę testowałem z Wujtratorem, i finalnie wyszedł taki deck:
http://deckbox.org/sets/482455
Gramy niemal only quest, wystawiamy Fluxa, Innowacją i/lub Blood Summoningiem wchodzi Lord. I wtedy kręcimy zaklęciami, bardzo pomoga to, że 9 jest za 0. Zawsze możemy też kontrolować (Psy, Muchy na Księciu, Płomienie Tzeencha). Albo napierać (poświęcamy np devki z bolta).Wrażenia po opisach gier:
Runda 1, vs Tobiaco, DWA 0:2
Tobiaco grał naporowymi Krasnoludami bez kontroli. On się rozwijał, zaczynał mnie atakować. Ja zacząłem kręcić i już miałem odpalać, ale Tobiaco rzucił My Life. Niestety, zapomniałem, że Flux zadaje nieanulowalne. Sam byłem bliski przewinięcia, potem dostałem kolejnego My Life. Miałem turę, Tobiaco miał jedną strefę spaloną, w queście nic, ale miał jeden kasy. Zagrałem źle, powinienem napełnić Księcia i atakować nim, Lordem i Spawnem (miałem też eksprymenty). Zaatakowałem samym Lord, dostałem Zabójcą z Karak Kadrin. 0;1. W drugiej było podobnie, Tobiaco szybko napierał, ja odpalam Fluxa, ale dostaję My Life. W odpowiedzi odpaliłem Fluxy do końca. Drugi My Life... No szkoda. Po grze dopiero Tobiaco ogarnął, że Flux zadaje nieanulowalne (nie znał nawet tej karty, ale się nie dziwię). No trudno.
Runda 2, vs Bartek, CHA 1:1
Nowy kolega, grał Chaosem na spaczaniu się. Z ciekawszych kart to Shaggoth (nie ten za X, ten za 5: http://deckbox.org/whi/Shaggoth [abstrahując, czemu on ma inaczej napisany rulling? "Forced: At the beginning of your turn, discard a card from your hand or destroy this unit."? What?]). Pierwsza gra mocno w plecy, zostałem zrushowany, nie pomogło nic, jednostka z mieczem i dyskiem umarła, ale byli jeszcze Khorvak i Shaggoth... Za dużo. W drugiej zaczynam, Mapa, Flux, Spawn, Obozy, grasz. Sorcerer, devka, zabij Spawna, grasz. Hm... Płomienie Tzeencha za 3 (miałem lojlki). Bartek Den, ja Ungory i Pustkowie. Haha, kontrola. Rozwijałem się szybciej, mimo iż potem byłem atakowany, to zrushowałem, w kluczowym momencie nie było u przeciwnika Spaczenia, zajechałem. Na trzecią nie starczyło czasu. Ale dzięki za grę.
Runda 3
vs Magiczny Marcin, WE (DE) 0:2
Jakiś random, miał napisane, że WE, pomyślałem, że pewnie jakiś napór albo kombo. A tu jednak Mroczne Elfy, trochę się zdziwiłem, i niestety zaskoczenie zadziałało na korzyść przeciwnika. Nie wiedziałem co robić, bo miały być Leśne Elfy, a ich tam nie było... A tak na serio, to gry bez historii, z przewijarkami nie mam szans, jedyną opcją był napór, ale na drugoturowego Lorda ze znamieniem dostałem Strzaskaną Myślą, po chwili też w Księcia. I po grze.
Runda 4
BYE
Było naprawdę blisko, ale, na szczęscie, tym razem przysyciło, w 4 turze już przeciwnik nie miał miejsca na damage. Druga to rush, pierwsza tura (nie zaczynam): 3x spawn, Książe, Blood Summoning, Lord za 3. Poświęcam Spawny, za 7. W następnej Eksperyment i 2x Offering (położył devkę). GG
Talia, mimo iż nie działała gdy ktoś mnie (wybrać jedno) przewijał/atakował/kontrolował, to dawała radość. Jednak, po prostu, nie jest to za silna. Chociaż fajna.
Turniej wygrał Killashit, nowy gracz, który rozjechał nas swoim HE na Kamieniu (jedynie Zygi stawił mu czoła). Gratulacje dla zwycięzcy, dzięki wszystkim za przybycie. Do zobaczenia w następny czwartek, tym razem gramy w Kataklizm.
Pełne wyniki:
I szczegółowy wykaz rund:
Runda 1
| 1 | Wujtrator | 2 : 0 | Olaf |
| 2 | Kilaszit | 2 : 0 | Yogi |
| 3 | Kubala | 0 : 2 | Tobiaco |
| 4 | Zygi | 2 : 0 | Broda |
| 5 | Magiczny Marcin | 1 : 1 | Bartek |
| 6 | Tobol | BYE| |
Runda 2
| 1 | Zygi | 1 : 1 | Wujtrator |
| 2 | Tobiaco | 2 : 1 | Tobol |
| 3 | Magiczny Marcin | 0 : 1 | Kilaszit |
| 4 | Kubala | 1 : 1 | Bartek |
| 5 | Yogi | 0 : 2 | Olaf |
| 6 | Broda | BYE| |
Runda 3
| 1 | Tobiaco | 0 : 2 | Kilaszit |
| 2 | Zygi | 2 : 0 | Tobol |
| 3 | Wujtrator | 2 : 0 | Broda |
| 4 | Olaf | 0 : 2 | Bartek |
| 5 | Kubala | 0 : 2 | Magiczny Marcin |
| 6 | Yogi |BYE | |
Runda 4
| 1 | Zygi | 1 : 1 | Kilaszit |
| 2 | Wujtrator | 2 : 1 | Tobiaco |
| 3 | Broda | 2 : 1 | Bartek |
| 4 | Tobol | 0 : 2 | Magiczny Marcin |
| 5 | Kubala |BYE | |
Na tenże turniej przyszło, rekordowo, 11 osób, w tym 4 nowych graczy. Gdy wszyscy już przyszli i się zapisaliśmy, rozpoczęliśmy gry.
Teraz szybko o talii: od OMP-ków miałem serdecznie dosyć Imperium, zatem, przeglądając karty Chaosu, natrafiłem na Fluxa. Przypomniałem sobie, że zawsze chciałem złożyć na tym talie. Trochę testowałem z Wujtratorem, i finalnie wyszedł taki deck:
http://deckbox.org/sets/482455
Gramy niemal only quest, wystawiamy Fluxa, Innowacją i/lub Blood Summoningiem wchodzi Lord. I wtedy kręcimy zaklęciami, bardzo pomoga to, że 9 jest za 0. Zawsze możemy też kontrolować (Psy, Muchy na Księciu, Płomienie Tzeencha). Albo napierać (poświęcamy np devki z bolta).Wrażenia po opisach gier:
Runda 1, vs Tobiaco, DWA 0:2
Tobiaco grał naporowymi Krasnoludami bez kontroli. On się rozwijał, zaczynał mnie atakować. Ja zacząłem kręcić i już miałem odpalać, ale Tobiaco rzucił My Life. Niestety, zapomniałem, że Flux zadaje nieanulowalne. Sam byłem bliski przewinięcia, potem dostałem kolejnego My Life. Miałem turę, Tobiaco miał jedną strefę spaloną, w queście nic, ale miał jeden kasy. Zagrałem źle, powinienem napełnić Księcia i atakować nim, Lordem i Spawnem (miałem też eksprymenty). Zaatakowałem samym Lord, dostałem Zabójcą z Karak Kadrin. 0;1. W drugiej było podobnie, Tobiaco szybko napierał, ja odpalam Fluxa, ale dostaję My Life. W odpowiedzi odpaliłem Fluxy do końca. Drugi My Life... No szkoda. Po grze dopiero Tobiaco ogarnął, że Flux zadaje nieanulowalne (nie znał nawet tej karty, ale się nie dziwię). No trudno.
Runda 2, vs Bartek, CHA 1:1
Nowy kolega, grał Chaosem na spaczaniu się. Z ciekawszych kart to Shaggoth (nie ten za X, ten za 5: http://deckbox.org/whi/Shaggoth [abstrahując, czemu on ma inaczej napisany rulling? "Forced: At the beginning of your turn, discard a card from your hand or destroy this unit."? What?]). Pierwsza gra mocno w plecy, zostałem zrushowany, nie pomogło nic, jednostka z mieczem i dyskiem umarła, ale byli jeszcze Khorvak i Shaggoth... Za dużo. W drugiej zaczynam, Mapa, Flux, Spawn, Obozy, grasz. Sorcerer, devka, zabij Spawna, grasz. Hm... Płomienie Tzeencha za 3 (miałem lojlki). Bartek Den, ja Ungory i Pustkowie. Haha, kontrola. Rozwijałem się szybciej, mimo iż potem byłem atakowany, to zrushowałem, w kluczowym momencie nie było u przeciwnika Spaczenia, zajechałem. Na trzecią nie starczyło czasu. Ale dzięki za grę.
Runda 3
vs Magiczny Marcin, WE (DE) 0:2
Jakiś random, miał napisane, że WE, pomyślałem, że pewnie jakiś napór albo kombo. A tu jednak Mroczne Elfy, trochę się zdziwiłem, i niestety zaskoczenie zadziałało na korzyść przeciwnika. Nie wiedziałem co robić, bo miały być Leśne Elfy, a ich tam nie było... A tak na serio, to gry bez historii, z przewijarkami nie mam szans, jedyną opcją był napór, ale na drugoturowego Lorda ze znamieniem dostałem Strzaskaną Myślą, po chwili też w Księcia. I po grze.
Runda 4
BYE
Było naprawdę blisko, ale, na szczęscie, tym razem przysyciło, w 4 turze już przeciwnik nie miał miejsca na damage. Druga to rush, pierwsza tura (nie zaczynam): 3x spawn, Książe, Blood Summoning, Lord za 3. Poświęcam Spawny, za 7. W następnej Eksperyment i 2x Offering (położył devkę). GG
Talia, mimo iż nie działała gdy ktoś mnie (wybrać jedno) przewijał/atakował/kontrolował, to dawała radość. Jednak, po prostu, nie jest to za silna. Chociaż fajna.
Turniej wygrał Killashit, nowy gracz, który rozjechał nas swoim HE na Kamieniu (jedynie Zygi stawił mu czoła). Gratulacje dla zwycięzcy, dzięki wszystkim za przybycie. Do zobaczenia w następny czwartek, tym razem gramy w Kataklizm.
Pełne wyniki:
| 1 | 'Kilaszit' | HE | 4 | 10| 13 | 24 | 3-1-0 | 6/1 |
| 2 | Wojtek 'Wujtrator' | DWA | 4 | 10| 12 | 23 | 3-1-0 | 7/2 |
| 3 | Tomasz 'Zygi' Zejfert | DE | 4 | 8 | 16 | 29 | 2-2-0 | 6/2 |
| 4 | Marcin 'Magiczny Marcin' | WE | 4 | 7 | 9 | 22 | 2-1-1 | 5/2 |
| 5 | Paweł 'Tobiaco' Tobolewski | DWA | 4 | 6 | 14 | 27 | 2-0-2 | 5/5 |
| 6 | 'Broda' | ORC | 4 | 6 | 13 | 23 | 2-0-2 | 4/5 |
| 7 | 'Bartek' | CHA | 4 | 5 | 10 | 20 | 1-2-1 | 5/4 |
| 8 | Jakub 'Kubala' Janiak | CHA | 4 | 4 | 11 | 18 | 1-1-2 | 3/5 |
| 9 | Michał 'Tobol' Tobolewski | CHA | 4 | 3 | 13 | 21 | 1-0-3 | 3/6 |
| 10| 'Olaf' | ORC | 3 | 3 | 5 | 18 | 1-0-2 | 2/4 |
| 11| 'Yogi' | DE | 3 | 3 | 3 | 13 | 1-0-2 | 2/4 | I szczegółowy wykaz rund:
Runda 1
| 1 | Wujtrator | 2 : 0 | Olaf |
| 2 | Kilaszit | 2 : 0 | Yogi |
| 3 | Kubala | 0 : 2 | Tobiaco |
| 4 | Zygi | 2 : 0 | Broda |
| 5 | Magiczny Marcin | 1 : 1 | Bartek |
| 6 | Tobol | BYE| |
Runda 2
| 1 | Zygi | 1 : 1 | Wujtrator |
| 2 | Tobiaco | 2 : 1 | Tobol |
| 3 | Magiczny Marcin | 0 : 1 | Kilaszit |
| 4 | Kubala | 1 : 1 | Bartek |
| 5 | Yogi | 0 : 2 | Olaf |
| 6 | Broda | BYE| |
Runda 3
| 1 | Tobiaco | 0 : 2 | Kilaszit |
| 2 | Zygi | 2 : 0 | Tobol |
| 3 | Wujtrator | 2 : 0 | Broda |
| 4 | Olaf | 0 : 2 | Bartek |
| 5 | Kubala | 0 : 2 | Magiczny Marcin |
| 6 | Yogi |BYE | |
Runda 4
| 1 | Zygi | 1 : 1 | Kilaszit |
| 2 | Wujtrator | 2 : 1 | Tobiaco |
| 3 | Broda | 2 : 1 | Bartek |
| 4 | Tobol | 0 : 2 | Magiczny Marcin |
| 5 | Kubala |BYE | |
środa, 11 września 2013
OMP 2013, czyli wszystko
No i po Mistrzostwach Polski. Gdybym miał je w skrócie opisać, podsumować jednym zdaniem czy senstencją, to chyba nie dałbym rady. Działo się naprawdę sporo, zarówno przed turniejem, jak i podczas niego, a także po jego zakończeniu (tj końcu części oficjalnej). Relacja, jak to relacja, zaczyna się trochę czasu wcześniej. Zatem cofnijmy się do lipca 2013 roku (czyli 2 miesiące wstecz).
Wojt, opisując swój występ w Bydgoszczy, powiedział, że czerwiec nie jest dobrym miesiącem do Inwazji. Zgadzam się z tym, ale dopowiem: wakacje są jeszcze gorszym. Uczniowie i studenci mają wakacje, zaś starsi zazwyczaj biorą urlopy. Zatem większość osób albo jest gdzieś na wyjeździe, albo ewentualnie w pracy (np sezonowej). Przez to naprawdę ciężko było nam, w Trójmieście, sklecić jakieś granie. Wiem, że po wyjściu Kataklizmu sceny odżyły, zaczerpnęły w płuca powietrza. Miło było patrzec na to, że we Wrocławiu czy Warszawie grają co tydzień, i to w dużą liczbę osób. A u nas, niestety, scena umiera.
No a Mistrzostwa coraz bliżej...
Jak to zwykle bywa, miałem dylemat odnośnie talii, którą zagram. W wakacje, prócz kilku gier Wurrzagiem, kiedy sobie w 4 osoby trochę pograliśmy w Polufce, grałem tylko Imperium. Myślałem, co może być dobre na to meta. Spodziewałem się dużo DE i End Timesów. Uznałem, że Verena radzi sobie z tym drugim. A jak z pierwszym? Mając w pamięci mecze z Wrocławia, gdy przegrałem z Metatronem i Radanerem, wiedziałem, że ta talia ma małe szanse. Wujtrator swoimi Dwarfami ostatecznie rozwiał moje płonne nadzieje. Cały niemal sierpień nie było mnie w Gdańsku, nie mogłem testować. Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czym grać. W grę wchodziło kontrolne Imperium i Dwarfy, które mają teraz turbo ekonomię i świetnego trzeciego bohatera. W ostatni dzień, jeszcze przed wyjazdem, napisał do mnie Filku i powiedział, żebym wziąć swoje Imperium, żebym nie eksperymentował. To przeważyło szalę. Zresztą w Dwarfach musiałbym dużo kart pożyczać. Zatem, wsiadając do pociągu o 19:20, byłem zdecydowany na Imperium.
Do talii wrócę za chwilę, teraz podróż. Chociaż była długa (mieliśmy chyba najdalej, nie licząc Białegostoku). Z Gdańska jechałem ja i Tobol (Zygi był już na miejscu). Po wizycie w Macu wsiedliśmy do pociągu no i jedziemy! W przedziale, prócz nas, mieliśmy samą płeć piękną, a mianowicie grupę przyjaciółek, jadących do Zakopanego. Poczytaliśmy, zagraliśmy jedną grę, w której moje Imperium niemal rozjechało kontrolny Chaos Tobola. Co skłoniło jego samego do przemyślenia swojego decku (cały czas miał wątpliwości czym zagrać, kontrolą czy rushem na ET). W Iławie dosiedli się Wojt, Matatron i Barry. Powstało pytanie, gdy by usiąść, żeby w spokoju pogadać. Ich przedziały były zajęte. Gdy ten pierwszy usłyszał, kogo my mamy w przedziale, to od razu zaproponował, żeby iść do nas. Czyżby samotność mu doskwierała? Pozostawiam to do oceny jego bliższym znajomym. Ogólnie Wojt na tym wyjeździe ukazał swoją naturę podrywacza, ale o tym później. Usiedliśmy sobie w pustym przedziale w I klasie. Trochę pogadaliśmy, na tematy wszelakie. Dopiero po północy, kiedy przyszedł kontroler, grzecznie poszliśmy do pokojów. No i do spania, trzeba zaznać trochę snu przed turniejem. Po 7 wysiedliśmy w Krakowie i rozdzieliliśmy się. Metatron i Barry ruszyli zostawić rzeczy w swoim miejscu (oni nie nocowali w Retro). My zostaliśmy w centrum, Wojt spotkał znajomych z Iławy. Potem poszliśmy na pizzę w tunelu, bardzo smaczną i tanią. Najedzeni ruszyliśmy na Starówkę, gdyż było jeszcze za wcześnie, by jechać na miejsce turnieju. Siedzieliśmy pod pomnikiem Mickiewicza, rozmawiając o polskich filmach. Tobol w międzyczasie pomógł zwiedzającym, robiąc im wspólne zdjęcie pod pomnikiem. Po pewnym czasie ruszyliśmy w stronę przystanku tramwajowego i stamtąd na Komandosów. Stach i ekipa Galakty dopiero szykowali imprezę, więc ruszyliśmy do baru. Tak też spotkaliśmy pierwszych Inwazjowców (po raz kolejny powtórzę, są to dla mnie jedne z najlepszych momentów na takich wyjazdach). Spisaliśmy talie i o 10 poszliśmy z powrotem do budynku. Kolejne przywitania, zapisy, szybka gra testowa z Zygim (której przyglądało się kilkanaście osób, scoutowali mój deck, na pewno). No i znów jesteśmy przy talii...
http://deckbox.org/sets/469888
Jak widać, standardowa kontrola Imperium na Rodrikach + kilka techów: Zbrojny zwiad na przewijarki i ET, Wolna Kompania na wszystko, bardzo zaskakująca i potrafiąca wkurzyć, Dezercje na Klasztory (nie użyłem ani razu, niestety), no i 1 Verena, która, jak zawsze, wchodziła gładko. Jest to w sumie talia identyczna jak moja z Bydgoszczy, tylko że dodałem 2 Dezercje, a wyrzuciłem 1 Huntsmena. Nie będę się rozwodził nad działaniem, talia robi ekonomię, kontroluje, skacze i napiera. Standard.
Wszyscy się zapisali - 78 osób, dużo, jednak termin był trochę niefortunny. Zgodzę się, w innym terminie była możliwa setka. Ale co tam. Pary rozlosowane, czas zaczynać.
Runda 1
vs Zajcu, IMP 1:0
Pierwsza gra i od razu sukces - nie gram z kimś z Trójmiasta! Przedstawiciel licznej Włocławskiej ekipy grał podobnym Imperium do mojego, ale z ukochaną kartą Okonia, Grabieżcą. Rzadko wchodziła, zwykle w odpowiedzi szła Dyscyplina Gra była, jak to Imperium z Imperium, długa, każdy tworzył swoje "sim city", trochę się tylko kontrolując. Zajcu trochę nie ogarniał, zapominał używać pozostawionych sobie żetonów. Jak to zwykle bywa w mirrorach, zadecydowało ogranie, a mój przeciwnik, co sam przyznał, długo nie grał. Na drugą grę nie starczyło czasu. Ale dzięki za pojedynek w miłej atmosferze.
Runda 2
vs Arteusz, DWA 2:0
Wujtrator, z którym testuje decki, zawsze gra Krasnoludami, zatem coś tam rozumiałem. Przeciwnik grał chyba na Innowacji. W pierwszej grze miałem fatalny start, tylko z kościoła. Na moje szczęście nie rozstałem skontrolowany i potem zdołałem mocno przycisnąć i odciąć przeciwnika od kart. W drugiej zacząłem lepiej i mimo naporu dałem radę. Nie pamiętam, czy aby nie weszła w pewnym momencie jakaś Verena. W każdym razie w tym wypadku Rodriki z Wezwaniem robiły gry (takie było założenie)
Runda 3
vs Zyziu, HE 1:2
Deck Wysokich na Sally Forth. Pierwsza gra była tragiczna, nie miałem nic do zagrania po muliganie. Dopiero w trzeciej turze wystawiłem jednostkę, ale i tak dostałem Drewno. Miazga. Poddałem dosyć szybko.W drugiej udało mi się spalić naporowym Hemmlerem. W trzeciej zaś, mimo mojej walki, zostałem spalony. W kluczowym momencie Duel Loeca (Mag + Osąd) rozwiązali sprawę. Gratki za wejście do Topki.
Runda 4
vs Okoń, DWA 2:0
Kolejny z Włocławska, brat Zajca. Przed pojedynkiem postawił koło mnie figurkę Buddy, mówiąc, że on przynosi pecha. Szybko w duchu pomodliłem się o siłę do pokonania złych duchów. No i jedziemy. Okoń grał naporowymi Krasnoludami. Ja wychodzę z jednostki i supportu, on: devka, Dance to Loec, Dance to Loec, Wyburzenie, Pielgrzymka. Haha, dobre żarty. No ale zacząłem jeszcze raz, Okoń co prawda zaczynał palić, ale wyjście Hemmlera na Ukrytego Agenta załatwiło sprawę. W drugiej grze znowu Hemmler był kluczowy, robił ekonomię, palił i bronił. Po pojedynku Okoń uznał, że jego Budda przestał działa. Odetchnąłem. 3-0-1, nie tak źle.
W tym momencie przerwaliśmy grę i udaliśmy się do baru, żeby coś zjeść. Tyle osób na raz w tym lokalu zdarza się chyba tylko raz na rok, kiedy przychodzą tu Inwazjowcy. Ale jedzenie smaczne. Najedzeni, wróciliśmy. Zbliża się czas decydujących bitew...
Runda 5
vs Horsky Skritek (nie pamiętam ksywki, a tak jest na wynikach), DWA 1:2
Naporowe Dwarfy, znowu. No dobra... Pierwsza gra w plecy, zostałem szybko spalony, Serpent nie został skontrolowany. W drugiej ja zajechałem (chyba Verena właśnie tu pokazała niszczycielskie oblicze). No i trzecie gra, gdy po spaleniu pierwszej strefy zaczynałem zbierać karty. Nie ogarnąłem, myślałem, że to druga. Fail... No ale kolejna strefa padła chwilę potem. Porażka oznaczała, że musiałbym wygrać obie gry, żeby wejść do Topki...
Runda 6
vs Rodzyn, DE 1:2
Ciężkie gry o wszystko, DE na kontroli ręki, która przewija (Corsair Tower) i pali (Konwenty). Zazwyczaj to drugie. Pierwszą znacznie przegrałem, druga zdołałem szybko spalić. No i gra numer 3. Ja palę, ale jestem przewijany. Pod koniec gry mam dwa kasy, Hemmlera i Lincolna w polu bitwy, taxi z Panterą w queście. Zamiast zagrać kościół o pozbawić się kart na ręce (stały 3 Konwenty), ja skoczyłem do Pola Bitwy. Zabrakło mi jednej kasy, by spalić (potrzebowałem dwóch młotków, raz mogłem dopalić Pantery). W turze przeciwnika straciłem dwie karty i wisiałem na 2 obrażeniach. Dobieram jedną kartę i idzie akcja wiedźmy. Jeśli to taktyka, to zagram ją i wygram. Inaczej ją stracę i przegram. Kościół... Mogłem to wygrać, ale zagrałem źle. Ale cóż, szczęście sprzyja lepszym, no i to mój błąd. No i po Topce.
Runda 7
vs Kris, DE 2:0
Opuściłem gościnną "salę najlepszych". Mecz, już bez spiny, na głównej sali. Chociaż dostawałem Hate-y i Kulty, to udawało się jednak dwa razy spalić. Jakoś dużo mi się nie zachowało już w głowie z tych gier, a szkoda. No, ale zdarza się.
Co zawiodło w talii? Po pierwsze, ja, mogłem lepiej zagrać. No i chyba za dużo techów chciałem włożyć, w kluczowych momentach nie dochodziło to, co trzeba. Mniejsza o mnie.
Po rundzie zasadniczej prowadził Metatron, do Topki weszli też (wg kolejności): Boreas, Przemo, Keil, dex, Jaszczur, Alpharius, Stach, Virgo, Zyziu, Rodzyn, GilGalad, Sawar, Farba, Majesty i Borin. Chwilę później rozegrano pierwszą rundę (1/8), i na placu boju pozostali (pary ćwierćfinałowe):
Gilgalad - Keil
Metatron - Virgo
Boreas - Zyzio
Przemo - Jaszczur
Skoro już przy wynikach jesteśmy, chcę powiedzieć jedną rzecz, która mnie osobiście zdenerwowała. Otóż postawa naszego Mistrza Europy, który 3 lub 4 rundy, kończąc remisem, rzucał kością o wynik. Rozumiem, ostatnia czy przedostatnia runda. Ale w trzeciej, czwartej? Ludzie, po to są zasady, żeby ich przestrzegać. Radaner nie wszedł do Topki, i bardzo sprawiedliwie, bo nie zasłużył. Skoro grał wolno, to nie powinien na tym koszystać. Okej, to Mistrzostwa, ale takie spiny o wynik są żałosne.
No i tak kończymy pierwszy dzień turnieju. Przychodzi zatem pora na integrację...
Ruszyliśmy do New Retro, dostaliśmy klucze, sprawdziliśmy przy okazji Msze w pobliskim kościele. Gdy mieliśmy już iść na górę, Wojt spytał się recepcjonistki, cytuję: "A pani nie idzie z nami?" Wywołało to u nas salwę śmiechu. No, podryw był, jaki był, ale brawa za odwagę. Poszliśmy we trójkę na górę, zostawiliśmy nasze rzeczy, ogarnęliśmy się i, popędzani przez Włocławek, wyszliśmy. Germanus był zmęczony, zatem został w hostelu. Ja z Wojtem, Okoniem i resztą Włocławskiej ekipy ruszyliśmy. Trochę to trwało, zanim znaleźliśmy lokal. Najpierw zaszliśmy na kebaba, o którym Wojt powiedział, że jest "jak gruz" (inni byli podobnego zdania). Potem, prowadzeni przez Okonia, o mało co się nie zgubiliśmy. Ale w końcu dotarliśmy na miejsce ("Róg Brackiej i Reformackiej").
Na integracji, jak zwykle, była bardzo fajnie. Ja co prawda nie piłem (tylko Colę), ale nie przeszkadzało to w rozmowach na tematy wszelakie, od Inwazji, przez forum, po politykę. Wielki dzięki wszystkim za ten wieczór (i noc). Koło 2 chyba opuściliśmy bar w poszukiwaniu innego. Pierwszy napotkany zwał się bodaj "pod Jaszczurem", i Darker, który go wypatrzył, od razu pokazał go naszemu Jaszczurowi. Do środka jednak nie weszliśmy. Później chodziliśmy trochę po Krakowie aż znaleźliśmy jakiś inny bar. Tam jednak nie wpuścili mnie, Barrego i Alana. Mnie, oczywiście, z racji niepełnoletności, zaś Barry nie miał dowodu, a Alan był ubrany zbyt "na sportowo". Zatem większość osób wyszła z baru i rozeszliśmy się: część, w tym ja, wracała do hostelu, reszta została. Po drodze byliśmy w sklepie, gdzie zrobiliśmy zakupy (wiadomo, ja jedzenie i picie, reszta piwo). No i ruszyliśmy już do hostelu, a w czasie przechadzki Tobol, który był już wstawiony, wyśpiewywał pieśni na część Wojta, do refrenu "Ore, ore, szabadabada". Okoń stwierdził, że to hymn tych OMP-ków. Podpisuję się pod tym. Bo w sumie innych piosenek nie śpiewaliśmy. Ale wrócmy do drogi. Dotarliśmy do hostelu, nasza międzymiastowa ekipa została jeszcze chwilę na dworze, po czym wszyscy poszli spać.
Rano wstaliśmy i poszliśmy we trójkę (ja, Wojt i Germanus) na Mszę do Kościoła na Skałce, pod drugiej stronie Wisły. Świątynia bardzo mi się spodobała, no ale to nie jest blog o budowlach sakralnych, zatem powstrzymam się od opisów. Po Mszy wróciliśmy do hostelu, zabraliśmy rzeczy, oddaliśmy klucze i, obładowani bagażem, skierowaliśmy się z powrotem na miejsce rozgrywek. A tam toczyły się już ćwierćfinały. Prócz sporej grupy obserwatorów, 16 osób grało w Kataklizm (ostatecznie wygrał Alan, gratulacje dla ustępującego wicemistrza Polski). Pozostali albo pykali w jakieś planszówki w sali obok, albo w Inwazję na głównej sali. O, tak, bo mało im było.
Co do finiszu Mistrzostw, to liczyłem na Metatrona, ale sprawdziło się to, co powiedział Germanus: nikt, kto wygrał zasadniczą, nie wygrał potem całego turnieju. Tak było i tym razem. Metatron odpadł w 1/2 z GilGaladem, który z finale zagrał z Jaszczurem. Finał był nagrywany, zatem full professional. No i zwyciężył Jaszczur, ze swoim kombem, które szczegółowo zostało opisane na forum. Zatem MAMY NOWEGO MISTRZA POLSKI! Wielkie gratulacje! Rok temu większość obstawiała twoje zwycięstwo, tym razem może nie byłeś głównym faworytem, ale przełamałeś syndrom 2 miejsca.
Potem odbył się finał rankingu, który wygrało to samo kombo, różniące się jedną kartą. Zwycięzcą został Przemo. Wyniki końcowe obu topek poniżej:
OMP-ki (TOP 16):
1 Jakub "Jaszczur" Serafin
2 Hubert "GilGalad" Żabik
3 Paweł "Metatron" Leszuk
4 Paweł "Boreas" Żochowski
5 Przemysław "Przemo" Zub
6 Piotr "Keil" Pędzik
7 Wojciech "Virgo" Grochowski
8 Grzegorz "Zyziu" Kałczuga
9 Krzysztof "dex" Bober
10 Patryk "Alpharius" Peciak
11 Stanisław "Stach" Błaszkiewicz
12 Łukasz "Rodzyn" Biegun
13 Grzegorz "Sawar" Bieńkowski
14 Tomasz "Farba" Farbiszewski
15 Rafał "Majesty" Walczak
16 Jakub "Borin" Biegun
Finał rankingu (TOP 4)
1 Przemysław "Przemo" Zub
2 Stanisław "Stach" Błaszkiewicz
3 Tomasz "Selverin" Fedorczyk
4 Paweł "Metatron" Leszuk
Pociąg dopiero po 23 (bilety mieliśmy kupione, dzięki uprzejmości pani recepcjonistki z New Retro). Zatem chwilę pograliśmy (a w sumie zaczęliśmy tylko grać w Grę o Tron), i zagraliśmy dwie gry w Kataklizm. Potem przyszły pożegnania no i opuściliśmy miejsce zmagań.
Skierowaliśmy się do McDonalda w Galerii Krakowskiej w podaj piątkę: ja, Wojt, Metatron, Barry i Tobol. Potem ten ostatni nas opuścił, my zaś siedziliśmy tam dosyć długo, rozmawiając o wszystkim (wspomnienia, plany etc). Jedliśmy różnorakie jedzenie (Big Maci za 5 zł!), aż przyszła 21, kiedy zamykali galerię. Potem włóczyliśmy się po Krakowie w poszukiwaniu jakiegoś baru, aż w końcu wróciliśmy na peron i tam spędziliśmy ostatnie pół godziny oczekiwania. O 23:20 wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy w drogę powrotną. My w Wojtem mieliśmy miejsca w innym wagonie niż olsztyńska dwójka, zatem pożegnaliśmy się już na peronie, przed wejściem. Oni wysiedli w Działdowie, a Wojt w Iławie, zatem ostatnie bodajże 2 godziny jechałem sam. Przedział też powoli się opróżniał, zatem było więcej luzu. Około 11 dotarłem do Gdańska. Wyjazd skończony...
No i parę słów podsumowania: gratulacje i podziękowania dla wszystkich, dla każdego z osobna, dla zwycięzców, dla pokonanych, dla Jaszczura, wygrał zasłużenie, dla GilGalada, gra przecież dopiero 2 miesiące, dla Metatrona za mega wysoki poziom, dla Boreasa za 4 miejsce zwyczajnym, kontrolnym Chaosem. Dla Przema, za wymyślenie komba i przekonanie Jaszczura do gry nim, dla Selverina, który był trzeci w finale rankingu, a ponadto wygrał Mistrzostwa w Netrunnera, dla całej ekipy, która była na integracji, dla Wojta za ogarnięcie wyjazdu, dla całej ekipy włocławskiej za wspólne wyjście na integrację i wspólny powrót, dla Germanusa za miłe towarzystwo, dla Tobola za śpiewy, dla Wojta, Metatrona i Barrego za towarzystwo przed większość czasu poza turniejowego (droga do Krakowa, niedzielny wieczór w Krakowie, powrotna droga). I dla was wszystkich. Do zobaczenia!
PS. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Wojt, opisując swój występ w Bydgoszczy, powiedział, że czerwiec nie jest dobrym miesiącem do Inwazji. Zgadzam się z tym, ale dopowiem: wakacje są jeszcze gorszym. Uczniowie i studenci mają wakacje, zaś starsi zazwyczaj biorą urlopy. Zatem większość osób albo jest gdzieś na wyjeździe, albo ewentualnie w pracy (np sezonowej). Przez to naprawdę ciężko było nam, w Trójmieście, sklecić jakieś granie. Wiem, że po wyjściu Kataklizmu sceny odżyły, zaczerpnęły w płuca powietrza. Miło było patrzec na to, że we Wrocławiu czy Warszawie grają co tydzień, i to w dużą liczbę osób. A u nas, niestety, scena umiera.
No a Mistrzostwa coraz bliżej...
Jak to zwykle bywa, miałem dylemat odnośnie talii, którą zagram. W wakacje, prócz kilku gier Wurrzagiem, kiedy sobie w 4 osoby trochę pograliśmy w Polufce, grałem tylko Imperium. Myślałem, co może być dobre na to meta. Spodziewałem się dużo DE i End Timesów. Uznałem, że Verena radzi sobie z tym drugim. A jak z pierwszym? Mając w pamięci mecze z Wrocławia, gdy przegrałem z Metatronem i Radanerem, wiedziałem, że ta talia ma małe szanse. Wujtrator swoimi Dwarfami ostatecznie rozwiał moje płonne nadzieje. Cały niemal sierpień nie było mnie w Gdańsku, nie mogłem testować. Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czym grać. W grę wchodziło kontrolne Imperium i Dwarfy, które mają teraz turbo ekonomię i świetnego trzeciego bohatera. W ostatni dzień, jeszcze przed wyjazdem, napisał do mnie Filku i powiedział, żebym wziąć swoje Imperium, żebym nie eksperymentował. To przeważyło szalę. Zresztą w Dwarfach musiałbym dużo kart pożyczać. Zatem, wsiadając do pociągu o 19:20, byłem zdecydowany na Imperium.
Do talii wrócę za chwilę, teraz podróż. Chociaż była długa (mieliśmy chyba najdalej, nie licząc Białegostoku). Z Gdańska jechałem ja i Tobol (Zygi był już na miejscu). Po wizycie w Macu wsiedliśmy do pociągu no i jedziemy! W przedziale, prócz nas, mieliśmy samą płeć piękną, a mianowicie grupę przyjaciółek, jadących do Zakopanego. Poczytaliśmy, zagraliśmy jedną grę, w której moje Imperium niemal rozjechało kontrolny Chaos Tobola. Co skłoniło jego samego do przemyślenia swojego decku (cały czas miał wątpliwości czym zagrać, kontrolą czy rushem na ET). W Iławie dosiedli się Wojt, Matatron i Barry. Powstało pytanie, gdy by usiąść, żeby w spokoju pogadać. Ich przedziały były zajęte. Gdy ten pierwszy usłyszał, kogo my mamy w przedziale, to od razu zaproponował, żeby iść do nas. Czyżby samotność mu doskwierała? Pozostawiam to do oceny jego bliższym znajomym. Ogólnie Wojt na tym wyjeździe ukazał swoją naturę podrywacza, ale o tym później. Usiedliśmy sobie w pustym przedziale w I klasie. Trochę pogadaliśmy, na tematy wszelakie. Dopiero po północy, kiedy przyszedł kontroler, grzecznie poszliśmy do pokojów. No i do spania, trzeba zaznać trochę snu przed turniejem. Po 7 wysiedliśmy w Krakowie i rozdzieliliśmy się. Metatron i Barry ruszyli zostawić rzeczy w swoim miejscu (oni nie nocowali w Retro). My zostaliśmy w centrum, Wojt spotkał znajomych z Iławy. Potem poszliśmy na pizzę w tunelu, bardzo smaczną i tanią. Najedzeni ruszyliśmy na Starówkę, gdyż było jeszcze za wcześnie, by jechać na miejsce turnieju. Siedzieliśmy pod pomnikiem Mickiewicza, rozmawiając o polskich filmach. Tobol w międzyczasie pomógł zwiedzającym, robiąc im wspólne zdjęcie pod pomnikiem. Po pewnym czasie ruszyliśmy w stronę przystanku tramwajowego i stamtąd na Komandosów. Stach i ekipa Galakty dopiero szykowali imprezę, więc ruszyliśmy do baru. Tak też spotkaliśmy pierwszych Inwazjowców (po raz kolejny powtórzę, są to dla mnie jedne z najlepszych momentów na takich wyjazdach). Spisaliśmy talie i o 10 poszliśmy z powrotem do budynku. Kolejne przywitania, zapisy, szybka gra testowa z Zygim (której przyglądało się kilkanaście osób, scoutowali mój deck, na pewno). No i znów jesteśmy przy talii...
http://deckbox.org/sets/469888
Jak widać, standardowa kontrola Imperium na Rodrikach + kilka techów: Zbrojny zwiad na przewijarki i ET, Wolna Kompania na wszystko, bardzo zaskakująca i potrafiąca wkurzyć, Dezercje na Klasztory (nie użyłem ani razu, niestety), no i 1 Verena, która, jak zawsze, wchodziła gładko. Jest to w sumie talia identyczna jak moja z Bydgoszczy, tylko że dodałem 2 Dezercje, a wyrzuciłem 1 Huntsmena. Nie będę się rozwodził nad działaniem, talia robi ekonomię, kontroluje, skacze i napiera. Standard.
Wszyscy się zapisali - 78 osób, dużo, jednak termin był trochę niefortunny. Zgodzę się, w innym terminie była możliwa setka. Ale co tam. Pary rozlosowane, czas zaczynać.
Runda 1
vs Zajcu, IMP 1:0
Pierwsza gra i od razu sukces - nie gram z kimś z Trójmiasta! Przedstawiciel licznej Włocławskiej ekipy grał podobnym Imperium do mojego, ale z ukochaną kartą Okonia, Grabieżcą. Rzadko wchodziła, zwykle w odpowiedzi szła Dyscyplina Gra była, jak to Imperium z Imperium, długa, każdy tworzył swoje "sim city", trochę się tylko kontrolując. Zajcu trochę nie ogarniał, zapominał używać pozostawionych sobie żetonów. Jak to zwykle bywa w mirrorach, zadecydowało ogranie, a mój przeciwnik, co sam przyznał, długo nie grał. Na drugą grę nie starczyło czasu. Ale dzięki za pojedynek w miłej atmosferze.
Runda 2
vs Arteusz, DWA 2:0
Wujtrator, z którym testuje decki, zawsze gra Krasnoludami, zatem coś tam rozumiałem. Przeciwnik grał chyba na Innowacji. W pierwszej grze miałem fatalny start, tylko z kościoła. Na moje szczęście nie rozstałem skontrolowany i potem zdołałem mocno przycisnąć i odciąć przeciwnika od kart. W drugiej zacząłem lepiej i mimo naporu dałem radę. Nie pamiętam, czy aby nie weszła w pewnym momencie jakaś Verena. W każdym razie w tym wypadku Rodriki z Wezwaniem robiły gry (takie było założenie)
Runda 3
vs Zyziu, HE 1:2
Deck Wysokich na Sally Forth. Pierwsza gra była tragiczna, nie miałem nic do zagrania po muliganie. Dopiero w trzeciej turze wystawiłem jednostkę, ale i tak dostałem Drewno. Miazga. Poddałem dosyć szybko.W drugiej udało mi się spalić naporowym Hemmlerem. W trzeciej zaś, mimo mojej walki, zostałem spalony. W kluczowym momencie Duel Loeca (Mag + Osąd) rozwiązali sprawę. Gratki za wejście do Topki.
Runda 4
vs Okoń, DWA 2:0
Kolejny z Włocławska, brat Zajca. Przed pojedynkiem postawił koło mnie figurkę Buddy, mówiąc, że on przynosi pecha. Szybko w duchu pomodliłem się o siłę do pokonania złych duchów. No i jedziemy. Okoń grał naporowymi Krasnoludami. Ja wychodzę z jednostki i supportu, on: devka, Dance to Loec, Dance to Loec, Wyburzenie, Pielgrzymka. Haha, dobre żarty. No ale zacząłem jeszcze raz, Okoń co prawda zaczynał palić, ale wyjście Hemmlera na Ukrytego Agenta załatwiło sprawę. W drugiej grze znowu Hemmler był kluczowy, robił ekonomię, palił i bronił. Po pojedynku Okoń uznał, że jego Budda przestał działa. Odetchnąłem. 3-0-1, nie tak źle.
W tym momencie przerwaliśmy grę i udaliśmy się do baru, żeby coś zjeść. Tyle osób na raz w tym lokalu zdarza się chyba tylko raz na rok, kiedy przychodzą tu Inwazjowcy. Ale jedzenie smaczne. Najedzeni, wróciliśmy. Zbliża się czas decydujących bitew...
Runda 5
vs Horsky Skritek (nie pamiętam ksywki, a tak jest na wynikach), DWA 1:2
Naporowe Dwarfy, znowu. No dobra... Pierwsza gra w plecy, zostałem szybko spalony, Serpent nie został skontrolowany. W drugiej ja zajechałem (chyba Verena właśnie tu pokazała niszczycielskie oblicze). No i trzecie gra, gdy po spaleniu pierwszej strefy zaczynałem zbierać karty. Nie ogarnąłem, myślałem, że to druga. Fail... No ale kolejna strefa padła chwilę potem. Porażka oznaczała, że musiałbym wygrać obie gry, żeby wejść do Topki...
Runda 6
vs Rodzyn, DE 1:2
Ciężkie gry o wszystko, DE na kontroli ręki, która przewija (Corsair Tower) i pali (Konwenty). Zazwyczaj to drugie. Pierwszą znacznie przegrałem, druga zdołałem szybko spalić. No i gra numer 3. Ja palę, ale jestem przewijany. Pod koniec gry mam dwa kasy, Hemmlera i Lincolna w polu bitwy, taxi z Panterą w queście. Zamiast zagrać kościół o pozbawić się kart na ręce (stały 3 Konwenty), ja skoczyłem do Pola Bitwy. Zabrakło mi jednej kasy, by spalić (potrzebowałem dwóch młotków, raz mogłem dopalić Pantery). W turze przeciwnika straciłem dwie karty i wisiałem na 2 obrażeniach. Dobieram jedną kartę i idzie akcja wiedźmy. Jeśli to taktyka, to zagram ją i wygram. Inaczej ją stracę i przegram. Kościół... Mogłem to wygrać, ale zagrałem źle. Ale cóż, szczęście sprzyja lepszym, no i to mój błąd. No i po Topce.
Runda 7
vs Kris, DE 2:0
Opuściłem gościnną "salę najlepszych". Mecz, już bez spiny, na głównej sali. Chociaż dostawałem Hate-y i Kulty, to udawało się jednak dwa razy spalić. Jakoś dużo mi się nie zachowało już w głowie z tych gier, a szkoda. No, ale zdarza się.
Co zawiodło w talii? Po pierwsze, ja, mogłem lepiej zagrać. No i chyba za dużo techów chciałem włożyć, w kluczowych momentach nie dochodziło to, co trzeba. Mniejsza o mnie.
Po rundzie zasadniczej prowadził Metatron, do Topki weszli też (wg kolejności): Boreas, Przemo, Keil, dex, Jaszczur, Alpharius, Stach, Virgo, Zyziu, Rodzyn, GilGalad, Sawar, Farba, Majesty i Borin. Chwilę później rozegrano pierwszą rundę (1/8), i na placu boju pozostali (pary ćwierćfinałowe):
Gilgalad - Keil
Metatron - Virgo
Boreas - Zyzio
Przemo - Jaszczur
Skoro już przy wynikach jesteśmy, chcę powiedzieć jedną rzecz, która mnie osobiście zdenerwowała. Otóż postawa naszego Mistrza Europy, który 3 lub 4 rundy, kończąc remisem, rzucał kością o wynik. Rozumiem, ostatnia czy przedostatnia runda. Ale w trzeciej, czwartej? Ludzie, po to są zasady, żeby ich przestrzegać. Radaner nie wszedł do Topki, i bardzo sprawiedliwie, bo nie zasłużył. Skoro grał wolno, to nie powinien na tym koszystać. Okej, to Mistrzostwa, ale takie spiny o wynik są żałosne.
No i tak kończymy pierwszy dzień turnieju. Przychodzi zatem pora na integrację...
Ruszyliśmy do New Retro, dostaliśmy klucze, sprawdziliśmy przy okazji Msze w pobliskim kościele. Gdy mieliśmy już iść na górę, Wojt spytał się recepcjonistki, cytuję: "A pani nie idzie z nami?" Wywołało to u nas salwę śmiechu. No, podryw był, jaki był, ale brawa za odwagę. Poszliśmy we trójkę na górę, zostawiliśmy nasze rzeczy, ogarnęliśmy się i, popędzani przez Włocławek, wyszliśmy. Germanus był zmęczony, zatem został w hostelu. Ja z Wojtem, Okoniem i resztą Włocławskiej ekipy ruszyliśmy. Trochę to trwało, zanim znaleźliśmy lokal. Najpierw zaszliśmy na kebaba, o którym Wojt powiedział, że jest "jak gruz" (inni byli podobnego zdania). Potem, prowadzeni przez Okonia, o mało co się nie zgubiliśmy. Ale w końcu dotarliśmy na miejsce ("Róg Brackiej i Reformackiej").
Na integracji, jak zwykle, była bardzo fajnie. Ja co prawda nie piłem (tylko Colę), ale nie przeszkadzało to w rozmowach na tematy wszelakie, od Inwazji, przez forum, po politykę. Wielki dzięki wszystkim za ten wieczór (i noc). Koło 2 chyba opuściliśmy bar w poszukiwaniu innego. Pierwszy napotkany zwał się bodaj "pod Jaszczurem", i Darker, który go wypatrzył, od razu pokazał go naszemu Jaszczurowi. Do środka jednak nie weszliśmy. Później chodziliśmy trochę po Krakowie aż znaleźliśmy jakiś inny bar. Tam jednak nie wpuścili mnie, Barrego i Alana. Mnie, oczywiście, z racji niepełnoletności, zaś Barry nie miał dowodu, a Alan był ubrany zbyt "na sportowo". Zatem większość osób wyszła z baru i rozeszliśmy się: część, w tym ja, wracała do hostelu, reszta została. Po drodze byliśmy w sklepie, gdzie zrobiliśmy zakupy (wiadomo, ja jedzenie i picie, reszta piwo). No i ruszyliśmy już do hostelu, a w czasie przechadzki Tobol, który był już wstawiony, wyśpiewywał pieśni na część Wojta, do refrenu "Ore, ore, szabadabada". Okoń stwierdził, że to hymn tych OMP-ków. Podpisuję się pod tym. Bo w sumie innych piosenek nie śpiewaliśmy. Ale wrócmy do drogi. Dotarliśmy do hostelu, nasza międzymiastowa ekipa została jeszcze chwilę na dworze, po czym wszyscy poszli spać.
Rano wstaliśmy i poszliśmy we trójkę (ja, Wojt i Germanus) na Mszę do Kościoła na Skałce, pod drugiej stronie Wisły. Świątynia bardzo mi się spodobała, no ale to nie jest blog o budowlach sakralnych, zatem powstrzymam się od opisów. Po Mszy wróciliśmy do hostelu, zabraliśmy rzeczy, oddaliśmy klucze i, obładowani bagażem, skierowaliśmy się z powrotem na miejsce rozgrywek. A tam toczyły się już ćwierćfinały. Prócz sporej grupy obserwatorów, 16 osób grało w Kataklizm (ostatecznie wygrał Alan, gratulacje dla ustępującego wicemistrza Polski). Pozostali albo pykali w jakieś planszówki w sali obok, albo w Inwazję na głównej sali. O, tak, bo mało im było.
Co do finiszu Mistrzostw, to liczyłem na Metatrona, ale sprawdziło się to, co powiedział Germanus: nikt, kto wygrał zasadniczą, nie wygrał potem całego turnieju. Tak było i tym razem. Metatron odpadł w 1/2 z GilGaladem, który z finale zagrał z Jaszczurem. Finał był nagrywany, zatem full professional. No i zwyciężył Jaszczur, ze swoim kombem, które szczegółowo zostało opisane na forum. Zatem MAMY NOWEGO MISTRZA POLSKI! Wielkie gratulacje! Rok temu większość obstawiała twoje zwycięstwo, tym razem może nie byłeś głównym faworytem, ale przełamałeś syndrom 2 miejsca.
Potem odbył się finał rankingu, który wygrało to samo kombo, różniące się jedną kartą. Zwycięzcą został Przemo. Wyniki końcowe obu topek poniżej:
OMP-ki (TOP 16):
1 Jakub "Jaszczur" Serafin
2 Hubert "GilGalad" Żabik
3 Paweł "Metatron" Leszuk
4 Paweł "Boreas" Żochowski
5 Przemysław "Przemo" Zub
6 Piotr "Keil" Pędzik
7 Wojciech "Virgo" Grochowski
8 Grzegorz "Zyziu" Kałczuga
9 Krzysztof "dex" Bober
10 Patryk "Alpharius" Peciak
11 Stanisław "Stach" Błaszkiewicz
12 Łukasz "Rodzyn" Biegun
13 Grzegorz "Sawar" Bieńkowski
14 Tomasz "Farba" Farbiszewski
15 Rafał "Majesty" Walczak
16 Jakub "Borin" Biegun
Finał rankingu (TOP 4)
1 Przemysław "Przemo" Zub
2 Stanisław "Stach" Błaszkiewicz
3 Tomasz "Selverin" Fedorczyk
4 Paweł "Metatron" Leszuk
Pociąg dopiero po 23 (bilety mieliśmy kupione, dzięki uprzejmości pani recepcjonistki z New Retro). Zatem chwilę pograliśmy (a w sumie zaczęliśmy tylko grać w Grę o Tron), i zagraliśmy dwie gry w Kataklizm. Potem przyszły pożegnania no i opuściliśmy miejsce zmagań.
Skierowaliśmy się do McDonalda w Galerii Krakowskiej w podaj piątkę: ja, Wojt, Metatron, Barry i Tobol. Potem ten ostatni nas opuścił, my zaś siedziliśmy tam dosyć długo, rozmawiając o wszystkim (wspomnienia, plany etc). Jedliśmy różnorakie jedzenie (Big Maci za 5 zł!), aż przyszła 21, kiedy zamykali galerię. Potem włóczyliśmy się po Krakowie w poszukiwaniu jakiegoś baru, aż w końcu wróciliśmy na peron i tam spędziliśmy ostatnie pół godziny oczekiwania. O 23:20 wsiedliśmy do pociągu i ruszyliśmy w drogę powrotną. My w Wojtem mieliśmy miejsca w innym wagonie niż olsztyńska dwójka, zatem pożegnaliśmy się już na peronie, przed wejściem. Oni wysiedli w Działdowie, a Wojt w Iławie, zatem ostatnie bodajże 2 godziny jechałem sam. Przedział też powoli się opróżniał, zatem było więcej luzu. Około 11 dotarłem do Gdańska. Wyjazd skończony...
No i parę słów podsumowania: gratulacje i podziękowania dla wszystkich, dla każdego z osobna, dla zwycięzców, dla pokonanych, dla Jaszczura, wygrał zasłużenie, dla GilGalada, gra przecież dopiero 2 miesiące, dla Metatrona za mega wysoki poziom, dla Boreasa za 4 miejsce zwyczajnym, kontrolnym Chaosem. Dla Przema, za wymyślenie komba i przekonanie Jaszczura do gry nim, dla Selverina, który był trzeci w finale rankingu, a ponadto wygrał Mistrzostwa w Netrunnera, dla całej ekipy, która była na integracji, dla Wojta za ogarnięcie wyjazdu, dla całej ekipy włocławskiej za wspólne wyjście na integrację i wspólny powrót, dla Germanusa za miłe towarzystwo, dla Tobola za śpiewy, dla Wojta, Metatrona i Barrego za towarzystwo przed większość czasu poza turniejowego (droga do Krakowa, niedzielny wieczór w Krakowie, powrotna droga). I dla was wszystkich. Do zobaczenia!
PS. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)